Nowy numer 21/2018 Archiwum

Kazimierczak, po co ci to było?

„Czekasz na tę jedną chwilę, serce jak szalone bije... Zrozumiałam, po co żyję” – śpiewa siostra zakonna, idąc hospicyjnym korytarzem.

W świetlicy na pierwszym piętrze kilka osób siedzi na wózkach inwalidzkich przy stole. Większość tutejszych pacjentów leży jednak na łóżkach i z powodu choroby kontakt z nimi jest utrudniony albo niemożliwy. A szkoda, bo każdy mieszkaniec to nie tylko przypadek medyczny, ale osobna i niezwykła historia. W świetlicy dosiadam się do pani Joanny.

– Tutaj mi jest bardzo dobrze. Gdzie mi będzie lepiej? – opowiada z promiennym uśmiechem. – Urodziłam się w miejscowości Siedlec. To koło Wolsztyna. Moja mama zmarła przy porodzie w 1943, a tata w 1945 roku. Akurat Niemcy uciekali, a przyszli Rosjanie. Pamiętam, jak ojciec trzymał mnie za rękę i mówił do ludzi, którzy cieszyli się na widok Rosjan: „Cieszycie się? Cieszycie się, bo ich nie znacie! Jeszcze będziecie płakać”. Za plecami ojca stał rosyjski żołnierz. Kiedy to usłyszał, podszedł do taty i zastrzelił go. Wszystko to rozegrało się na moich oczach. Tata upadł, a ja wtuliłam się w niego i krzyczałam. Miałam wtedy niespełna 14 lat – opowiada pani Joanna, która w hospicjum przebywa od trzech lat.

To są najtrudniejsze rozmowy

Mowa oczywiście o Hospicjum św. Jana Pawła II, które powstało w 2009 roku przy parafii pw. św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze. – Medycyna farmakologicznie przedłuża ludziom życie do 90., a nawet 100. roku życia. Ale osoby po 80. czy 90. często wymagają pomocy. Dlatego takie miejsca są potrzebne. I to wcale nie dlatego, że dzieci chcą się pozbyć rodziców z domów, ale często nie dają rady, bo sami już chorują. Poza tym opieka nad ich rodzicami wymaga najczęściej 24-godzinnej specjalistycznej troski. Opieka paliatywna w Polsce jest zaniedbana – zauważa ks. Leszek Kazimierczak, pomysłodawca zielonogórskiego hospicjum i proboszcz. – Do naszego hospicjum trafiają osoby po wylewach, z neurologicznymi schorzeniami, demencją starczą. Natomiast onkologiczne przypadki są w hospicjum przy zielonogórskim szpitalu, a z alzheimerem – w Ciborzu. Mamy 31 miejsc i w tej chwili ponad 100 osób oczekujących na przyjęcie. Tendencja jest wzrostowa. Co tydzień ktoś przynosi podanie, prosząc o przyjęcie. Chciałabym pomóc tym ludziom, ale z powodu braku miejsc musimy odmawiać – dodaje. Dlatego też hospicjum rozbudowuje się. 2,7 mln zł na ten cel pozyskano z Regionalnego Programu Operacyjnego – Lubuskie 2020. – Oczywiście nie na całość. Brakuje nam ok. 400 tys., ale myślę, że przy otwartości serc znajdą się pieniądze i ludzie, którzy nas wspomogą – mówi z nadzieją proboszcz. – Dzięki rozbudowie będziemy mieli 51 miejsc. Oczywiście to nie rozwiąże problemu, ale na pewno ulży wielu osobom. Przy obecnym tempie prac czerwiec jest realnym terminem zakończenia budowy. Mówię tu oczywiście już o momencie, kiedy będziemy mogli kłaść na łóżku chorych – tłumaczy.

Namacalne znaki Bożej miłości

Prowadzenie hospicjum to niełatwa sprawa, dlatego nie sposób nie wspomnieć o finansach. – Dostajemy dziennie 73 zł na osobę z NFZ. To jest 50 proc. kosztów utrzymania pacjenta. Miesięcznie utrzymanie jednej osoby kosztuje 3800 zł. Wedle ustawy pacjenci oddają 70 proc. emerytury, lecz są to pieniądze rzędu 800–900 zł. Brakuje nam 500–600 zł do każdego pacjenta, więc musimy ich szukać. Ogromnym wsparciem jest 1 procent podatku, który najczęściej oddają parafianie, ale także ludzie z całej Polski. Oczywiście pomagają nam także prywatni sponsorzy oraz miasto. Musimy jednak cały czas szukać pieniędzy, aby to wszystko nie upadło – przyznaje ks. Leszek. Dziś trudno wyobrazić sobie parafię bez hospicjum. – Ten pomysł powstał, gdy już działała Stajnia św. Józefa, w której prowadzimy hipoterapię, i Kawiarnia pod Aniołami. Decyzja o budowie hospicjum była trudna, ale wierzę, że ten pomysł przyszedł z góry. Oblicze parafii bardzo się zmieniło. Gdybym miał coś jeszcze w życiu robić, budowałbym hospicja, bo widzę, jaka to jest wartość. To oczywiście kosztuje: zdrowie i czas, ale po to my, księża, jesteśmy. Czasem w kryzysowych sytuacjach pytam siebie: „Kazimierczak, po co ci to było?”. Trzeba było sobie spokojnie odprawić Mszę św. i kazanie przygotować” – opowiada ks. Leszek. Ale takie chwile zwątpienia trwają moment. – Kiedy wchodzę do hospicjum, od razu nabieram pewności, że warto było! – przyznaje kapłan. I opowiada, że w hospicjum był świadkiem nawróceń, a nawet… cudownych uzdrowień przez udzielony sakrament chorych. – Pamiętam panią Tereskę, pierwszą pacjentkę. Była umierająca. Lekarze mówili: „Proszę księdza dwie, trzy doby i trzeba się z nią żegnać”. Poszedłem do kaplicy, poklęczałem, wziąłem oleje, rytuał i poszedłem do pani Tereski. Po otrzymaniu sakramentu nabrała nowego życia. To dla mnie nieprawdopodobne, jak sakrament zaczął działać. Pani Tereska żyje do tej pory, choć z racji wieku jest słabiutka. Są takie namacalne znaki Bożej miłości – przyznaje proboszcz.

Pomogła Matka Teresa

W hospicjum jest właśnie pora posiłku. W jednej z sal pani Ania karmi jednego z chorych. Pani Ania jest jedną z wolontariuszek, która regularnie przychodzi pomagać do hospicjum. – Na Mszy św. ksiądz proboszcz powiedział, że potrzebuje wolontariuszy. Chciałam zobaczyć, czy dam radę. Przyszłam i powiem szczerze, że widok osoby chorej i cierpiącej absolutnie nie był łatwy. Mówiłam sobie „jeszcze miesiąc, a później zrezygnuję”. No i jestem tutaj już 8,5 roku i naprawdę czuję wielką radość z przychodzenia do hospicjum – opowiada Anna Budynek. – A co robię? Przede wszystkim karmię chorych. Mam dyżur w poniedziałki i wtorki podczas śniadań, obiadów i kolacji. Wychodzę też z chorymi na spacer i rozmawiam, a nawet śpiewam, od „Szła dzieweczka do laseczka” aż do kościelnych pieśni jak „Barka”. Tak naprawdę żaden dzień nie jest podobny do siebie. Wszystko zależy od tego, jak chory się czuje. Tutaj człowiek uczy się cierpliwości i pokory. To my musimy dostosować się do chorego, bo on jest najważniejszy. Bardzo pomogła mi w tej posłudze książka o Matce Teresie z Kalkuty. Kiedyś ktoś ją zapytał, co czuje, gdy pochyla się nad chorym człowiekiem. Powiedziała, że nie widzi choroby, ale Jezusa. Faktycznie, w każdym z nas jest Jezus – przyznaje pani Anna.

Choremu taniec i Różaniec

W hospicjum posługują też siostry zakonne. Ich przełożoną jest s. Rita ze zgromadzenia sióstr Jezusa Miłosiernego. To ona śpiewała fragment piosenki cytowany na początku. Ona też organizuje sylwestra dla pacjentów hospicjum. – Co mogę powiedzieć o moich podopiecznych? Każdy z nich jest inny, niepowtarzalny, przekochany! Nawet jeśli charakterny! Codziennie po dyżurach opowiadamy sobie z siostrami, a pracujemy tu we trzy, czym był wypełniony dzień. Radości i trudy współpracy z chorymi to niekończąca się opowieść. Moja pamięć jest wypełniona twarzami osób, które odeszły w tym domu – mówi s. Rita. Zakonnica przekonuje, że codziennie uczy się być dla chorych. – To moja droga odkrywania Jezusa Miłosiernego i proszenia Go, bym była jak On dla tych, których daje mi w opiekę. Wiem, że jestem obdarowana przez Boga nie tylko tym, co we mnie złożył, ale też ludźmi, z którymi mogę się tym dzielić. Wiem też, że jestem słaba, czasem gorszę, rozczarowuję… choćby wspomniany sylwester! Może przykładna siostra zakonna powinna zorganizować nabożeństwo w nocy, a nie bal? Może. Tyle że my w tym domu naprawdę modlimy się codziennie z chorymi Różańcem i Koronką do Miłosierdzia Bożego – przyznaje i kontynuuje: – A jeżeli można wejść czy też wjechać na wózku w nowy rok tanecznym krokiem, to dlaczego nie spróbować? Z doświadczenia wiem, że nigdy nie mieliśmy szansy świętować nadejścia Nowego Roku w tym samym składzie. Dla kogoś zawsze to jest ostatni sylwester, ostatni taniec, ostatnie pamiątkowe zdjęcie w sylwestrowym przebraniu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma