Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Świebodzińskie męczenniczki

Zazwyczaj w tym miejscu piszemy, skąd przybyli dzisiejsi mieszkańcy naszej diecezji. Ale te ziemie pamiętają dawniejsze historie.

Do nich zalicza się pamięć o tragicznej śmierci sześciu sióstr boromeuszek ze Świebodzina. „Siostry boromeuszki ze Świebodzina – ofiary rosyjskiego bezprawia. Relacja faktów. Kontekst czasowy, stan badań” – taki referat przedstawiła s. Krzysztofa Kubaj SMCB podczas konferencji „Stalinizm jako system determinujący życie [indywidualne i publiczne] na Środkowym Nadodrzu w latach 1945–1956”, która odbyła się 14 czerwca w Zielonej Górze.

Odważnie wychodziły na peryferia

Działalność sióstr boromeuszek w Świebodzinie przypada na lata 1871–1948. – Przybyły tu na zaproszenie proboszcza parafii ks. Teofila Schacha. W budynku dawnej szkoły parafialnej zorganizowały przychodnię i sierociniec, a dla najbardziej potrzebujących chorych i starców – przytułek – mówiła s. Krzysztofa i kontynuowała: – Po zakupieniu budynku dawnego zajazdu pocztowego przy placu Browarnianym 3, później zamku wraz z przylegającym do niego parkiem i wybudowaniu gmachu łączącego oba budynki uruchomiono nowoczesny szpital św. Józefa. Szpital liczył docelowo 130 miejsc. Siostry prowadziły też opiekę ambulatoryjną i opiekę nad chorymi w domach w mieście i w okolicy oraz dom starców. Ponadto prowadziły szeroko rozwiniętą działalność oświatowo-wychowawczą dla dzieci oraz kształcenie zawodowe w postaci szkoły gospodarstwa domowego i kursu robót ręcznych dla dziewcząt. Tak dobrze rozwijająca się działalność niosła za sobą potrzebę zwiększenia personelu. W 1941 r. w Zakładzie św. Józefa pracowało 38 sióstr, a w styczniu 1945 r. – 40. Zatrudniano również na stałe 51 pracowników świeckich. II wojna światowa zahamowała głównie działalność oświatowo-wychowawczą świebodzińskich boromeuszek. Nie przestały jednak działać szpitale, choć w Świebodzinie dotychczasowy szpital dla ludności cywilnej przekształcono w szpital wojskowy. – W głównym domu mieściło się około 300 łóżek. Ponieważ okazało się to za mało, zajęto pobliskie budynki i ich liczbę zwiększono do tysiąca. Siostry wraz z personelem świeckim sprawowały opiekę nad wszystkimi rannymi żołnierzami. Ofiarami walk byli głównie Niemcy oraz przebywający tu czasowo Belgowie, Włosi, Francuzi, Polacy i inni. Wszystkimi bez różnicy siostry opiekowały się troskliwie. Brak leków i środków opatrunkowych stanowił dla nich największy problem. Taka w miarę „unormowana” sytuacja była do końca 1944 r. – wyjaśniała siostra.

Straciły życie w haniebny sposób

Sytuacja zmieniła się, gdy na początku 1945 roku zbliżał się front i wojska radzieckie. Miasto opuszczali żołnierze, odchodzili też lekarze, ale wciąż pozostało wielu rannych, których nie można było ewakuować. Poczucie obowiązku nie pozwoliło siostrom wyjechać, choć miały taką możliwość. 31 stycznia 1945 r. do Świebodzina wkroczyły wojska radzieckie. To, co się tam potem działo, trudno nazwać odzyskaniem wolności. Rosyjscy żołnierze bezkarnie grabili wszystko i pozbawiali życia każdego, kogo tylko zechcieli. Tak było w przypadku sześciu sióstr boromeuszek. Siostra Maria Edmara Komischke zginęła zastrzelona 3 lutego, broniąc swojej czystości. „Ona cofała się, broniła rękoma i krzyczała: Proszę mnie nie dotykać, proszę nie strzelać! Kozak ściągnął karabin maszynowy i w tym samym momencie siostra osunęła się koło szafy, trafiona w czoło jedną z kul, tak że mózg wydostał się przez potylicę. Żyła jeszcze dwie godziny” – tak to relacjonuje jedna z sióstr. Natomiast s. Maria Lybia Zaporowicz została zastrzelona 9 lutego, gdy broniła małej dziewczynki. „Nagle Rosjanin, który był przy mnie, strzelił w s. Lybię. Błyski wychodziły z rury karabinu i ogłuszający huk” – tak opisał to zdarzenie jeden ze świadków. Siostra Maria Speciosa Urbańczyk, s. Maria Leutbergis, s. Maria Orlanda Striegan i s. Maria Melisa Pawlik zginęły 4 lutego. Zostały zabrane przez żołnierzy radzieckich rzekomo do pilnowania chorych. O śmierci czterech zakonnic siostry dowiedziały się kilka dni później. Po kryjomu przyszła pewna kobieta, która powiedziała, że pogrzebano ciała czterech katolickich sióstr w rowie strzeleckim. – Ciała te były podobno poćwiartowane i strasznie okaleczone, odzież rozerwana, pełno krwi. Siostry straciły życie w haniebny sposób. Odcięto im głowy, przybito do futryny drzwi, odcięto piersi. Były i inne okropieństwa – mówiła s. Krzysztofa Kubaj SMCB. Ciała sióstr zostały ekshumowane na świebodziński cmentarz przez pierwszego polskiego proboszcza Piotra Janika. Staraniem Akcji Katolickiej z parafii św. Michała Archanioła w 2012 r. odsłonięto pamiątkową płytę na wspólnym grobie sióstr boromeuszek.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma