Nowy numer 25/2018 Archiwum

Chcą się uczyć polskiego

– Dlaczego to robimy? Po prostu kultywujemy tradycje naszych ojców – przekonuje Zygmunt Muszyński, prezes kożuchowskiego koła Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo- -Wschodnich.

Z panem Zygmuntem spotykam się w siedzibie przy ul. 1 Maja 40. Od razu widać, że to siedziba kresowiaków. Na ścianach wisi mapa województw: stanisławowskiego, tarnopolskiego, lwowskiego i wołyńskiego, a nieco wyżej herby kilkunastu kresowych miast. Tych pamiątek jest jednak znacznie więcej.

– Od roku jesteśmy w nowej siedzibie i mamy zdecydowanie lepsze warunki. Te pomieszczenia dostaliśmy dzięki uprzejmości burmistrza – wyjaśnia Zygmunt Muszyński, który jako jeden z trójki lubuszan jest również w 15-osobowym w zarządzie głównym Towarzystwa we Wrocławiu. – Nasze kożuchowskie koło działa już 21. rok. Aktualnie zrzesza ok. 30 członków. Niestety, kresowiaków pamiętających tamte strony, jest coraz mniej. Obecni nasi członkowie to głównie następne pokolenia zainteresowane korzeniami swoich rodziców i dziadków – dodaje.

Wyrzuceni z rodzinnego domu

Korzenie rodzinne pana Zygmunta to Borszczów w województwie tarnopolskim. To właśnie tam urodzili się, a w 1938 r. pobrali jego rodzice – Katarzyna i Nikodem. Ona miała wtedy 18 lat, on – 28. – Mama pracowała w cukrowni, a ojciec był szewcem – wyjaśnia syn. Rok później na świat przyszedł starszy brat pana Zygmunta – Jan. – W tym samym roku zabrali ojca do sowieckiego wojska, a potem dostał się do niewoli i pracował do końca wojny, też jako szewc, niedaleko Linzu w Austrii. Opowiadał, że był tam bardzo dobrze traktowany – wyjaśnia pan Zygmunt i kontynuuje: – Natomiast mama została z moim bratem w Borszczowie. W 1945 r. razem z dzieckiem, babcią i swoją siostrą pojechali transportem do Koszalina. Po wojnie ojciec wrócił do Borszczowa, a gdy tylko usłyszał, że mama pojechała na zachód, to zaraz ruszył za nią. Najpierw przyjechał do Kożuchowa, tam dowiedział się, że mama jest w Koszalinie. Pojechał po nią i razem wrócili do Kożuchowa. Przez długi czas siedzieli na walizkach, bo spodziewali się, że wrócą na ukochane Kresy. W Kożuchowie mama zajmowała się domem, a tata dalej naprawiał buty. To byli wyjątkowi ludzie, którzy przekazali nam to, co było ważne kiedyś dla każdego polskiego domu, czyli wiarę chrześcijańską.

Festiwal Kultury Kresowej

Po raz pierwszy w rodzinne strony pojechał w 1994 roku. – Wcześniej w Kożuchowie poznałem ukraińskie małżeństwo. Okazało się, że pochodzą z Borszczowa. I dzięki tej znajomości miałem punkt zaczepienia. Na miejscu wszystko było dokładnie tak, jak w opowiadaniach rodziców. Trafiłem do dawnego domu ojca. Mieszkali w nim przesiedleńcy z Ustrzyk. Przyjęli mnie bardzo gościnnie – zauważa kożuchowianin, który jeździ na Kresy kilka razy w roku. – To właśnie wtedy połknąłem kresowego bakcyla, z którego nie mogę się wyleczyć do dziś. Po powrocie do Kożuchowa nawiązałem kontakty z Towarzystwem Miłośników Lwowa – dodaje. Kożuchowskie koło zajmuje się przede wszystkim kultywowaniem kresowej tradycji. – Mówimy o rzeczach, których często nie uczą w szkole – opowiada pan Zygmunt i kontynuuje: – Teraz we wrześniu zorganizowaliśmy Festiwal Kultury Kresowej, który oczywiście został poprzedzony Mszą św. Wystąpiło na nim 16 zespołów, a sam koncert trwał 8 godzin. Już przygotowujemy się do przyszłorocznego festiwalu. Będzie on odbywać się w przededniu 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Chcemy wtedy również przypomnieć o 100. rocznicy obrony Lwowa, która trwała od 1 do 22 listopada 1918 roku. Dlatego jedna pieśń na festiwalu będzie poświęcona sprawom niepodległościowym.

Pomoc dla polskich szkół

Na tym jednak nie kończy się działalność Towarzystwa Miłośników Lwowa. – Zajmujemy się przede wszystkim pomocą Polakom na Wschodzie, a głównie szkołom przy kościołach, gdzie odbywa się nauka języka polskiego. Z prośbą o doposażenie takiej sobotniej szkoły w Borszczowie, gdzie uczy się 70 osób, zwrócił się do mnie proboszcz tamtejszej parafii pw. Trójcy Przenajświętszej – ks. Grzegorz Gawrol. I w zeszłym roku zawieźliśmy im ekran inter- aktywny, a później jeszcze projektor – wyjaśnia pan Zygmunt. – Oczywiście jeździmy też pomagać do innych miejscowości. Zaczęło się od Drohobycza. W 2013 r., dzięki uprzejmości mieszkańców Kożuchowa, zorganizowałem pierwsze większe wsparcie w zakresie podręczników języka polskiego i pomocy naukowych. Było to potrzebne, bo dzieci miały tylko jeden podręcznik i musiały uczyć się ze skopiowanych stron. Udało nam się doprowadzić do podpisania umowy partnerskiej pomiędzy gminą Świdnica k. Zielonej Góry a szkołą w Drohobyczu. Dzięki temu młodzież polskiego pochodzenia przyjechała w zeszłym roku na tydzień, aby poznać nasz region. Warto podkreślić, że tamtejsze dzieci i młodzież garną się do nauki języka polskiego, a my po prostu chcemy im w tym pomóc – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma