Nowy numer 45/2018 Archiwum

Torpedominer z ORP „Błyskawica”

– Gdy byłem młody, mało interesowałem się przeszłością taty. Najczęściej pytałem, czy widział na morzu ptaki, jakieś wielkie ryby. I faktycznie opowiadał o stadach delfinów – mówi Henryk Pieluszczak, syn Adama.

W 1985 r. Adam pojechał do Szpitala Wojskowego w Poznaniu na operację wrzodów żołądka. Wcześniej zapewnił syna, że po powrocie do domu opowie mu jeszcze wiele ciekawych historii i przekaże ważne informacje. Niestety, pojawiły się powikłania pooperacyjne. Zmarł w wieku 66 lat, chociaż wcześniej był w bardzo dobrej kondycji.

W poszukiwaniu przeszłości

Dopiero wtedy pana Henryka, mieszkańca Trzebicza, zaintrygowało odkrywanie przeszłości taty. Poszukując informacji o nim, rozpoczął korespondencję z Armią Brytyjską. Kolejne listy sprowokowały nawiązanie kontaktu z pracownikiem Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego w Londynie, następnie z archiwum brytyjskiej marynarki wojennej. – Zatelefonowałem do Anglii. Okazało się, że moja rozmówczyni mówi po polsku. Potwierdziła, że mają dokumenty dotyczące mata Adama Pieluszczaka – opowiada pan Henryk. Po skomplikowanej procedurze i uregulowaniu należności tradycyjnym czekiem bankierskim do Trzebicza przyszła koperta z angielskimi dokumentami. Wśród ważnych informacji znajdował się wykaz sześciu medali, które podczas służby na morzu zdobył Adam. Po dwóch latach zabiegów Anglicy przysłali panu Henrykowi pięć odznaczeń otrzymanych przez jego ojca za bohaterską służbę na morzu podczas II wojny światowej.

Z Syberii na bezkresne morza

Torpedominer Adam Pieluszczak podczas służby pływał na ORP „Błyskawica”, okręcie podwodnym ORP „Wilk” oraz na ORP „Ślązak”. 21-latek w 1940 r. został wywieziony na Syberię. Udało mu się dostać do armii gen. Władysława Andersa. Z nią wyruszył w 1942 r. w wędrówkę przez Persję i Palestynę do Anglii. Był to wyczerpujący marsz, w drodze umarło bardzo wielu żołnierzy, najwięcej z powodu skrętu jelit, wywołanego długotrwałym głodem na Syberii. Po latach Adam opowiadał synowi, że te dramatyczne wydarzenia, śmierć kolegów skłaniały młodych ludzi do żarliwej modlitwy. W Anglii, po przejściu gruntownych badań lekarskich, Adam Pieluszczak dysponujący doskonałą wydolnością organizmu został skierowany na przeszkolenie artyleryjskie, radiotelegraficzne i komandoskie. Rozkazem dowódców trafił do załogi ORP „Błyskawica”, na której pływali najwybitniejsi polscy marynarze i nawigatorzy.

Ogromna fala i intuicja

Oglądając rodzinne zdjęcia i pamiątki, pan Henryk wspomina opowieści taty. Najlepiej zapamiętał sytuację spod Archangielska. Podczas wachty na rozszalałym Morzu Białym jeden z kolegów młodego marynarza został zmyty z pokładu przez ogromna falę. Kolejna „przygoda” wydarzyła się u wybrzeży Algierii w 1943 r. Torpedominer, tknięty intuicją, przeszedł po pokładzie kilka kroków w kierunku parku maszynowego. W tym samym momencie znienacka nadleciały niemieckie samoloty i zbombardowały „Błyskawicę”. Jedna z bomb spadła dokładnie w miejscu, gdzie przed paroma sekundami stał Adam. Dwóch marynarzy zginęło na miejscu, ojciec Henryka odłamkiem został ranny w nogę. – Tata opowiadał również historię, jaka wydarzyła się podczas desantu na jedną z atlantyckich wysp. Patrolowali teren i nagle w zaroślach ojciec zobaczył rannego niemieckiego czy włoskiego żołnierza. Był wystraszony i przyłożył palec do ust, żeby go nie wydać. Tata obrócił głowę i poszedł dalej. W licznych misjach „Błyskawica” była bardzo mocno ostrzeliwana i często uszkodzona. Pewnego razu mieli poważny defekt steru, ale jeden z bosmanów potrafił go naprawić i szczęśliwie udało im się dotrzeć do portu – opowiadał Henryk. W rodzinnym albumie jest zdjęcie z marynarskiego pogrzebu u wybrzeży Afryki. Z opowiadań taty, wilka morskiego, syn zapamiętał, że była to podniosła uroczystość, zarezerwowana tylko dla marynarzy i to niezależnie od stopnia. Kapitan, oficer, bosman czy prosty marynarz – wszyscy byli równi wobec śmierci, a ich ciała wrzucano w morską głębinę.

Powrót do Polski

Weteran morskich batalii, stęskniony za rodziną, przypłynął z Anglii do Polski na pokładzie ORP „Ślązak” w 1946 r. Wojenne przeżycia odcisnęły znaczące ślady na młodym mężczyźnie. Najwyraźniejszym znakiem były całkowicie siwe włosy, chociaż służbę rozpoczynał, mając włosy czarne jak kruk. – Podczas wacht marynarz musiał robić wszystko – opowiadał w domu. Tak więc malowali kamuflaż okrętu, obierali ziemniaki, uczestniczyli w konwojach statków handlowych, tropili niemieckie okręty podwodne, wykonywali desanty na wyspach Oceanu Atlantyckiego, ochraniali porty morskie w wielu rejonach globu. Następstw ciągłego zagrożenia życia, długiego pobytu na bezkresnych wodach, strachu podczas bombardowań i ostrzału w trakcie rejsów, a do tego stresu przy rozminowywaniu wybrzeży Anglii po zakończeniu wojny nie dało się ukryć. Po powrocie do ojczyzny żołnierz nie miał łatwego życia, częste przesłuchania na milicji czy UB, brak możliwości zdobycia dobrej pracy, zmaganie się z ubóstwem… Marynarskie mundury uszyte z wysokiej jakości sukna w trudnych powojennych czasach musiały zostać przerobione na dziecięce ubrania. Służba na morzu mata Adama Pieluszczaka niestety nie została nigdy doceniona. Ani razu nie został on zaproszony na pokład stacjonującego od 1976 r. w Gdyni niszczyciela ORP „Błyskawica”. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy