Nowy numer 42/2019 Archiwum

Podstawą „ora et labora”

Ks. Aleksander Walkowiak po pół wieku bycia księdzem podkreśla, że jest szczęśliwy.

Krzysztof Król: Kiedy usłyszał Ksiądz głos powołania?

Ks. Aleksander Walkowiak: W 1945 roku w Gdyni, gdy miałem 11 lat. Pamiętam, jak po zakończeniu wojny matka powiedziała do mnie: „Chodź, idziemy do kościoła, bo pierwszy polski ksiądz przyjechał”. I poszliśmy, a wtedy miejsce dzieci było przy balaskach przed ołtarzem. Kiedy zobaczyłem pięknie służących ministrantów, postanowiłem się też zapisać. Poszedłem do księdza i powiedziałem, że chcę być ministrantem. A on zapytał mnie: „A ministranturę umiesz?”. Odpowiedziałem, że nie, a on na to: „To naucz się i przyjdź”. I nauczyłem się! To właśnie wtedy zrodziła się myśl, że chcę zostać księdzem. I nie opuszczała mnie aż do momentu wstąpienia do seminarium.

Ale Gdynia nie jest rodzinnym miastem Księdza?

Urodziłem się 21 lutego 1934 w Bydgoszczy i tam też został ochrzczony. Stamtąd, na początku wojny, wyjechałem z rodzicami do Gdyni, gdzie mieszkałem do 1947 roku. Potem wyjechaliśmy do Legnicy, gdzie ukończyłem szkołę podstawową i średnią, a później pracowałem 10 lat jako kolejarz.

W 1963 roku wstąpiłem do Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Mogłem wcześniej, ale musiałem pokonać trochę życiowych trudności; przeszkodą była chociażby kwestia materialna, bo byłem zmuszony najpierw pójść do pracy. Tak więc droga do kapłaństwa nie była prosta i łatwa, ale 21 czerwca 1969 r. we wrocławskiej katedrze otrzymałem święcenia kapłańskie.

A gdzie Ksiądz posługiwał po święceniach?

Najpierw trafiłem jako wikariusz do Gaworzyc; to była wtedy jeszcze diecezja wrocławska. Byłem tam trzy lata, a później dostałem dekret do Bogatyni, gdzie z kolei otrzymałem propozycję od jednego z księży zamiany i przejścia do diecezji gorzowskiej. Ostatecznie zdecydowałem się i pojechałem do Gorzowa, gdzie przyjął mnie biskup ordynariusz Wilhelm Pluta. I tak 14 lat byłem proboszczem w Rzeczycy, gdzie miałem cztery kościoły i pięć punktów katechetycznych, więc było co robić, a wtedy religii nie było w szkołach i ksiądz miał zakaz do niej wstępu. Wręcz niemożliwe było pogodzenie nauki w tylu miejscach bez porozumienia się z władzami szkoły. Wszyscy mnie jednak ostrzegali przed kierownikiem w jednej ze szkół ośmioklasowych, rzekomo wojującym ateistą. Ale… z każdym można się dogadać! Któregoś dnia odważyłem się, wsiadłem na rower i pojechałem 5 km do jego domu. Gdy mnie zobaczył w drzwiach, był naprawdę zaskoczony, ale ja jeszcze bardziej, bo przyjął mnie po królewsku. Rozmawialiśmy ponad dwie godziny i okazało się, że nie mógł się dogadać z poprzednimi księżmi z powodu kina objazdowego, które często przypadało w tym samym dniu, co religia i potem ksiądz na ambonie mówił, że kierownik walczy z Kościołem. Wytłumaczył mi, że nie ma w tym żadnej złej woli, ale dostaje z góry narzucony grafik, którego musi przestrzegać, bo inaczej będzie miał kłopoty. Udało się jednak z nim dogadać i ustawić plan tak, abym w jednym dniu mógł uczyć przez osiem godzin. A ta miejscowość była oddalona od plebanii o 9 km. Po Rzeczycy byłem proboszczem w głogowskiej kolegiacie, Niwicach i Osowej Sieni, skąd przeszedłem na emeryturę. I teraz tutaj posługuję, przy parafii pw. św. Mikołaja w Głogowie – dopóki mi zdrowie pozwoli!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL