Nowy numer 42/2018 Archiwum

Kapłan nie daje siebie

Biskup Paweł Socha przypomina, że wobec kapłaństwa potrzeba pokory i świadomości, że jest się narzędziem w rękach Pana Boga.

Krzysztof Król: Rokitniański odpust będzie okazją do dziękczynienia za 60 lat kapłaństwa pochodzącego z naszej diecezji i pracującego w Watykanie bp. Antoniego Stankiewicza, a także Księdza Biskupa. Proszę opowiedzieć swoją historię powołania.

Biskup Paweł Socha: Moje powołanie było prawdziwie dziełem Boga. Do Niższego Seminarium Duchownego prowadzonego przez Zgromadzenie Księży Misjonarzy w Krakowie zgłosił mnie wujek, gdy zgłaszał też swojego syna. Skończyłem siódmą klasę i planowałem iść do liceum w Radomiu. Niespodziewanie otrzymałem list od dyrektora małego seminarium, że jest miejsce i mogę przyjechać do Krakowa. Dobrą opinię o rodzinie i nauce wyrobił mi mój brat Jan, który uczył się już w Niższym Seminarium Duchownym i był bardzo pilnym uczniem. Plany mojego ojca były zupełnie inne. Jeden syn był przewidziany do kapłaństwa, a drugi miał być jego następcą, czyli rolnikiem. Ojciec jednak zgodził się, abym ja też poszedł do Niższego Seminarium do Krakowa. Bardzo skorzystałem z formacji intelektualnej i duchowej, wiele zawdzięczam także środowisku kolegów z różnych rejonów Polski i o bogatej przeszłości wojennej. Mieliśmy mądrych wychowawców i wybitnych profesorów, którzy wykładali na Uniwersytecie Jagiellońskim, np. historyka i matematyka. Po zakończeniu dziesiątej klasy należało podjąć decyzję: wstąpić do nowicjatu księży misjonarzy albo odejść do innej szkoły. Ja zgłosiłem się do nowicjatu.

Mówi się, że rodzina to „pierwsze seminarium”. W jakim seminarium Ksiądz Biskup wzrastał?

Mama była bardzo pobożna. Tatuś był pobożny męską pobożnością. Nie tylko odmawiał codziennie pacierz, chodził na Mszę św. w niedziele i święta, ale uznawał też obecność Boga w pracy. Jako młodzi chłopcy byliśmy świadkami, jak ojciec, wyjeżdżając w pole, wychodził przed parę koni, robił batem znak krzyża na ziemi, a potem sam się żegnał i wyruszał do pracy. Świadkami żywej wiary byli dla nas także kapłani. Ks. proboszcz Adam Łukasiewicz był wielkim patriotą, głosił bardzo płomienne kazania i był bardzo gorliwy. Wybudował w ciągu czterech lat piękny kościół. Często przyjeżdżał do naszej rodziny, bo ojciec pomagał przy budowie świątyni. Właściwie to proboszcz namawiał ojca, żeby dwóch najmłodszych synów wysłać do Krakowa.

A nie miał Ksiądz Biskup wątpliwości w trakcie seminarium?

Ostatnia decyzja oddania siebie Bogu na wyłączną służbę zapadła przed subdiakonatem. Rekolekcje, czyli czas na dłuższe rozmowy z Bogiem, pomagały podejmować decyzje na całe życie. Prosiłem Pana Boga w kaplicy seminaryjnej, żebym był księdzem takim, jak Pan Jezus chce, czyli po prostu Go nie zawiódł.

Czym dla Księdza Biskupa jest kapłaństwo?

Jest darem Ducha Świętego do dawania ludziom tego, czego nie mam, co jest Boga i co tylko On może dać. Bóg potrzebuje jednak widzialnego znaku swojego zbawczego działania i dlatego obdarza wybranych przez siebie mocą i darami Ducha Świętego, by On przez nich działał. Kapłan działa in persona Christi, czyli w osobie Chrystusa. Wobec tego daru potrzeba pokory i świadomości, że jestem narzędziem w rękach Pana Boga. Świecki chrześcijanin, choćby bardzo święty, nie może przemienić chleba w Ciało Chrystusa, wina w Jego Krew, ani udzielić rozgrzeszenia. Może tego dokonywać tylko kapłan obdarzony mocą Ducha Świętego. Kapłan jest świadomy, że to Duch Święty działa, a on jest tym, który siebie oddaje do Jego dyspozycji. Stąd duchowny, sprawując sakramenty święte, nie daje siebie, tylko Boga.

Jakie refleksje przychodzą po 60 latach?

Najpierw ból i akt przeproszenia Pana Boga za to, że czasem za bardzo akcentowałem siebie, przysłaniając sobą Boga. Pokusa pychy zawsze grozi człowiekowi, zwłaszcza ludziom, których Bóg postawił jako przewodników. Dominuje jednak wdzięczność za dar powołania i święceń. Także wdzięczność ludziom, którzy mnie wychowywali i towarzyszyli mi modlitwą, radą i pomocą w realizowaniu łaski święceń kapłańskich. W duchu wdzięczności chciałbym wołać dzisiaj: „Soli Deo gloria” – samemu Bogu niech będzie chwała”. krzysztof.krol@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy