Jak to było z powołaniem bp. Tadeusza Lityńskiego? – Pochodzę z rodziny wierzącej i praktykującej. I, co ważne, z rodziny międzypokoleniowej, która miała wielki wpływ na rozwój mojej wiary. Dziadek systematycznie czytał Pismo Święte. To był taki człowiek słowa. Miał trochę problem ze słuchem i nieraz na Mszy św. nie dosłyszał. Ale śledził na bieżąco niedzielną Ewangelię. Zawsze po powrocie z kościoła pytał: „Tadziu, jaka była dzisiaj Ewangelia?”. Pamiętam, jak pewnego razu pomyliłem się i przypomniałem Ewangelię z poprzedniej niedzieli, a dziadek na to: „Nie, to już było!”. Mobilizował mnie, żeby uważnie słuchać słowa Bożego. Pewnie nieraz jako młody chłopak drwiłem sobie z tego, ale jego wiara fascynowała mnie. Także mojej babci, która w każdą środę w Wielkim Poście pościła w intencji powołań – opowiada bp Tadeusz Lityński.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








