Nowy numer 49/2018 Archiwum

Nowy rok zaczyna się 12 sierpnia

Co łączy dekarza, dziennikarza, handlowca i fizjoterapeutkę? Odpowiedź jest bardzo prosta – pielgrzymka na Jasną Górę!

Ponad tysiąc osób z naszej diecezji wybrało się na sierpniową pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. Dlaczego decydują się na setki kilometrów w ekstremalnych warunkach? – Tak naprawdę rok dla nas zaczyna się nie 1 stycznia, ale 12 sierpnia, kiedy wchodzimy na Jasną Górę naładowani duchowo. Żaden inny urlop nie daje takiej energii do życia jak dobrze przeżyta duchowo pielgrzymka – mówił tuż przed wyruszeniem w drogę Dariusz Stemplewski, który poszedł na pielgrzymkę z żoną Gabrysią i córkami Nadią (7 lat) i Marysią (4 lata).

Obecność Boga na co dzień

Paweł Patalas z Zielonej Góry pielgrzymuje już od 2013 roku. Zaczynał jako uczeń technikum budowlanego. Teraz idzie już jako dekarz i nie wyobraża sobie, aby wędrówki na Jasną Górę mogło zabraknąć w trakcie jego urlopu. Do dziś wspomina swoją pierwszą pielgrzymkę. – To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie drogi, modlitwy i bycia we wspólnocie, która jest ogromnym wsparciem. Każda konferencja i modlitwa wzbogacały mnie i często dawały odpowiedzi na moje pytania – wyjaśnia Paweł. – Tak jest do dziś. Każdy rok daje nowe doświadczenie! W czasie drogi spotykam wielu braci i sióstr, którzy przez swoje doświadczenie wiary i życia wzbogacają mnie duchowo – dodaje. Ale pielgrzymka to nie tylko wspólnota, z którą wędruje się na Jasną Górę, ale także ludzie, których spotyka się po drodze. – Przypomina się jedna historia z noclegu w Odolanowie, gdzie wieczorem poszliśmy umyć się do mieszkańców. W drzwiach przyjęła nas starsza kobieta, ok. 70–80 lat. Weszliśmy. Pokazała nam łazienkę, po kolei umyliśmy się. Zaczęliśmy z nią rozmawiać i po chwili powiedziała nam, że jest śmiertelnie chora, ale wie, że Bóg jest z nią i wspiera. Jej twarz towarzyszyła nam później w drodze i często w naszej modlitwie ją wspominaliśmy – wspomina Paweł. Zielonogórzanin dziś nie wyobraża sobie wakacji bez pielgrzymki, choć to jego urlop. – Co roku jestem bogatszy w nowe doświadczenie, jakie daje droga. Ta więź, która się wytwarza w jej trakcie między mną a Bogiem, a także między mną a braćmi i siostrami, jest niepowtarzalna. I mimo że to tylko kilka dni w roku, te relacje zostają na cały rok, a czasem nawet na lata – podkreśla Paweł. – Każdego roku idę też z inną intencją i Bóg mnie wysłuchuje. Zresztą odczuwam Jego obecność i działanie nie tylko w czasie pielgrzymki, ale na co dzień. Ta wędrówka to czas, który mogę spędzić z Bogiem w szczególny sposób. To prawdziwe rekolekcje w drodze! – dodaje.

Pozwala odstawić swoje ego

Z grupą głogowską wybrał się Mateusz Gadomski, który na co dzień jest dziennikarzem w regionalnym radiu i telewizji. Swoje wędrowanie rozpoczął od pielgrzymki z rodzinnych Żar do Rokitna, którą organizują do dzisiaj siostry elżbietanki. W końcu poszedł też na Jasną Górę. A to zasługa jego najbliższych. – To moja wierząca i zaangażowana w życie Kościoła rodzina zaraziła mnie pięknem naszej wiary. Dziękuję za to Bogu! – podkreśla i kontynuuje: – Zastanawiałem się, dlaczego mój starszy brat ciągle na nią chodzi. On i cała rodzina uczestniczyli w pielgrzymce rolników z Klenicy na Jasną Górę, więc w 2008 roku i ja się na nią wybrałem. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o ks. prał. Tadeuszu Dobruckim, człowieku o wielkim sercu. On, proboszcz mojej parafii w rodzinnych Żarach, oraz moja wspaniała katechetka i dyrektorka szkoły katolickiej Elżbieta Prus zachęcili mnie do wspólnej wędrówki. Wtedy poczułem siłę wspólnoty, ale przede wszystkim poznałem wspaniałych i bezinteresownych ludzi. Takie były początki. Obecnie od wielu lat chodzę z najstarszą, głogowską pielgrzymką naszej diecezji. Pielgrzymowanie daje mu przede wszystkim radość. – Kiedyś chodziłem bardziej dla grania na gitarze, bardziej dla znajomych, fajnego towarzystwa. Dzisiaj chodzę, aby być lepszym człowiekiem – przyznaje szczerze. – Święty nie jestem, ale pielgrzymka może pomóc każdemu zmieniać się na lepsze. Można poświęcić swój czas na modlitwę, czego nieraz brakuje w ciągu roku. Niektórzy mówią, że to taka odskocznia od szarej rzeczywistości i zgodzę się z tym – dodaje. Pielgrzymka potrafi dać mocnego pozytywnego kopa i dodać energii, ale też sporo w życiu pozytywnie namieszać. Ważne są intencje. – Co roku podchodzę do niej coraz bardziej świadomie. Nie chcę podawać konkretnych przykładów, ale zazwyczaj po niej jakiś problem w moim życiu się rozwiązuje. Oczywiście nie sam! Jeśli człowiek odstawi swoje ego na drugi plan i zawierzy własne życie Matce Bożej, to wszystko jest możliwe. Ja w to wierzę! Od razu jednak dodam, że nie jest łatwo, bo zazwyczaj chcemy, żeby wszystko było tylko po naszej myśli – zauważa pielgrzym.

Koronka na całe gardło

Nie wszyscy mogą wybrać się na pielgrzymkę, chociaż bardzo by chcieli. Trudno czasem dostać urlop w tym samym czasie kolejny rok z rzędu. Tak było w tym roku w przypadku Magdaleny Kędzior z Gorzowa Wlkp., która zawodowo jest fizjoterapeutką, a prywatnie mamą 6-letniego Karola i 3-letniej Basi oraz od 16 lat żoną Krzysztofa. – Pierwszy raz na pielgrzymkę zabrał mnie mój tato. Dla mnie to weteran, proszę sobie wyobrazić, że ma na swoim koncie około 20 pielgrzymek, w tym roku też idzie. A moja mama jest w obsłudze medycznej. Jeździ karetką, oddając się z pasją pomocy wszystkim potrzebującym pielgrzymom. Ale wróćmy do mojej pierwszej wędrówki. Miałam wtedy 7 lat i było to dla mnie niesamowite doświadczenie. Mało duchowe jeszcze, ale na tyle istotne, by wrócić na pielgrzymi szlak w 1995 roku. Myślę, że wtedy zaczęło się świadome duchowe pielgrzymowanie. Zrozumiałam, że to, co się tam przeżywa, pozwala człowiekowi jeszcze wiele tygodni później czerpać siłę, spokój i chęć do działania – przyznaje pani Magda. Dwa lata i rok temu po raz pierwszy pielgrzymowała z mężem i dziećmi. Łatwo nie było. – Chociaż inni pielgrzymi bardzo nas wspierali, bardzo pomagali, trzeba było mierzyć się nie tylko ze swoim zmęczeniem i bólem całego ciała, ale także zaopiekować się dziećmi. Mimo profesjonalnego wózka i zapewnienia maksimum komfortu, one też przechodziły swoje kryzysy. Zresztą kto z nas nie przechodzi kryzysów – zauważa gorzowianka. – Ostatecznie jednak nie mogło być im źle, skoro do dziś wspominają naszą wędrówkę, a Karol po powrocie, jeżdżąc na rowerze, śpiewał na całe gardło koronkę i różne pieśni pielgrzymkowe. Liczę, że tak jak u mnie tato zaszczepił chęć pielgrzymowania, tak i one któregoś dnia ruszą na świadome spotkanie z Matką Bożą – dodaje. Pani Magda nie mogła pójść, ale i tak można ją nazwać pielgrzymem. Już po raz trzeci będzie wędrowała duchowo. – Będę wspierać modlitwą tych wszystkich pielgrzymów, którzy w danym momencie jej potrzebują. Mają chwile słabości, zwątpienia i myślą, by zrezygnować. Codzienna Msza św. i przyjęcie Komunii Świętej w ich intencji daje mi również siłę i spokój duszy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy