Nowy numer 44/2020 Archiwum

To On nas odnalazł

– Nie traktujemy naszej posługi jako wyróżnienia, ale przyjmujemy ją z pokorą. Dziękujemy Bogu za wszystkie łaski, które otrzymujemy w Kościele – mówią małżonkowie.

Wioleta i Andrzej Irzykiewiczowie mieszkają w Nowej Soli i należą do parafii pw. św. Antoniego. Są małżeństwem od 19 lat i szczęśliwymi rodzicami siódemki dzieci: Szymona (17 lat), Ignacego, (15 lat), Anny (13 lat), Jędrzeja (11 lat), Antoniego (9 lat), Kazimierza (5 lat) i Tadeusza (14 miesięcy).

To darmowa miłość

Od 25 lat należą do wspólnoty neokatechumenalnej, w której się poznali. – Oboje mieliśmy kryzys wiary i trudności z Kościołem, ale właśnie we wspólnocie Pan Bóg nas odnalazł. Tam usłyszeliśmy Dobrą Nowinę i to, że  Bóg kocha nas za darmo i takimi, jakimi jesteśmy – mówi pan Andrzej. – W Kościele otrzymaliśmy wiele łask. To, że się pobraliśmy i możemy tworzyć małżeństwo, i że ono się nie rozpadło pomimo wielu kryzysów, że mamy rodzinę i siedmioro dzieci, to są łaski, których się nie spodziewaliśmy w naszym życiu – dodaje pani Wioleta. Dzięki wspólnocie neokatechumenalnej znaleźli swoje miejsce w Kościele. Tam nie tylko formują się w wierze, ale znajdują też wsparcie, radość i pokój serca. – Neokatechumenat jest drogą, wprowadzeniem do wiary dojrzałej. Nasze plany konfrontujemy ze słowem Bożym, które słyszymy na liturgiach, Eucharystiach i konwiwencjach wspólnotowych. Modlimy się codziennie brewiarzem. W Wielkim Poście i Adwencie każdego ranka ok. godz. 5.00 spotykamy się we wspólnocie na jutrzni. W miarę tego, jak idziemy na tej drodze i nawracamy się, otrzymujemy od Boga łaski, dzięki którym możemy działać w Kościele – mówią małżonkowie. Kościół to ich drugi dom. To w nim znajdują siłę do pokonywania codziennych trudności. To, jak mówią, jemu zawdzięczają wszystko, co dziś mają i co jest sensem ich życia – małżeństwo i rodzinę. – Receptą na udane małżeństwo jest bycie w Kościele i trwanie przy Bogu. Wszystko, co robimy, czynimy z wdzięczności za to, co On nam dał – mówi Wioleta Irzykiewicz. – Jak Jezus jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na swoim miejscu. Każdy z nas jest egoistą i chce postawić na swoim. Trzeba codziennie się zmagać z tymi przeciwnościami. Trzeba też rzeczywiście chcieć Boga zobaczyć, to że On jest najważniejszy. Zaufać Mu i Jemu oddać to stawianie na pierwszym miejscu w małżeństwie, rodzinie, życiu…– dodaje Andrzej Irzykiewicz.

Pan Bóg wszystko układa

Przy siódemce dzieci obowiązków i pracy małżonkom nie brakuje. Pani Wioleta zajmuje się domem, a pan Andrzej pracuje zawodowo, jako menedżer sprzedaży. Pomimo tego zawsze znajdują czas na modlitwę i posługę we wspólnocie. – Pan Bóg jest panem czasu i On to wszystko jakoś układa. Pośród codziennych trudów znajdujemy czas na Eucharystię i spotkanie we wspólnocie. Swoje dzieci również wychowujemy w wierze, modlimy się z nimi wspólnie, rozmawiamy, czytamy Pismo Święte – tłumaczy pani Wioleta. – Mamy siedmioro dzieci, bo jesteśmy otwarci na życie, bo tyle nam ich Pan Bóg dał. Ta otwartość na potomstwo wynika z przysięgi małżeńskiej, bo tam deklarujemy, że jesteśmy gotowi przyjąć i wychować po katolicku dzieci, którymi nas Pan Bóg obdarzy – dodaje pan Andrzej.

Daną łaskę trzeba oddać

Neokatechumenat to nie wszystko. Państwo Irzykiewiczowie prowadzą również kursy przedmałżeńskie i przygotowują młodzież do bierzmowania. – Jeżeli Pan Bóg dał mi męża i rodzinę za darmo, to kiedy widzę, co się dzieje dookoła, że ludzie cierpią na brak miłości, że małżeństwa się rozpadają, to nie mogę siedzieć bezczynnie i być na to obojętna. Mam w sobie taki wewnętrzny przymus, by dzielić się tym, co otrzymałam. Przychodzę np. na kurs przedmałżeński i mówię, że jest możliwe się nie rozwieść, mieć dzieci, że nie trzeba się tego bać – tłumaczy żona. – To dzielenie się swoim doświadczeniem. Chrystus daje słowo i my nie chcemy go zachować tylko dla siebie, ale „puszczamy je w obieg”. Głosimy katechezy, bo jesteśmy katechistami na drodze neokatechumenalnej. Tu nie chodzi o samorealizację i spełnienie się, ale o odpowiedź na słowa Jezusa: „Idźcie i głoście” – dodaje mąż. Pan Andrzej od trzech lat jest również nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej. Nie traktuje tej posługi jako wyróżnienia, ale jako odpowiedzialność. – „Komu więcej dano, od tego więcej będą wymagać”. Nie czuję się wyjątkowy czy wyróżniony. Podchodzę do tej posługi z szacunkiem, troską i zakłopotaniem oraz pełną świadomością tego, że nie jestem lepszy od nikogo – mówi szafarz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama