Nowy numer 42/2018 Archiwum

Flaga uratowała mu życie

Często młodzież narzeka, że uroczystości patriotyczne są nudne. W Świebodzinie o nudzie jednak nie może być mowy.

Inscenizacja historyczna powstania warszawskiego, akademia patriotyczna przygotowana przez młodzież, koncert rockowego zespołu „Forteca”, spotkanie z oficerami i żołnierzami USA, występ Zespołu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego, gra miejska „Śladami bohaterów kampanii wrześniowej”, spotkanie z dowódcą i żołnierzami biorącymi udział w obronie ratusza w Karbali – to tylko niektóre punkty programu Tygodnia Patriotycznego, organizowanego od 3 od 10 listopada w Świebodzinie przez Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej.


Motor działania


Tydzień Patriotyczny ma swój początek w Łodzi. Pomysłodawcami projektu są instruktorzy tamtejszego ZHR, którzy chcieli połączyć tradycję z nowym podejściem w zaszczepianiu patriotyzmu. Pomysł podchwyciły inne miasta, sześć lat temu także Świebodzin. Ważnym elementem tygodnia jest, przyciągająca z roku na rok większą rzeszę publiczności, inscenizacja historyczna. – Kiedyś zajmowałem się pisaniem wspomnień o różnych ludziach żyjących w Świebodzinie, którzy mieli wpływ na kształtowanie historii naszego kraju. Walcząc tu i ówdzie, umierali w zapomnieniu – wyjaśnia Marek Wojdan, harcerski instruktor ZHR, i kontynuuje: – Wyszedłem z założenia, że trzeba tych ludzi „odkurzyć”, ale oczywiście najpierw przypomnieć tych, którzy jeszcze żyją. Zaczęliśmy od Czesława Zdanowicza. To ułan, kawalerzysta Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego Armii Krajowej, kapitan Wojska Polskiego, weteran walk o niepodległość, powstaniec warszawski w składzie Grupy Kampinos AK i uczestnik Akcji „Burza”. Swój szlak bojowy zakończył pod Jaktorowem, w słynnej bitwie, gdzie oddział został zmasakrowany przez pociąg pancerny. Czesław Zdanowicz mieszkał w Świebodzinie, sprzedawał na rynku warzywa. I prawie nikt nie wiedział, że ten człowiek to chodząca historia. Był dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, a także Krzyżem Armii Krajowej i Warszawskim Krzyżem Powstańczym oraz Medalem Wojska. To jest coś! Opowiadał nam, że przez cały okres komunizmu nie mógł powiedzieć, co robił i gdzie walczył. Wzruszające było, gdy powiedział nam, że czuje się wreszcie spełniony i może spokojnie odejść. To było dla nas motorem do działania. Miesiąc później kpt. Czesław Zdanowicz zmarł – dodaje.
Harcerze postanowili co roku wyszukiwać nową postać z regionu. W ubiegłym roku w inscenizacji przybliżono por. Karola Podrazę, który był żołnierzem 12 Pułku Ułanów Podolskich. – Walczył najpierw pod Mokrą, potem w obronie Warszawy, a w końcu na Rzeszowszczyźnie w Rzeszowskim Zgrupowaniu Armii Krajowej. Niestety, nie doczekał inscenizacji, ale była na niej obecna jego żona z dziećmi. Byli niesamowicie wzruszeni, że nareszcie pokazaliśmy społeczeństwu zupełnie zapomnianą postać. Żałujemy tylko, że pan Karol nie mógł już tego zobaczyć. Na szczęście wcześniej, w jego ostatnie dni, udało nam się odwiedzić go w domu ze sztandarem Armii Krajowej. Był bardzo wzruszony i szczęśliwy. Dla młodych harcerzy to też było bardzo wartościowe – tłumaczy Marek.


Był żywą tarczą


W tym roku harcerze zdecydowali się przybliżyć postać żyjącego uczestnika powstania warszawskiego. Chodzi o por. Aleksandra Dziedzica, który mieszka w miejscowości Łąkie k. Świebodzina. – Dostał się do powstania jako żywa tarcza – szedł przed pojazdem pancernym. opowiadał, że życie uratowała mu polska flaga, do której biegł. Była wywieszona na barykadzie. Kiedy ją zobaczył, zaczął biec i zatrzymał się dopiero za barykadą. Potem wstąpił do Zgrupowania Bartkiewicza i przez całe powstanie pisał pamiętnik, który teraz znajduje się w Muzeum Powstania Warszawskiego – opowiada Marek Wojdan. 
Najważniejsze momenty z życia pana Aleksandra zostaną pokazane w inscenizacji. – Zobrazujemy na pewno sytuację, w której używano ludzi jako żywych tarcz. Mamy niemiecki pojazd pancerny, a konkretnie działo samobieżne Hetzer, przed którym będzie szła ludność cywilna. Pokażemy, jak nasz bohater odbił się od tej grupy i biegł w kierunku barykady. Realizmu nie zabraknie. Oczywiście broń żołnierzy SS i Wehrmachtu, a także powstańców warszawskich po drugiej stronie barykady będzie strzelać – wyjaśnia harcerski instruktor.
W scenariuszu nie zabrakło trudnych i wzruszających scen. – Pokażemy, i to bardzo dosłownie, co Niemcy robili z ludnością cywilną i rannymi powstańcami. Będą też tragiczne, chwytające za serce sceny, jak chociażby ta, gdy harcerz widząc, że powstańcy nie są w stanie zniszczyć niemieckiego pojazdu pancernego, zabiera jednemu z nich granat i biegnie w kierunku tego pojazdu. Rzuca i pojazd zaczyna się palić. Młody człowiek jednak w wyniku tego ginie – zapowiada pan Marek.


Być jakby w środku


Inscenizacja nie byłaby możliwa, gdyby nie harcerze ze Świnoujścia, Gorzowa Wlkp., Zielonej Góry i Świebodzina, a także żołnierze 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, rekonstruktorzy, uczniowie i wolontariusze. O jak najwierniejsze odzwierciedlenie tamtego okresu zadbał pasjonat historii Jacek Ogorzałek z Zielonej Góry. – Spinam wszystkie sprawy chociażby dotyczące uzbrojenia i mundurów, ale też wertowałem książki, żeby zapoznać się dokładnie z historią zgrupowania, w którym walczył pan Aleksander Dziedzic – wyjaśnia Jacek Ogorzałek. 
To jednak niejedyne zadanie zielonogórzanina. Zagra w tym roku oficera SS, dowódcę. – Zawsze głupio się strzela do swoich, choć to tylko broń filmowa. Ktoś to jednak musi robić. W tym roku wypadło na mnie, ale w zeszłym byłem dowódcą polskiego oddziału partyzantów – wyjaśnia pan Jacek i dodaje: – Dziś trzeba szukać nowych form uczenia patriotyzmu. Oczywiście nie chodzi o to, żeby rezygnować z apeli rocznicowych czy spotkań z kombatantami, bo to jest niezwykle ważne. Ale dzięki takim formom, jak chociażby inscenizacja, można być jakby w środku tamtych wydarzeń.
W inscenizacji po raz trzeci bierze udział harcerz Paweł Salej. W trakcie rekonstrukcji wciela się w postać ks. phm Mariana Sedlaczka, czyli syna patrona drużyny harcerskiej, do której należy, a także powstańca warszawskiego. – Moim zdaniem inscenizacja jest wspaniałym wydarzeniem, żywą lekcją historii, ponadto skupia w jednym miejscu sporą liczbę mieszkańców Świebodzina i okolic. Jest to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza metoda krzewienia patriotyzmu. Historia dociera przede wszystkim do młodego pokolenia – wyjaśnia Paweł, który jest przybocznym w XIII Świebodzińskiej Drużynie Harcerzy „STEN” im. HM RP Stanisława Sedlaczka.
Organizatorzy myślą już o kolejnej inscenizacja historycznej z jeszcze większym rozmachem. Tematem przewodnim będzie prawdopodobnie powstanie wielkopolskie. To ukłon w stronę 
17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, której patronem jest gen. Dowbor-Muśnicki, dowódca powstania wielkopolskiego, którego uczestnicy mieszkali po wojnie także w Świebodzinie. – Oczywiście najważniejszy powód to przypadająca w przyszłym roku 100. rocznica wybuchu powstania – tłumaczy Marek Wojdan i dodaje: – Ktoś mógłby nam zarzucić, że nie pokazujemy historii bezpośrednio związanej z 11 Listopada. Ale ten dzień to też pewien symbol. W historii naszego kraju mieliśmy wiele sytuacji, w których odzyskiwaliśmy utraconą niepodległość w mniejszym lub większym stopniu. I trzeba to pokazywać. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy