Nowy numer 42/2019 Archiwum

Życiowa litania

Duchowa przystań. Wielu ludzi, którym wydaje się, że nie ma już  dla nich ratunku, w Rokitnie często w ostatniej chwili chwyta się koła ratunkowego. I razem z Maryją płyną do portu.

WRokitnie cuda działy się nie tylko przed wiekami. Ludzie przyjeżdżają tu ze swoimi prośbami i modlą się słowami litanii: „Matko do opamiętania wzywająca”, „Matko nad dziećmi płacząca”, „Matko pięknej miłości”, „Matko poszukujących drogi życia”, „Matko sierot i rozbitych rodzin”, „Matko zagubionych”. A Matka Boża wyprasza wciąż wiele łask, m.in. zdrowia, potomstwa, trzeźwości, pojednania, a przed wszystkim nawrócenia. Niektóre z nich opisuje książka pt. „Zwycięstwo przez Maryję”, która została wydana specjalnie na 25. rocznicę koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej przez duszpasterstwo trzeźwości i będzie dostępna w Rokitnie. Swoim świadectwem postanowili podzielić się gorzowscy małżonkowie: Janusz i Teresa. – Moja świętej pamięci kochana mama na kolanach codziennie prosiła Maryję o łaskę nawrócenia dla mnie i o trzeźwość mojego męża. W pokoju miała ołtarzyk z Matką Bożą. Przez wiele lat w każdy wtorek modliła się w katedrze w intencji trzeźwości, jeździła też do Rokitna. Cały czas prosiła, prosiła… – mówi pani Teresa z Gorzowa Wlkp. – W tym roku minęło 13 lat trzeźwości mojego męża. Dziękuję Matce Bożej za to, że właśnie w Rokitnie zaczęło się moje nowe życie, powrót do kościoła, do wiary. Dzisiaj jestem szczęśliwa, że mogę razem z mężem przystępować do Komunii św. – dodaje.
 

Matko o trzeźwość zatroskana

Janusz z Gorzowa Wlkp. swój pierwszy kontakt z alkoholem miał w wieku 16 lat. – Bardzo szybko poczułem, że jest doskonałym lekiem na moją nieśmiałość. Powoduje rozluźnienie i poczucie akceptacji w środowisku dorosłych osób. Dziś myślę, że wchodząc w dorosłe życie, już byłem uzależniony od alkoholu. To on kierował moim postępowaniem. Powtarzałem często, że sam sobie dam radę, przestanę pić, kiedy będę chciał. Mówiłem sobie: „Mam silną wolę i to ja decyduję: pić, czy nie”. Ale tak nigdy się nie stało – przyznaje szczerze pan Janusz. – Piłem 35 lat i wydawało mi się, że piję normalnie jak wszyscy. Porównywałem się do innych. U siebie nie widziałem problemu. Zawsze uważałem, że jestem lepszy. Miałem komfort picia: była rodzina, pieniądze, praca. Byłem dobrze ubrany, zawsze ogolony. Nie leżałem jak jakiś menel pod płotem – opowiada.

Najbliżsi bardzo cierpieli, ale on nie dostrzegał problemu. Problem z alkoholem w małżeństwie Janusza i Teresy trwał 25 lat. Pani Teresa nie myślała jednak o rozwodzie, ale o tym, jak zmienić swojego męża. – Moja mama wychowała mnie w duchu katolickim i małżeństwo było i jest dla mnie zawsze świętością. Nie myślałam o odejściu od męża, mimo że nie chodziłam wtedy do kościoła. Kochałam go i zawsze wierzyłam, że będzie lepiej. Jak był trzeźwy, to był do rany przyłóż – opowiada żona.
 

Matko do Boga wiodąca

Wyjścia z sytuacji zaczęła szukać najpierw pani Teresa, która poszła na spotkanie grupy Al-Anon, czyli wspólnoty ludzi, którzy mają lub mieli bliski kontakt z osobą uzależnioną od alkoholu. – Poszłam tam, bo chciałam uzdrowić mojego męża, a okazało się, że ja też potrzebuję pomocy. Dowiedziałam się, że nie mam wpływu na drugiego człowieka, mogę zmieniać tylko sie- bie i swoim postępowaniem wpływać na otoczenie oraz atmosfe- rę w domu – wyjaśnia pani Teresa.

W 2001 roku uzależnienie pana Janusza się nasiliło. Sam nie był w stanie rozwiązać tego problemu. – Bardzo się wystraszyłem, że moje życie może się zakończyć. Lęk i strach przed taką wizją spowodował podjęcie decyzji o całkowitej abstynencji. Tylko nie wiedziałem, jak to zrobić! Przy pomocy mojej żony trafiłem na detoks. Następnie na terapię w Ciborzu. Po zakończeniu terapii nie wierzyłem i nie wyobrażałem sobie, że mogę przestać pić. Alkohol był skuteczny na moje radości, smutki i codzienne życie – mówi pan Janusz. – Z wielkim oporem zacząłem uczęszczać na mityngi. Tam usłyszałem świadectwa osób, które zmieniły swoje życie i zostały uzdrowione z choroby alkoholowej poprzez powrót do Boga. Nie wierzyłem w te cudowne uzdrowienia. Był nawet taki moment, że myślałem o powrocie do picia – przyznaje szczerze pan Janusz.

Kluczem do przemiany oboj- ga małżonków była wiara. – Nawet nie wiem, kiedy oddaliłem się od Boga. Żyłem, jakby Go nie było. Były momenty, kiedy zwracałem się do Niego o pomoc, ale szybko zapominałem i dalej żyłem swoim życiem. Pan Bóg jednak nigdy mnie nie opuścił i ciągle był przy mnie – zwierza się mąż, który chodził na mityngi, ale któremu wyraźnie czegoś brakowało. Za namową kolegów w końcu pojechał na rekolekcje trzeźwościowe do Rokitna. – Pojechałem sprawdzić, czy Bóg pomaga i jest w stanie zmienić moje życie. W sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej na kolanach płakałem i prosiłem Matkę Bożą o pomoc w uzdrowieniu mnie z uzależnienia od alkoholu. Błagałem o łaskę powrotu do Boga oraz siłę i błogosławieństwo na nowe życie. To, co się wydarzyło, było wielkim przeżyciem, którego nigdy nie zapomnę. To łaska i cud! Dzięki łasce Bożej uwierzyłem, że mogę podnieść się z dna i upadku. Uwierzyłem, że Bóg pragnie mojego dobra i pomoże mi wytrwać na drodze, którą zdecydowałem się iść – mówi pan Janusz. – Już na pierwszych rekolekcjach zafascynowałem się tymi ludźmi, tą atmosferą. Były pierwsze rekolekcje, potem drugie i kolejne, i kolejne. Pytałem się kolegów, jak przywieźć do Rokitna moją żonę – dodaje.

To jednak nie było łatwe. – Chodziłam do kościoła najwyżej raz w roku. Żyłam po swojemu, na bakier z przykazaniami. Nie dbałam też o wychowanie moich dzieci po katolicku. Napomnienia mojej mamy, która całe życie modliła się o moje nawrócenie, traktowałam z lekceważeniem – wyznaje szczerze pani Teresa. – Mój mąż po trzech miesiącach abstynencji trafił do Rokitna na rekolekcje trzeźwościowe. Wrócił z nich wyciszony, spokojny, odmieniony. Opowiedział o swoich przeżyciach na rekolekcjach i wspomniał, że następnie chce jechać do Częstochowy, Lichenia i znów do Rokitna. Pomyślałam wtedy, że chyba zwariował. Przestał pić, teraz tylko Kościół. Tak wtedy rozumowałam – kontynuuje.

W końcu sama trafiła do Rokitna. Wszystko dzięki mężowi. – Pamiętam, jak mój mąż zadzwonił do mnie z rekolekcji i powiedział, że chce, abym przyjechała. Powiedziałam: „W żadnym wypadku!”, ale mój mąż uparł się i powiedział, że przyjeżdża po mnie. Przyjechał i pojechałam z nim – wspomina pani Teresa. – Nie zapomnę tych rekolekcji do końca życia. Całe przepłakałam. Moje uszy i oczy zostały otwarte. Zaczęło do mnie docierać każde słowo Ewangelii. Całe moje życie zostało przewartościowane. Zaczęłam co niedzielę uczęszczać na Msze św. i słuchałam, słuchałam… Wcześniej nigdy przez głowę by mi nie przeszło, że podziękuję za chorobę mojego męża, bo dzięki niej ja wróciłam do Kościoła – dodaje.

Wzorze świętości i pobożności

Zaproszona do domu gorzowian Matka Boża stale im towarzyszyła. Małżonkowie chcieli spełnić swoje marzenie i pojechać na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Mimo zbliżającej się daty, ich podróż stanęła pod znakiem zapytania. Pani Teresa przed wyjazdem poważnie zachorowała. Podejrzewano u niej chorobę immunologiczną. – Miałam bardzo złe wyniki i byłam bardzo słaba. Chciałam zrezygnować z wyjazdu i dlatego zadzwoniłam do ojca Henryka, który miał prowadzić pielgrzymkę. Powiedział wtedy do mnie: „Ty, dziecko, jedź, szatan tak działa, żeby przeszkodzić. To Pan Jezus jest najlepszym lekarzem, ja będę się modlił za ciebie”. Uwierzyłam tym słowom i pojechałam wbrew zaleceniom lekarzy – bardzo chora i słaba – wspomina pani Teresa. – W bazylice Nawiedzenia NMP prosiłam Maryję: „Matko, boję się choroby i cierpienia, ale proszę, pozwól mi chociaż zwiedzić Ziemię Świętą”. Jeszcze przed powrotem do Polski w sercu poczułam, że jestem zdrowa. Po przyjeździe za namową siostry pojechałam na wizytę do Poznania do profesora. Wyniki miałam bardzo dobre, najmniejszego znaku choroby. Lekarze nie potrafili tego wytłumaczyć – dodaje.

Życie Teresy i Janusza wcale nie jest teraz usłane różami. Po roku i trzech miesiącach trzeźwości małżonków spotkał dramat. W wypadku samochodowym zginał ich ukochany syn. – Gdyby nie powrót do Kościoła, to nie wiem, jak byśmy przeżyli – mówią małżonkowie. Oboje wierzą, że spotkają się kiedyś razem z nim w niebie. Życie wieczne – właśnie taki obrali sobie cel. Idą przez życie z Maryją do Boga. – Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na tyle łask. Dziś moje życie całkowicie się zmieniło. Wiem, że człowiek jest słaby i często błądzi. Dla mnie jednak ratunkiem jest Matka Boża i Różaniec. Codziennie, modląc się, dziękuję i proszę – mówi pani Teresa. – Dzisiaj moje życie oparte jest na modlitwie i stosowaniu się do Bożych drogowskazów. Buduję je na zaufaniu do woli Bożej. Każdego dnia dziękuję Matce Bożej za opiekę i nowe życie oparte na trzeźwości, radości i miłości. Proszę o błogosławieństwo na każdy dzień. Matka Boża towarzyszy mi w życiu. Już teraz nawet o nic nie proszę, tylko dziękuję za dar trzeźwości. Za moje nowe życie – dodaje pan Janusz.•

W Rokitnie szukaj pomocy

Rekolekcje trzeźwościowe: 8–10 sierpnia www.rekolekcjewrokitnie.pl tel. 600 857 105 Rekolekcje małżeńskie – „Dialog we dwoje”: 26–28 września www.dlarodziny.zg.pl tel. 601 965 737

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL