GN 28/2018 Archiwum

W Kościele czuję się najlepiej

– U nas w parafii będzie ślub z Panem Jezusem! Ale jak to będzie wyglądać? Czy to prawda, że obok pani będzie szedł Jezus w garniturze i w długich włosach? – pytał Elżbietę Lont z przejęciem i dziecięcą bezpośredniością uczeń podczas lekcji religii.

A katechetka z Górzycy spokojnie tłumaczyła chłopcu, na czym polegają zaślubiny z Chrystusem podczas konsekracji dziewicy. Kilka dni później po uroczystej Mszy św., kiedy bp Tadeusz Lityński przez modlitwę konsekracji i błogosławieństwo włączył panią Elżbietę do grona świeckich osób konsekrowanych, uczniowie mieli kolejne pytania. – A czy teraz pani życie całkowicie się zmieniło? I co właściwie jest teraz inne? – dopytywały dzieci.

Szczęśliwa z miłości

Wychowankowie z chirurgiczną precyzją trafili w sedno duchowych zaślubin. – Na zewnątrz nie zmieniło się nic, ale w sercu wszystko. Szczerze mówiąc, to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Dokładnie pamiętam dzień Pierwszej Komunii Świętej, który był niesamowitym wydarzeniem. Ale dzień konsekracji był najpiękniejszym w moim życiu i chciałabym, żeby ta wyjątkowa radość trwała jak najdłużej – opowiada katechetka. Jej uczniowie dokładnie obserwowali liturgię, dostrzegli elegancję i ogromną radość swojej pani katechetki. Symbolem dziewiczych zaślubin z Chrystusem i Kościołem jest obrączka, którą dzieci również chciały dokładnie obejrzeć. – Jestem pewna, że przez zainteresowanie i pytania moi uczniowie także doświadczyli miłości Jezusa, którą ja jestem przepełniona. Konsekracja odbywająca się w rodzinnej parafii była ogromnym plusem. Jestem pewna, że patronka parafii Matka Łaski Bożej troszczy się o mnie i faktycznie jest pośredniczką Bożego miłosierdzia i łaskawości, o czym przekonałam się wielokrotnie – mówi Elżbieta. Praca w szkole, prowadzenie scholi parafialnej, przygotowywanie dzieci i młodzieży do sakramentów, układanie kwiatów w świątyni, obowiązki zakrystianki. Życie dobrze znanej w Górzycy pani Eli to godziny spędzone w kościele na modlitwie i pracy. Jeden z poprzednich proboszczów podsumował zaangażowanie współpracowniczki, mówiąc, że ma dwie drogi życia: jedną do szkoły, drugą do kościoła. Aby przeżyć najpiękniejszy dzień życia – uroczystość konsekracji do stanu dziewic, Elżbieta Lont musiała przejść trwającą 8 lat formację. Jednak jej osobowość i duchowy profil kształtowały od dzieciństwa różne doświadczenia. Przygotowania do Pierwszej Komunii św. małej Eli przebiegały burzliwie. Ze względu na chorobę mamy, która nie mogła uczestniczyć w liturgii i spotkaniach, pojawił się ogromny znak zapytania, czy dziewczynka przychodząca do kościoła tylko z tatą może przystąpić do sakramentu. – Pamiętam moją dziecięcą modlitwę, żeby Pan Jezus odmienił tę sytuację. I udało się, przyszedł moment przyjęcia Eucharystii. Bardzo to przeżyłam. Mojej mamy nie było na Mszy św., siedziałam z tatą i siostrami. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, bo przyjęłam Pana Jezusa do serca, ale płakałam z żalu, że nie ma obok mnie mamy – wspomina. W piątej klasie godziny stania w sklepowych kolejkach paradoksalnie były okazją do wyrwania się na kilkadziesiąt minut, aby uczestniczyć we Mszy św. Modlitwa rodziców, cierpienie schorowanej mamy, śmierć taty w gorzowskim hospicjum w Godzinie Miłosierdzia podczas modlitwy koronką, krótki epizod życia w zgromadzeniu zakonnym, praca katechetyczna z dziećmi, przykład wiary i świadectwo księży oraz sióstr zakonnych przyczyniły się do podjęcia decyzji, by oddać się na służbę Bogu i Kościołowi w dziewiczej samotności.

Kościół jak wdowa

Zupełnie inaczej potoczyły się koleje życia Ryszardy Axentowicz, wdowy, która przygotowuje się do wstąpienia na drogę życia konsekrowanego. We wspomnieniach pani Ryszardy od najmłodszych lat pojawia się modlitwa, uczestniczenie w liturgii. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo jej babcia była gospodynią na plebani. Mama należała do II Zakonu św. Franciszka i często opowiadała dzieciom o swoim zaangażowaniu modlitewnym, chociaż maluchy niewiele z tego rozumiały. Rodzinna atmosfera była przeniknięta świadomością oddania się Bogu i przekonaniem o Jego bliskości. Modlitwy w kościele i w domu były oczywistością, ale dzieci wzywały też Bożej Opatrzności spontanicznie, w trudnych sytuacjach, w jakich się znajdowały. Rodzice pani Ryszardy mieli kilkudziesięciohektarowe gospodarstwo. Pracy nie brakowało, a maluchy od najmłodszych lat miały swoje obowiązki. Dzieci najczęściej wyprowadzały na pastwisko krowy i pilnowały, żeby się nie rozpierzchły czy nie stratowały pola. – Czasem, jak to dzieci, pochłonęła nas zabawa, a w tym momencie krowy uciekły do lasu. Ile było płaczu, strachu i modlitwy, żeby stado bezpiecznie wróciło na pastwisko i potem do domu. A w niedzielę trzeba było wstać bardzo wcześnie, wyprowadzić krowy na pastwisko, wrócić do domu, napoić zwierzęta i zdążyć jeszcze przygotować się na Mszę św. – wspomina pani Ryszarda. Zbieranie ziemniaków też nie było łatwą pracą, szczególnie w zimne, jesienne dni, kiedy trudno było zdrętwiałymi rękami wygrzebywać bulwy z ziemi. Pani Rysia bardzo martwiła się wtedy o swoją siostrę, ciężko znoszącą wilgoć i zimno. Potem były studia, zakochanie, oczekiwanie, kiedy narzeczony wróci z wojska, i ślub 15 sierpnia. Wspólnie z mężem przeżyli 40 lat, mieli dwójkę dzieci, później przyszły na świat ukochane wnuki. Śmierć chorującego na nowotwór męża przed 8 laty była trudnym doświadczeniem. Był leczony w ramach nowatorskiego programu, ale po dwóch latach ujawniły się przerzuty. Nie było ratunku. Pani Ryszarda ciągle zadawała sobie pytanie – dlaczego mnie musiało to spotkać? Rozpamiętywała to, choć babcia i mama pani Ryszardy przez długie lata były wdowami. W najtrudniejszym czasie pustki, samotności i bezradności cenna okazała się pomoc bliskich oraz przyjaciół. Organizowali spotkania, żeby wdowa przestała rozpaczać i spojrzała na świat z innej perspektywy, proponowali wyjazdy na pielgrzymki. I właśnie na pielgrzymce do Medjugorje starszy ksiądz zapewnił Ryszardę, że nie wyjedzie z tego miejsca bez daru od Maryi. Po przyjeździe do domu wpdał jej w ręce artykuł prasowy o błogosławieństwie wdów – pani Anny i Danuty. – Czytałam ten tekst i zaczęłam się zastanawiać, czy może jest to także moja droga? – opowiada pani Ryszarda. Gdy już zdecydowała, że to właśnie propozycja dla niej, złożyła odpowiednie dokumenty u ordynariusza diecezji. Rozpoczęła też formację. 2 czerwca zostanie ona przypieczętowana błogosławieństwem Ryszardy Axentowicz i włączeniem do stanu wdów konsekrowanych, które według św. Augustyna z napięciem oczekują na spotkanie ze zmarłymi mężami, podobnie jak Kościół oczekuje spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem.•

Starożytna tradycja

ks. Zygmunt Zapaśnik referent ds. życia konsekrowanego, delegat biskupa ds. indywidualnych form życia konsekrowanego – Konsekrowane dziewictwo i wdowieństwo jest odkryciem bogactwa pierwotnego Kościoła. Sobór Watykański II przywrócił ważność zapomnianej formie służby wdów i dziewic. Powołanie dziewicy i wdowy, ale również wdowców jest postawą modlitewnego oczekiwania na Jedynego Oblubieńca, Jezusa Chrystusa. Relacja z Bogiem nigdy nie zamyka nas na ludzi, ale otwiera, dlatego droga życia konsekrowanego w Kościele jest gotowością bycia z Jezusem i nie wyłącza nas w żadnym wypadku z relacji z ludźmi. Chciałbym wyraźnie uwypuklić ogromną wrażliwość modlitewną dziewic i wdów w naszej diecezji w intencji powołań kapłańskich i za powołanych. Panie wyszły z inicjatywą nocnych adoracji podczas comiesięcznych dni skupienia. Jest to niezwykle poruszające, z jaką determinacją i poświęceniem wołają w tych intencjach przed Bogiem.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma