Nowy numer 42/2019 Archiwum

Zapachy młodości

„Niechże młodzi nie dziwią się, kiedy mówimy, że Tam bzy pachniały piękniej, lepiej smakował chleb, a rzeki wśród pól i łąk niosły krystalicznie czyste wody” – pisze Tadeusz Marcinkowski z Zielonej Góry w swojej książce „Skarby pamięci”.

Dlaczego mają się nie dziwić? Tadeusz Marcinkowski odpowiada: „To właśnie Tam, na Kresach, została przecież nasza Arkadia dzieciństwa i młodości, do której mimo upływu lat ciągle tęsknimy i którą zawsze nosimy w sercu”.

Patriotyczne fascynacje

Wszystko zaczęło się w Łucku na Wołyniu. To właśnie tam w 1932 roku przyszedł na świat Tadeusz Marcinkowski, syn Jana i Olimpii. Mama pracowała w łuckim magistracie, a ojciec był sekretarzem Sądu Okręgowego w Łucku i komendantem powiatowego Związku Strzeleckiego. Lata przedwojenne to były szczęśliwe czasy dzieciństwa. – Dom tonął w zieleni bzów i jaśminów oraz róż i innych kwiatów, pieczołowicie pielęgnowanych przez babcię. Zaraz za nim rozciągały się łąki, a przecinało je koryto Głuszca – wspomina. – Gdy byłem dzieckiem, rzeczka zmieniła się po wybudowaniu wałów nad Styrem w wąski strumyczek, zasilający swą wodą staw tuż koło naszego. Brzegi strumyka łączył drewniany mostek, przez który wybiegałem na łąki, aby witać wracającego z pracy ojca, gdyż gmach sądu wznosił się nieopodal, przy ul. Jagiellońskiej. Staw był ulubionym miejscem naszych dziecięcych zabaw, a w zimie zmieniał się w miejską ślizgawkę. Ileż to było śmiechu, radości, niefrasobliwej dziecięcej odwagi – kontynuuje. Ojciec pana Tadeusza był patriotą, który szczególnym szacunkiem i podziwem darzył Józefa Piłsudskiego. – Te fascynacje przekazał i mnie. Nas, swoje dzieci, starał się wychowywać w duchu patriotycznym. Dużo i często opowiadał mi o bohaterach narodowych, o wojnie w 1920 roku i o Legionach. Przyniósł kiedyś do domu epidiaskop i wyświetlał przezrocza z widokami miast (Warszawy, Krakowa), scenami z historii Polski, a przede wszystkim – zdjęciami przywódców państwa polskiego i z okresu walk o niepodległość – wspomina zielonogórzanin.

Tragiczna śmierć ojca

Tadeusz Marcinkowski czekał bardzo na rok 1939. Wtedy miał pójść do szkoły. Niestety zamiast szkolnych przygód historia przyniosła zupełnie inne przeżycia. Aresztowanie ojca przez NKWD wryło się bardzo mocno w jego pamięć. Enkawudziści przyszli do mieszkania późną nocą i zaczęli przeszukiwać każdy kąt. – W trakcie rewizji leżałem w łóżeczku. Nie otwierałem oczu z przerażenia. Udawałem, że śpię. Po sporządzeniu przez enkawudzistę protokołu rewizji kazano ojcu włożyć płaszcz. Gdy go zabierano, poprosił, by pozwolono mu pożegnać się ze mną. Podszedł do mego łóżeczka, pochylił się nade mną i pocałował mnie w czoło. Byłem tak bardzo przestraszony, że i wtedy nie odważyłem się otworzyć oczu, by pożegnać się z ojcem – wspomina. Wkrótce potem słuch o Janie Marcinkowskim zaginął, a dopiero w 1994 roku okazało się, że prawdopodobnie został rozstrzelany w Kijowie i pochowany w zbiorowej mogile na Bykowni.

„Mazurek Dąbrowskiego” z kołchoźnika

Los nie oszczędzał rodziny Marcinkowskich. Przed świtem 26 maja 1941 roku pod dom na Zamkowej podjechał samochód ciężarowy. – Przy drzwiach i oknach stanęli żołnierze z karabinami. Mama, siostra i ja spaliśmy mocno. Obudził nas łomot do drzwi. Do mieszkania weszli dwaj enkawudziści. Kazali nam ubrać się i zabrać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy – wspomina pan Tadeusz. – Młody oficer zwrócił mamie uwagę, by zabrać ciepłą odzież. Wówczas zrozumieliśmy, jaki będzie cel naszej podróży – dodaje. Po 22 dniach zesłańców wyładowano w Omsku, a stąd rodzina Marcinkowskich trafiła do Okoniesznikowa. – Najpierw zabrali te rodziny, w których byli mężczyźni. Nami nikt się nie interesował. W końcu zlitowała się nad nami nauczycielka Daria Iwanowna. Zabrała nas do swojego domu – wspomina. Wkrótce potem matka znalazła pracę w Pticepromie, przedsiębiorstwie zbierającym od kołchoźników podatek w postaci kur i jaj, a siostra pracowała w biurze rozliczeniowym kołchozów i to właśnie ona wystarała się o oddzielne mieszkanie dla rodziny w ziemiance. – W naszej ziemiance nie było prawie nic, ale ważne miejsce zajmował kołchoźnik – głośnik radiowy, który przez cały dzień nadawał audycję z miejscowego radiowęzła. W grudniu 1941 roku do Moskwy przyjechał generał Sikorski. Nasz radiowęzeł również przekazywał sprawozdanie z powitania generała na lotnisku. Gdy odegrano „Mazurka Dąbrowskiego”, my wstaliśmy i popłynęły łzy wzruszenia – wspomina. W 1944 roku rodzinie pana Tadeusza udało się wrócić do rodzinnego Łucka. Jednak rok później znowu trzeba była opuścić dom rodzinny, tym razem na zawsze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL