Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Jak osiołek Jezusa

Chcą służyć chorym, samotnym czy starszym w swojej parafii. – Nie mogę przecież odmówić spotkania z Jezusem w Eucharystii na przykład osobom w podeszłym wieku – tłumaczy Sławomir Sietkiewicz, szafarz Komunii św.

Wiara osób starszych w obecność Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie jest dla mnie ogromnym świadectwem i umocnieniem wiary – przekonuje Tadeusz Jastrzębski z Gorzowa Wlkp. Przypomina wizytę u 89-letniej pani.

– Rozłożyłem korporał i rozpocząłem modlitwę obrzędu udzielenia Komunii św. Nagle usłyszeliśmy przenikliwy gwizdek czajnika. Pani wybiegła z pokoju, żeby wyłączyć gaz. Gdy wróciła, głęboko pochyliła się przed Najświętszym Sakramentem, uklęknęła i szczerze przepraszała Jezusa za rozproszenie. Byłem niezwykle wzruszony i przejęty pewnością obecności Boga – opowiada pan Tadeusz. W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej posługuje w parafiach ponad 400 szafarzy Komunii św. Wielu z nich przynosi Eucharystię chorym w każdą niedzielę.

Starość udała się Bogu

Spotkania z osobami starszymi i chorymi zmienia samych szafarzy. – Panuje przekonanie, że starość się Panu Bogu nie udała. Ale to nie jest prawda. Gdyby nie było ludzi starych i chorych, świat wcale nie byłby lepszy. Do takiego wniosku doszedłem dzięki mojej posłudze, po spotkaniach z chorymi, którym przynoszę Eucharystię – opowiada pan Sławomir z Bytomia Odrzańskiego. Co tydzień odwiedza wielu chorych w ich domach. Widzi, z jakim zaangażowaniem najbliżsi opiekują się nimi. Pan Sławek uważa, że w opiece nad chorymi i starszymi, wyraża się najlepsza cząstka człowieczeństwa każdego z nas. – Wierzę w słowa Ewangelii bardzo mocno. „Byłem chory, a odwiedziliście mnie”. Byłem chory, jestem chory i potrzebuję twojej ręki, odwiedzin. Nikt tego za mnie nie zrobi. Ksiądz nie jest w stanie odwiedzić co niedzielę kilkudziesięciu chorych, a my, szafarze, możemy – przekonuje pan Sławomir.

Przyzwyczajenie, druga natura człowieka

Po niedzielnej Eucharystii szafarz ubrany w białą albę wyrusza do dziewięciu chorych, nie tylko w Bytomiu Odrzańskim; jedzie również do okolicznych wiosek. W posłudze udzielania Komunii św. osobom starszym jest niezwykle ważne, aby mogły one decydować o czasie spotkania, dostosowanym do ich rytmu dnia. Chorzy mają swoje przyzwyczajenia, często niezrozumiałe. Zdarza się na przykład, że muszą usiąść w ściśle określonym miejscu, którego nie wolno im zmienić. – To są przyzwyczajenia starszych ludzi i trzeba je bezwzględnie uszanować. Dlatego pytamy, o której moglibyśmy przyjść z Panem Jezusem. Jest nas dziewięciu, dlatego możemy się dostosować. Bardzo ważne jest, żeby chorzy przekonali się, że oni i ich potrzeby są w centrum naszego zainteresowania. Za każdym razem zapewniam, że nie zapomnę o nich. Jeśli mi coś wypadnie, to na pewno przyjdzie inny szafarz – mówił Sławomir. Ludzie chorzy i starsi bardzo często czują się ciężarem dla najbliższych i otoczenia. Szafarze odwiedzający chorych m.in. w Bytomiu Odrzańskim, Gorzowie Wlkp. i Przylepie potwierdzają, że takiego poczucia nie mają osoby, które czują, że szafarze nie przychodzą do nich tylko z obowiązku. Osoby starsze intuicyjnie wyczuwają, czy ktoś szczerze i z przyjemnością poświęca im swój czas. – A my chcemy wykonywać posługę, nie przynosząc wstydu Jezusowi, Kościołowi i samym sobie – przekonują szafarze.

Cierpliwość, budowanie zaufania

Zdobycie zaufania schorowanej i starszej osoby jest trudne i wymaga cierpliwości. Czasami próba spojrzenia na sytuację z perspektywy człowieka w podeszłym wieku może okazać się kluczowa. 90-latek doskonale zdaje sobie sprawę, że raczej nie wyjdzie ze swojego pokoju, nie wstanie z łóżka. Osoba starsza wie, że jej czas się powoli kończy, i widzi otaczający świat w innej perspektywie. Dlatego szafarz wierzący w obecność Jezusa w Komunii św., idzie z determinacją, pokorą i cierpliwością wzmocnić chorego tym, co najważniejsze i najwspanialsze. – Warto zobaczyć rzeczywistość oczami człowieka, którego odwiedzamy z Eucharystią. Uzmysłowić sobie, że on czeka na nasze przyjście. Kiedyś przemogłem lenistwo i odwiedziłem rano starszego pana, który wieczorem zmarł. Jak bym się czuł, gdybym nie poszedł? – opowiadał Sławomir.

Pragnienie służby

Dawanie dobrych rad jest łatwe, natomiast o wiele trudniej jest znaleźć ludzi chętnych do zaangażowania we wspólnocie. Coraz potrzebniejsze są głosy odważnych ludzi, którzy bez lęku krzykną: bez Ciebie nie damy rady! – Powinniśmy się wspierać, tak jak czytamy w Ewangelii, kto chce być pierwszym, powinien być ostatnim, dlatego ja chcę służyć. Jestem jak osiołek, na którym Pan Jezus wjechał do Jerozolimy. To wszystko jest napisane w Piśmie Świętym – mówił szafarz z Bytomia Odrzańskiego. Zaproszenie do posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii św. całkowicie zaskoczyło Jana Zbytniewskiego z Przylepu. – Po niedzielnej Mszy św. podszedł do ławki ministrant i przekazał informację, że proboszcz chciałby ze mną porozmawiać. Nie wiedziałem, o co chodzi. W bezpośredniej rozmowie duszpasterz zaproponował mi posługę szafarza i dał mi dwa tygodnie na zastanowienie. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiej propozycji. Wróciłem do domu, po dwóch dniach zdecydowałem się porozmawiać z żoną. Była sceptyczna, ale zgodziła się, abym pojechał na kurs. Teraz cieszy z mojej posługi – opowiadał pan Jan, od czterech lat szafarz w Przylepie. Tadeusz Jastrzębski, choć od lat związany jest ze służbą liturgiczną w gorzowskiej parafii katedralnej, również był zaskoczony propozycją księdza proboszcza. Co ważne, żona była szczęśliwa i dumna z nowej formy zaangażowania męża we wspólnocie parafialnej. Pan Tadeusz pełni posługę nadzwyczajnego szafarza Eucharystii od dwóch lat. Spotkania i rozmowy o Ewangelii z proboszczem z Bytomia Odrzańskiego, ks. Tadeuszem Szewczykiem, zapoczątkowały posługę Sławomira Sietkiewicza. W parafii było już dwóch szafarzy, ale potrzeba było kolejnych. – Przyszedłem do domu i powiedziałem żonie o planach proboszcza. Nie protestowała. Zostałem szafarzem i staram się każdego dnia służyć chorym i nieść im Jezusa – tłumaczy pan Sławek. Co niedzielę z Jezusem w Eucharystii odwiedza 10-12 chorych. – Wcale nie czuję, że coś im dałem, ale że sam zostałem obdarowany przez Jezusa. Zdarza się, że koledzy pracują lub mają inne obowiązki i muszę ich zastąpić. Nawet jeśli jednego dnia odwiedzę 20 chorych, to zawsze wracam do domu mocniejszy, nigdy słabszy – zapewnia pan Sławomir.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma