Nowy numer 31/2020 Archiwum

Ukraina to nie tylko banderowcy

O zbrodniach, sąsiedzkiej pomocy i tematach tabu ze Stanisławem Tokarczukiem, doktorem nauk humanistycznych z Łużyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej, rozmawia Katarzyna Buganik.

Katarzyna Buganik: Kim byli i o co walczyli banderowcy?

Stanisław Tokarczuk: Pojęcie „Ukraińcy”, jak ich wtedy nazywano, odnosiło się do Rusinów zorientowanych politycznie, którzy m.in. uznali w 1918, że Lwów należy się im, a nie Polakom, i że warto walczyć kolejny raz o niepodległość Ukrainy. Na Ukrainie powstała OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów), która potem w części przekształciła się w banderowców, uznających i popierających faszyzm na Kresach. Nacjonaliści w walce o niepodległość Ukrainy przyjęli dwie strategie: pierwsza to było zastraszanie poprzez wydawanie wyroków śmierci i wypędzanie Polaków, i to głównie działo się w rejonach, np. Stanisławowa; druga, to masowe mordy, głównie na Wołyniu i Podolu. Według najnowszych źródeł UPA wymordowała ponad 200 tys. Polaków na całych Kresach, w Lubelskiem i Bieszczadach. Do tego trzeba dodać m.in. ponad 800 tys. zamordowanych Żydów.

Wielu mówi, że zbrodnie, których dokonali, były gorsze od Holocaustu i łagrów na Syberii…

UPA nie honorowała konwencji międzynarodowych dotyczących funkcjonowania armii, dlatego trudno tu mówić, że w ogóle była armią. Żadna armia nie zabija cywilów. Oni mordowali wszystkich, także dzieci i kobiety. Armia walczy bronią, natomiast banderowcy walczyli tym, co mieli: siekierami, nożami, rżnęli piłami, rozbijali dzieci i zawieszali je na ogrodzeniach, kobietom obcinali piersi… Równocześnie dokonywali zaboru mienia i dokumentów, głównie paszportów zamordowanych, na których wielu z SS-Galizien uciekło na Zachód.

W całym tym dramacie, znaleźli się jednak dobrzy Ukraińcy…

Dopóki nie pojawił się nacjonalizm na Kresach, ludzie od wieków żyli ze sobą w zgodzie. Nawet w czasie tych mordów, ludzie sobie pomagali. Dobrzy Ukraińcy, byli terroryzowani przez bandy, ale mimo to, nie tylko ostrzegali Polaków, ale i potępiali banderowców, za co wielu zapłaciło życiem. Szacuje się, że zamordowano od 10 do 20 tys. Ukraińców, którzy pomagali m.in. Polakom i Żydom, bądź odmawiali wykonania rozkazu zamordowania np. bliskich, w przypadku małżeństw mieszanych.

Dlaczego przez długi czas był to temat tabu?

Nie mówiono o tym głośno m.in. dlatego, że po wojnie w Polsce funkcjonowały nacjonalistyczne struktury. Tu był również punkt przerzutowy SS-Galizien dla nacjonalistów do Niemiec. Prawda o zbrodniach na Ukrainie, podobnie jak Katyń, była też niewygodna dla ówczesnych władz. Uznawały, że to „nie wypada”, bo jesteśmy „wspólną bracią” z ZSRR. Mówiono, by zapomnieć…•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama