Nowy numer 43/2020 Archiwum

Znak krzyża za kurtyną

– Kiedy jestem na scenie, nie myślę o sobie czy o mojej rodzinie, ale o tej postaci, którą gram. Staram się zrozumieć mojego bohatera, przeżywam i analizuję jego postępowanie i sytuacje, w których się znalazł, a które ja odtwarzam – mówi aktorka.

Kinga Kaszewska-Brawer – aktorka teatralna, reżyser, żona Wojciecha, mama Bereniki i Tosi. Od 16 lat pracuje w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze, a od 13 lat w paradyskim seminarium prowadzi klerycki Teatr „Zdumienie” i młodzieżową grupę teatralną w Polkowicach. Pochodzi ze Świdnicy na Dolnym Śląsku.

Szkołę teatralną ukończyła we Wrocławiu. Jej aktorski debiut to Klara ze „Ślubów panieńskich” Fredry, którą zagrała w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, gdzie później pracowała przez dwa lata i poznała swojego męża Wojciecha, również aktora. W Teatrze Lubuskim pracuje od 1999 roku. W dorobku artystycznym ma wiele zagranych na scenie sztuk i spektakli. Do jej ważniejszych ról należą m.in.: Agafia Tichonowna – „Ożenek”, Koby, Dziennikarz I – „Wizyta starszej pani”, Mela – „Moralność pani Dulskiej” i Elf – „Sen nocy letniej”. – Zawsze lubiłam teatr. On jest i będzie obecny w moim życiu, bo teatr można robić nawet w domu z dzieckiem – twierdzi aktorka. – W pracy aktora najtrudniejsza nie jest nauka tekstu, ale analiza postaci. Tekstu uczymy się na scenie. Próby sceniczne poprzedzane są zawsze próbami stolikowymi, podczas których tekst czyta się przez dwa tygodnie, po kilka godzin, dwa razy dziennie i kwestie się zapamiętuje samoczynnie. Istnieje też tzw. pamięć ciała, polegająca na zapamiętywaniu tekstu w odniesieniu do przestrzeni sceny. Kiedy aktor podchodzi np. do stolika, to jego mózg przypomina sobie daną kwestię – wyjaśnia Kinga Brawer.

Jestem jak Peggen Mike

O swojej pracy opowiada z pasją i zaangażowaniem, bo dla niej każda postać to inny temat. Każdą rolę musi przemyśleć i zinterpretować. – Często jest tak, że pracujemy nad daną postacią np. dwa miesiące i nagle pewnego dnia reżyser zmienia układ, i trzeba postać „zbudować” od nowa, a to jest trudne. Moją ulubioną bohaterką i postacią, która oddaje mój charakter, jest Margot Flahert zwana Pegeen Mike, bo ja też jestem stanowcza, cenię sobie uczciwość i szczerość, a nie znoszę chamstwa i obłudy. Pegeen Mike była taką postacią, która potrafiła się przeciwstawić całej wiosce w obronie swoich marzeń i wartości, i dlatego jest mi bliska – tłumaczy aktorka. – Kiedy występuję na scenie, nie myślę o sobie ani o rodzinie, ale o tej postaci, którą gram. Staram się ją zrozumieć i często zastanawiam się, jak ja bym postąpiła w danej sytuacji. Zawsze pierwszemu spektaklowi towarzyszy trema, z każdym następnym występem jest już mniejsza. Stres jest na przykład, kiedy wypadnie jakaś kwestia i trzeba szybko się pozbierać. I wtedy, kiedy wiemy, że na widowni jest ktoś bliski… Zawsze przed wyjściem na scenę robię znak krzyża, czuję się wtedy bezpiecznie. On dodaje mi odwagi – dodaje. Ważny jest też kostium, który aktor chce dostać jak najszybciej, by się do niego przyzwyczaić przed premierą. – Kostium buduje rolę. Podczas prób gram w zwykłych ubraniach, a na spektakl wkładam np. klasyczną suknię, którą trzeba odpowiednio podnosić, dlatego kostium jest ważny i dobrze jest go poznać wcześniej, bo on nadaje charakter postaci – wyjaśnia aktorka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama