Nowy numer 42/2020 Archiwum

Skrawek Petelewa w Białkowie

– Dziadek Ludwik nauczył nas pracowitości, kochać Boga i katolicką Ojczyznę – opowiada Wojciech Weryszko.

Niedawno w niewielkim Białkowie k. Cybinki otwarto Muzeum Etnograficzne „Petelewo” im. Ludwika Weryszko. Inicjatorem pomysłu jest dr Wojciech Weryszko, który w ten sposób chce ocalić pamięć o rodzinnej wsi swojego dziadka. Dziś tej miejscowości już nie ma.

A jest o czym pamiętać! Jak powstało Petelwo, leżące nieopodal Berezy Kartuskiej? – W wieku XIX było częścią majątku Moszkowicze. Sześciu gospodarzy utworzyło spółkę, m.in. ojciec mojego dziadka Ludwika, czyli Jan Weryszko. Zaciągnęli w 1889 roku pożyczkę w rosyjskim państwowym Ziemskim Banku Włościańskim i Szlacheckim. I wykupili od właścicieli majątku obszar ok. 120 ha, a potem osiedlili się w Petelewie, porzuci- wszy rodzinne Zdzitowo. Pożyczka została spłacona przed wojną, o czym świadczy dokument wiszący w naszym muzeum – pokazuje Wojciech Weryszko, który na co dzień pracuje jako otolaryngolog we Frankfurcie nad Odrą.

Muzeum ze starej remizy

Pamięć o kulturze, zwyczajach, tradycji i języku przetrwała w Poleszukach do dziś. – W naszej rodzinie tkwi pamięć o Polesiu i naszej wsi. Zawsze po niedzielnej Mszy św. spotykamy się na kawie i wspominamy tamte czasu. Doskonale pamiętamy naszych dziadków i to, o czym mówili – podkreśla Wojciech Weryszko. Pan Wojciech postanowił pójść o krok dalej. Wydał książkę o Polesiu, wziął udział w nagraniu filmu razem z Towarzystwem Miłośników Białkowa i Polesia, a wraz z kuzynem Henrykiem Beneckim nagrał płytę z poleskimi pieśniami. Mężczyźni wydali także małą książkę o języku poleskim. To jednak nie był koniec. – W pewnym momencie zauważyłem, że budynek dawnej remizy zaczyna się walić. Zaproponowałem kolegom strażakom, aby mi go udostępnili. Oni na to przystali, podjęli stosowną uchwałę, której chętnie przyklasnął burmistrz. Od marca, w ciągu trzech i pół miesiąca, wyremontowaliśmy budynek i urządziliśmy w nim muzeum – wyjaśnia Wojciech Weryszko. W niewielkim budynku znajdziemy stare dokumenty, książki, zdjęcia, obrazy, ubrania czy narzędzia. – Jest też ekran interaktywny, ponieważ chcemy gromadzić pamiątki w formie cyfrowej – tłumaczy inicjator muzeum.

Bez dziadka się nie da

Muzeum ma niezwykłego patrona. Jest nim dziadek pana Wojciecha. – Dlaczego dziadek? Dziadek miał wprawdzie pięć starszych sióstr, ale w zasadzie tam, i tu był taką głową rodu. Bardzo dbał o pielęgnowanie wiary tam na wschodzie, i tak samo tutaj. Kiedy przyjechali do Białkowa, zastali kościół z uszkodzoną wieżą, więc dziadek ją naprawiał. Miał klucze od kościoła i razem ze stryjem oraz ze swoimi siostrzeńcami prowadził nabożeństwa majowe, czerwcowe czy różańcowe. I kościół wtedy był pełen – opowiada pan Wojciech. – Skończył tylko jedną klasę szkoły podstawowej za cara, jednak potrafił rozwijać swoją wiedzę i bardzo dużo czytał. Szybko opanował maszyny niemieckie, które zastał tu po wojnie. A to przecież był skok cywilizacyjny dla gospodarzy ze wschodu – od cepa do maszyn. Dziadek był prawdziwą złotą rączką. Domy naprawiał, był kowalem, beczki robił, lutował, spawał, a nawet umiał naprawić broń. A do tego jeszcze poświęcał nam czas. I my wszyscy jego wnukowie z ogromnym sentymentem wspominamy te lata dzieciństwa. To nie były czasy telewizji. To były czasy odwiedzin, wspólnego spędzania czasu. Nie da się inaczej wspominać Petelewa i życia w Białkowie bez wspominania dziadka. Ludzie wtedy pilnowali polskości, czyli katolickości – dodaje.

Został tylko kościół

A trzeba podkreślić, że żaden mieszkaniec Petelewa wiary się nie wstydził. Wszyscy byli wyznania rzymskokatolickiego. Parafia była w pobliskich Siechniewiczach. Świątynia pw. Świętej Dziewicy Maryi została zbudowana w 1795 roku i stoi do dziś. – Nabożeństwa majowe odprawiano w Petelewie, w domu Klemensa Bubnikowicza. Proszono Królową Polski o błogosławieństwo wolnej ojczyzny, nawet w czasie, gdy w wiosce stacjonowali bolszewicy – wyjaśnia Wojciech Weryszko. – Po zajęciu Polesia przez bolszewików dzwony zdjęto i zakopano, żeby nie przetopiono ich na pociski. Miejsce ukrycia nie zostało do dziś ujawnione. Natomiast duży drewniany krzyż, aby uchronić go przed bolszewicką profanacją, został przez wiernych przerobiony na wiele małych krzyżyków, które rozdano ludziom. Jeden z nich mamy w muzeum. Po wojnie kościół został zamieniony na magazyn. Dopiero po powstaniu niepodległej Białorusi odremontowano go i oddano miejscowym katolikom.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama