• facebook
  • rss
  • Wzrastać w wierze musimy codziennie

    dodane 29.06.2017 00:00

    – Widzę, jak Bóg wykorzystuje moje czasami uśpione talenty, dlatego jak tylko mogę staram się je rozwijać, by jeszcze lepiej służyć Jemu i innym – mówi z uśmiechem Małgorzata Guty z Zielonej Góry.

    Prowadzi dziecięcą scholę, pomaga redagować gazetkę, działa w radzie parafialnej. Przede wszystkim jest jednak szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci, która razem ze swoją rodziną ma jasno wytyczony cel – niebo!

    Jestem Jej córką

    Opieki i wstawiennictwa Matki Bożej doświadczyła już na samym początku swojego życia. Przyszła na świat 19 września 1984 roku. Poród trwał długo i był ciężki. Po urodzeniu otrzymała 3 punkty na 10 w skali Apgar. – Zaraz po wypisie ze szpitala, w drodze do domu, moi rodzice zabrali mnie do kościoła Matki Bożej Częstochowskiej. Tam przed ołtarzem oddali mnie pod Jej opiekę. W drugim miesiącu życia neurolog zdiagnozował u mnie dziecięce porażenie mózgowe z niedowładem lewej strony ciała – opowiada Gosia to, czego dowiedziała się od rodziców. – Zimą 1984 roku mój tato pojechał na rekolekcje do Pani Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie, gdzie prosił Maryję o moje zdrowie. Do modlitwy tej włączyli się również inni uczestnicy rekolekcji, wypraszając dla mnie wszelkie potrzebne łaski. Gdy miałam kilka lat, po moim lewostronnym porażeniu pozostała jedynie lekko opadająca powieka, niewidoczna dla otoczenia – wyjaśnia zielonogórzanka. W czasie nauki w liceum Gosia odkryła w sobie dar śpiewu, który zaczęła rozwijać na licznych rekolekcjach oazowych i kursach animatorów muzycznych, odbywających się właśnie w Rokitnie. – Za każdym razem, będąc tam i mogąc śpiewać na chwałę Pana Boga, dziękowałam Mu za moje uzdrowienie przez wstawiennictwo Pani Rokitniańskiej – mówi Małgorzata. – Przez wiele lat czułam, że się mną opiekują, nawet wtedy, gdy oddaliłam się od Boga. Dziś mam 33 lata i mogę powiedzieć, że Maryja Cierpliwie Słuchająca wyprosiła u Boga moje zdrowie, a po latach na nowo przyprowadziła mnie do swego Syna. Pomaga mi trwać przy Nim i śpiewać na Jego chwałę. Jestem Jej niesamowicie wdzięczna. Wiem, że jestem Jej ukochaną córką i zawsze mogę liczyć na Jej pomoc – dodaje.

    Długa, ale owocna droga nawrócenia

    Małgorzata do parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Zielonej Górze trafiła jakieś dziewięć lat temu, mocno pogubiona w swojej wierze i w swoich pomysłach na życie. Wówczas jeden z kapłanów zaproponował jej, by wzięła udział w Kursie Alpha, czyli dziewięciotygodniowym kursie ewangelizacyjnym. Po jego zakończeniu osoby w nim uczestniczące zdecydowały się stworzyć Fraternię Franciszkańską zrzeszająca młodzież i rodziny. – Moja droga nawrócenia trwała długo, aż w końcu zostałam wybrana na lidera na trzy kolejne edycje kursu. Był to moment, w którym zaczęłam głośno mówić o tym, co Bóg dla mnie robi i jak odmienia moje życie – wyjaśnia Małgorzata. – Podczas tych lat Bóg zmieniał moje myślenie i jeszcze bardziej mnie układał. W 2014 roku z ojcem mojej córki powierzyliśmy nasze życie Bogu i wzięliśmy ślub. I całą rodziną zaangażowaliśmy się w scholę. Mój mąż siedzi na Mszach „za konsoletą”, a starsza córka śpiewa. Jedynie nasza dwulatka obecnie ma przerwę, gdyż minął już czas, gdy jako niemowlak w zawiązanej chuście mogła stać ze mną przy mikrofonie, a na samodzielne śpiewanie jeszcze jest dla niej za wcześnie. Schola Franka spotyka się co tydzień na wspólnym śpiewaniu, modlitwie, a także zabawie. Należą do niej dzieci szkolne i przedszkolne od 3. do 12. roku życia. Obecnie mamy w swoich szeregach około 25 osób – dodaje. Zielonogórzanka sama też się formuje. Ponad rok temu rodzinnie weszli do Domowego Kościoła. – To kolejny etap naszego małżeństwa. Widzimy, w jakich sferach życia duchowego mamy jeszcze się doskonalić, bo przecież nawracać się i wzrastać w wierze musimy codziennie. Nie możemy „spoczywać na laurach”, bo szatan szybko wejdzie do tej naszej chrześcijańskiej rutyny i nawet ludzi prężnie działających w kościele ściągnie w dół – przyznaje Gosia. I dodaje: – Jutrzejszy Kościół stworzą dzisiejsze dzieci i młodzież. Jeśli jako rodzice nie zachęcimy ich do czynnego tworzenia Kościoła, to jutro – jako starsi już ludzie – będziemy na Mszy św. sami.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół