Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Najpiękniejsza panna na Łukiszkach

Dworzec kolejowy, pociąg na Syberię gotowy do odjazdu, a dookoła sowieccy żołnierze pilnujący zesłańców. On woła do niej: „Będziesz na mnie czekała?”. Ona odkrzyknęła: „Będę!”.

I czekała! 10 lat. – Rodzice pobrali się w Gorzowie w 1956 r., jak tato wrócił z łagru – opowiada Małgorzata Sągajłło-Frączkiewicz.

Poznałam tylko babcię

Gorzowianka ma rodzinne korzenie w Wilnie. Tam urodzili się i spędzili młodość jej rodzice. – Mama Zofia z domu Ptak, a tato Ryszard Sągajłło. Dziadka Stanisława i babci Adolfiny od strony mamy już nie poznałam, chociaż przyjechali jeszcze do Gorzowa. Nie poznałam też drugiego dziadka, Stanisława, od strony taty, który dostał wylewu, jak dowiedział się, że mój tata został aresztowany przez NKWD. Poznałam natomiast babcię Mariannę Sągajłło, która wiele mi opowiadała, głównie o czasach przedwojennych. To były niesłychanie ciekawe historie – wspomina z uśmiechem pani Małgorzata.

Babcia Marianna pochodziła z dobrego domu i była osobą bardzo zaradną. – W czasie wojny zajmowała się handlem i właściwie utrzymywała całą rodzinę, bo dziadek był sparaliżowany, a potem dostał kolejnego wylewu i zmarł. Opowiadała mi też o tym, jak została wepchnięta przez Litwinkę pod pociąg. Zoperował ją żydowski lekarz, którego następnego dnia Niemcy rozstrzelali; zdążył więc jeszcze uratować babci życie – kontynuuje.

Przyjaźń do grobowej deski

Dzięki babci pani Małgorzata poznała też kuchnię litewską. – Wiele rzeczy jest charakterystycznych, innych, chociażby zupy. Ja do tej pory jem zupy po wileńsku, czyli bardziej wodniste. U nas zawsze były dwa dania, jadało się np. kołduny, bliny, cepeliny. A na wigilię oczywiście śledzik po wileńsku, śliżyki, pieczony szczupak, karp, kisiel żurawinowy. Natomiast na Wielkanoc przede wszystkim mięsa pieczone i ciasta drożdżowe – wyjaśnia pani Małgorzata. Babcia i rodzice pani Małgorzaty oczywiście wspominali też Kaziuki. Mówili przede wszystkim o pięknych rynkach z wielobarwnymi palmami. – Chłopcy mieli takie wierzbowe witki i zaczepiali panny, które im się bardziej podobały, smagając lekko po łydkach. Tego dnia wręczało się także piękne serca przyjaciołom, rodzicom, ale przede wszystkim swojej sympatii. Każdy oczywiście wiedział, kim jest św. Kazimierz, bo przecież z nim związane są Kaziuki. Zresztą wtedy wiara była ważna nie tylko dla starszych, młodzież też trzymała się blisko Kościoła. Moja mama chodziła od dziecka w procesjach w stroju krakowskim. Był tam taki ks. Bielawski, który korespondował z moją mamą do końca życia; opiekował się grupą młodzieży i jeździł z nią na obozy i wypady za miasto. Były kajaki, narty i wyprawy do lasu – opowiada pani Małgorzata.

Długie warkocze pięknej Zosi

Wojna nie oszczędzała bliskich pani Małgorzaty. – Dom mojej mamy został zbombardowany przez Rosjan. Mama opowiadała, jak została wyniesiona z płonącego domu. Co ciekawe, ocalał obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który dostał mój dziadek od swojej chrzestnej na Pierwszą Komunię Świętą. Mam go do dziś – opowiada gorzowianka. Rodzice pani Małgorzaty byli w AK. – Mama była łączniczką, a tato walczył 3 Wileńskiej Brygadzie Partyzanckiej „Szczerbca”. Brał m.in. udział w Akcji „Ostra Brama”, która miała na celu oswobodzenie Wilna z rąk hitlerowców siłami AK w lipcu 1944 roku. Jak tato wrócił do domu, to od razu został aresztowany przez NKWD i zesłany na Syberię. Początkowo pracował jako elektryk w kopalni węgla, na szczęście nie uranu, gdzie chcieli go wysłać, a później wycinał tajgę. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do czasów przedwojennych. – Mama mieszkała cały czas na Łukiszkach, a tato często się przeprowadzał, bo jego rodzina pracowała na kolei. W końcu on też zamieszkał na tych Łukiszkach i dzięki temu poznali się, zaprzyjaźnili i zakochali. Ale na początku było ciąganie za długie warkocze pięknej Zosi i rzucanie kamieniami w natrętnego Ryśka. Takie „końskie zaloty” – śmieje się gorzowianka. – Tata zawsze mówił, że to najpiękniejsza panna na Łukiszkach. Ta miłość przetrwała na zawsze. To nas zawsze z siostrą budowało.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma