Nowy numer 49/2020 Archiwum

Reagujmy inteligentnie

Z ks. Andrzejem Dragułą, autorem książki „Bluźnierstwo. Między grzechem a przestępstwem”, rozmawia Krzysztof Król.

Krzysztof Król: Doda, Nergal, Maria Peszek, Dorota Nieznalska – to tylko kilka przykładów osób z naszego „podwórka” oskarżanych o bluźnierstwo. Czym jest bluźnierstwo?

Ks. Andrzej Draguła: Na bluźnierstwo można spojrzeć z wielu punktów widzenia. W najściślejszym tego słowa znaczeniu bluźnierstwo jest aktem buntu przeciwko Bogu wyrażonym słowem lub gestem. Z taką sytuacją mamy do czynienia choćby w „Wielkiej improwizacji” – słynnym monologu Konrada w III części „Dziadów”. Takim podmiotowym aktem bluźnierczym, z którym – w moim przekonaniu – mamy do czynienia bardzo rzadko, jest chociażby ostatnia płyta Marii Peszek, do czego ona sama się przyznaje. Czym innym jest bluźnierstwo przedmiotowe, to jest czyn o charakterze bluźnierczym, który nie musi wynikać z wiary, ale jest po prostu grą. Na przykład gdy ktoś posługuje się tym, co religijne, wcale nie po to, aby bluźnić Bogu, ale po prostu, aby zrobić skandal medialny i zyskać popularność. Wtedy jest to bluźnierstwo cyniczne skierowane nie przeciw Bogu, ale przeciw tym, którzy w Niego wierzą, nastawione na obrazę wiary.

Takich bluźnierstw ostatnimi czasy jest coraz więcej. Jak je oceniać?

Wszystko zależy od tego, jakie kryteria przyjmiemy. W swojej książce pokazuję, że nie ma jednej oceny. Po pierwsze ocena na płaszczyźnie teologiczno-moralnej, gdy mówimy o grzechu bluźnierstwa. Po drugie ocena z punktu widzenia artystycznego, czy dane działanie – choć wydaje się bluźniercze – da się obronić artystycznie, czy nie. I wreszcie po trzecie ocena na płaszczyźnie prawa. Te trzy oceny krzyżują się, nakładają się na siebie, ale nie są ze sobą tożsame. Doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że czyny, które oceniamy jako jednoznacznie bluźniercze z punktu widzenia teologii i moralności, wcale nie będą uznane przez sąd za czyny przestępcze.

Widać to na przykładzie Adama Darskiego (Nergala), który podarł Biblię podczas koncertu. Wszyscy wiemy, że popełnił bluźnierstwo, ale proces wciąż trwa – sąd na podstawie istniejącego prawa uznał, że Nergal przestępstwa nie popełnił, chociaż uznał, że nie jest to czyn godny pochwały. Z kolei Dorota Rabczewska (Doda) za określenie autorów Biblii jako „naprutych winem i palących jakieś zioła” została uznana za winną obrazy uczuć religijnych, a przecież wydaje się nam, że czyn Nergala jest poważniejszy od wywiadu piosenkarki. Sąd wziął pod uwagę w tym przypadku, że wywiad był publiczny i dostępny dla wszystkich, a koncert Nergala był dla zamkniętej grupy. Często nie zdajemy sobie sprawy z kryteriów sądowych, które wpływają na ocenę czynu.

A jak powinien na bluźnierstwo, świętokradztwo i profanację reagować człowiek wierzący?

Wydaje się, że żyjemy w świecie, w którym zabrania się ludziom wierzącym reagować, a przecież każdy z nas ma prawo oceniać rzeczywistość z własnego punktu widzenia. Mam prawo, a nawet obowiązek powiedzieć, że dla mnie dany czyn jest bluźnierczy. We współczesnym państwie prawo w dużej mierze oddzielone jest od etyki. Grzech nie utożsamia się więc z przestępstwem – tak jak to jest w państwach, gdzie prawo świeckie fundowane jest na prawie religijnym, jak szariat, ale to nie znaczy, że nie mamy prawa oceniać ludzkiego postępowania. Nie jestem jednak przekonany, że za każdym razem trzeba iść do sądu. Jeśli reagować, to w sposób inteligentny, aby zwykłemu skandaliście nie robić darmowej reklamy. • Pierwsza osoba, która zadzwoni do redakcji 20 maja o godz. 10.00, otrzyma książkę „Bluźnierstwo. Między grzechem a przestępstwem”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama