Nowy numer 45/2018 Archiwum

Muszę kochać, żeby żyć

Dziewczęta wypytywały o grafik dyżurów siostry Zelii, próbując się jednocześnie dowiedzieć, czy zakonnicy nie dokucza kontuzja kolana.

Po co im były te informacje? Podopieczne klenickiego domu dziecka postanowiły zrobić swojej „mamie” niespodziankę i zaprosiły ją do parku trampolinowego. Ze skromnych oszczędności przygotowały wyjazd do Zielonej Góry, żeby zorganizować „mamie” wyskokowe popołudnie.

Nie był to pierwszy trampolinowy wyskok z dziewczętami, więc piruety siostry w habicie kilka metrów nad ziemią nie wzbudziły wielkiej sensacji wśród personelu i innych gości. Siostra Aniela Kucińska, dyrektorka Domu Dziecka w Klenicy, oraz siostra Zelia Chmura, wychowawczyni i księgowa, wspólnie z zespołem wychowawców opiekują się 19 dzieci i młodzieży. Najmłodsze dziecko ma 13 lat, jedna z dziewcząt studiuje we Wrocławiu, a dorastający chłopak pracuje i mieszka poza Klenicą, chociaż co weekend przyjeżdża do domu u sióstr. Dyrektorka domu pracuje w Klenicy od 18 miesięcy. – Bardzo bałam się podjąć pracę w domu dziecka, wydawało mi się to najtrudniejsze ze względów emocjonalnych. Właściwie przyjechałam tutaj tylko ze względu na złożone w zgromadzeniu śluby posłuszeństwa. Myślałam, że sobie nie poradzę, patrząc na cierpienie i biedę dzieci – wspomina ze wzruszeniem siostra Aniela. Do Klenicy koło Sulechowa przyjechała z Wieliczki, gdzie była bardzo zaangażowana w pracę z dziećmi i młodzieżą w placówkach wsparcia dziennego. Założyła tam przedszkole, prowadziła zajęcia terapeutyczne, była znana w lokalnym środowisku. W Klenicy wszystko musiała budować od początku. Przede wszystkim chodziło o nawiązanie relacji zaufania z wychowankami. – Po pierwszych dwóch bardzo trudnych tygodniach, musiałam wyjechać z domu w ważnej sprawie. Kiedy wróciłam, dzieci bardzo się cieszyły z mojego powrotu. Wtedy już wiedziałam, że jestem na swoi miejscu. Dla dzieci również nie było to łatwe. Odeszła siostra, z którą od lat były bardzo związane i dzieci odebrały zmianę jako kolejne porzucenie. Tym trudniej było im przyjąć mnie. Ale po czasie wszystko się zmieniło, to są bardzo kochane dzieci – opowiadała siostra Aniela. Siostry każdego dnia modlą się w domowej kaplicy, aby Bóg był gospodarzem w ich domu, troszczył się o dzieci, rodziców wychowanków i współpracowników. I trudno sobie wyobrazić, żeby było inaczej. Miłosierny Ojciec daje wyraźne znaki wsparcia.

Chory kotek na schodach

Pod drzwi domu dziecka podrzucono małego, zawszonego i wycieńczonego kociaka. Siostry z dziećmi zdecydowały, że koniecznie trzeba zawieźć rudego przybłędę do weterynarza. Lekarz był zdumiony ich szlachetną postawą. Dziś przyjaźni się z personelem i mieszkańcami klenickiego domu dziecka. Weterynarz wciąż opiekuje się dzisiaj już dorodnym kotem oraz małym labradorem, którego podarował dzieciom. Wspiera też finansowo placówkę. Pojawiły się osoby, które planowany na setki tysięcy remont systemu alarmowego naprawiły za o wiele mniejsze pieniądze. Podobnie było z wyposażeniem pokoi dziecięcych i remontem budynku. Wszystko w zadziwiający sposób poukładało się i dopasowało. – Pan Bóg przychodzi w ludziach, żywy i prawdziwy jest w nas obecny. Bóg czekał do ostatniej chwili, ale nigdy się nie spóźnił. Bóg postawił w odpowiednim momencie człowieka i każdy nasz problem został w taki sposób rozwiązany – tłumaczy siostra dyrektor.

Nasze dzieci

Siostry Aniela i Zelia mają wypełniony grafik zajęć. Dyżury wychowawcze, zarządzanie palcówką, kontrola dokumentów i rachunków, prowadzenie księgowości. Siostra Aniela pracuje jeszcze jako terapeutka w Zielonej Górze. – Prowadzenie terapii jest kontynuacją mojej wcześniejszej pracy i jednocześnie jest ściśle związane z obecnymi obowiązkami, bo rodzice naszych dzieci w ogromnej większości są osobami uzależnionymi – tłumaczy terapeutka. W klasztorze jest od 1985 r. – Dzisiaj trudno jest mi powiedzieć, dlaczego wstąpiłam do zgromadzenia. Będąc małą dziewczynką, chciałam być blisko Pana Boga, ale mówiłam, że nie założę habitu. Wszystko zaczęło się spontanicznie. Mając 16 lat, chciałam pojechać na rekolekcje prowadzone przez siostry ze zgromadzenia Matki Teresy z Kalkuty. W domu odbyła się debata, ale zgody nie dostałam. Wtedy moja rodzona siostra zaproponowała wyjazd na dzień skupienia do Sióstr Maryi Niepokalanej. Pojechałyśmy na rekolekcje, które kompletnie mi się nie podobały. Ale po powrocie do domu byłam już pewna, że to moja droga i wstąpię do zgromadzenia. W lutym byłam na rekolekcjach, a w maju rozpoczęłam formację w klasztorze. Uważam, że moja bliska relacja z Panem Bogiem nawiązała się o wiele wcześniej. Gdy miałam 9 lat, ciężko chorowałam, prawdopodobnie przeszłam śmierć kliniczną. Niczego nie pamiętam, ale wiem, że wydarzyło się coś, co spowodowało, że zawsze tęskniłam do miłości, do jakiegoś nieznanego miejsca. To pragnienie miłości trwa nieprzerwanie do dzisiaj, chociaż minęło już kilkadziesiąt lat, i sprawia, że muszę kochać, żeby żyć – opowiada siostra Aniela. Pierwsze przebłyski powołania siostry Zelii pojawiały się w liceum, później w czasie studiów. Była gotowa przerwać akademicką edukację z rachunkowości. Dotrwała jednak do końca i po dyplomie wstąpiła do zgromadzenia, chociaż nie od razu do Sióstr Maryi Niepokalanej, które potem świadomie wybrała ze względu na charyzmat. – Konkretnie szukałam zgromadzenia pomagającego dziewczynom i kobietom, które są w trudnej sytuacji. Wertowałam żmudnie kartki leksykonu zgromadzeń żeńskich i w końcu trafiłam. Jeszcze później okazało się, że w moich szpargałkach miałam obrazek informujący o zgromadzeniu Sióstr Maryi Niepokalanej. Dostałam go chyba na jakieś pielgrzymce. Pomyślałam sobie wtedy, to są przecież takie drobne, ale wyraźne znaki. W Klenicy pracowałam już w 2009 r., kiedy powstawał dom dziecka. Następnie trafiłam do Zakładu Opiekuńczego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Piszkowicach, a we wrześniu 2016 r. znowu wróciłam do Klenicy. Jestem przekonana, że siły do życia i działania są od Boga. Kiedy ich zaczyna brakować, wtedy On umacnia nas, jednocześnie nie dając nam niczego, czego nie potrafilibyśmy udźwignąć – tłumaczy siostra Zelia. Wśród wychowanek, a właściwie dzieci siostry Zelii jest Ola, która jedną z sióstr wybrała na „mamę”, a drugą na „babcię”. Dla siostry najważniejsze jest budowanie relacji zaufania. Podczas urlopów albo wakacji dzieci piszą listy, dzwonią – kiedy się w końcu zobaczymy, kiedy siostra wróci. Chociaż nie zawsze jest sielankowo. – Chłopcy wykrzyczeli mi kiedyś, że to nie jest i nigdy nie będzie ich dom. Poprosiłam ich, żebyśmy się szanowali i wyraźnie powiedziałam, że zrozumiałam, że nie czują się tu jak w domu, ale zróbmy wszystko, żeby było nam wspólnie dobrze, żebyśmy stworzyli miejsce, do którego będą mogli zawsze wrócić. Po rozmowie zastało dwóch chłopców, zresztą tych najgłośniej krzyczących, i powiedzieli: Siostro to jest nasz dom, innego nie mamy! – mówi siostra Aniela. – Nie pracuję w domu dziecka, nie traktuję tego miejsca jako placówki. Dla mnie jest to dom i chcę, by dzieci czuły tu rodzinną atmosferę – dodaje.

Dom pełen marzeń

Najbardziej wyjątkowe są wieczory, kiedy dzieci poowijane w ciepłe koce mogą spokojnie porozmawiać ze swoimi „mamami” i pokazać, kim są naprawdę. To okazja do rozmów, czytania bajek, snucia marzeń. – Siostra poświęca nam swój czas, choć mogłaby być już u siebie. Do dziś pamiętam, jak czytaliśmy „Calineczkę” – wspomina Aleksandra Józefowska. Ola uczy się na fryzjerkę, lubi układać fryzury i obserwować radość, kiedy ktoś zobaczy się w pięknie ułożonych włosach. Marzy o prawdziwej miłości oraz założeniu szczęśliwej rodziny. Marzeniem siostry Anieli jest stworzenie w domu atmo- sfery ciepła i miłości, miejsca, do którego dzieci zawsze będą mogły wrócić. Siostra Zelia chciałaby, aby jej wychowankowie po opuszczeniu domu ułożyli sobie dobrze życie i byli szczęśliwi, mieli rodziny i doświadczyli prawdziwej miłości, której może nie udało się doświadczyć wcześniej. – A jeśli chodzi o moje osobiste marzenie, to chciałabym pracować z dziećmi jako wychowawczyni. Niekoniecznie chcę zajmować się księgowością – mówi z uśmiechem siostra Zelia.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy