Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Umrzeć i doświadczyć zmartwychwstania

Na EDK Wacław Sinkiewicz wybrał się już po raz trzeci, ale poszli też jego pacjenci!

Terapeuta z Jordanowa wybrał w tym roku najdłuższą trasę z Rokitna do Zielonej Góry, liczącą 109 km. – Nie byłbym w porządku, gdybym wybrał się na „krótką” trasę, skoro zaczynając przygotowanie do EDK, byłem w stanie przejść 50 km. Poza tym wiedziałem, że dzięki temu będę mógł lepiej zmotywować pacjentów, z którymi pracuję, do udziału w EDK na zasadzie: „inni mają gorzej” – śmieje się Wacław Sinkiewicz, który na co dzień pracuje jako terapeuta w Ośrodku dla Osób Uzależnionych w Nowym Dworku – filia w Glińsku.

Śpiewając do Ducha Świętego

Przejście trasy zajęło mu dokładnie 24 godziny i 14 minut. Skończył o 20.40 pod kościołem św. Józefa w Zielonej Górze.

– Trudnych momentów było mnóstwo. Już sam start okazał się niełatwy. Z nerwów dopadły mnie ból głowy i rewolucje żołądkowe, dlatego na trasę wyszedłem jako ostatni. Kolejny poważny kryzys przyszedł o piątej rano. Czułem, że zasypiam, idąc, i bałem się, że wpadnę zaraz do rowu. Kryzysową godzinę przetrwałem, modląc się, śpiewając do Ducha Świętego z prośbą o siły i wspominając moich bliskich zmarłych – opowiada Wacław. – Poranek był chłodny i momentami wiał przeszywający wiatr. Obroty mi spadły, szedłem coraz wolniej i nie byłem w stanie się rozgrzać. Telepiąc się z zimna, myślałem, że albo wkrótce zrobi się cieplej, albo z wyziębienia będę zmuszony zrezygnować – kontynuuje. Na szczęście słońce mocno zaświeciło i wiedział, że będzie mógł iść dalej. – Kolejne godziny przyniosły łatwiejszy etap. Nie wiedziałem, skąd przybyło mi tyle sił! Później dowiedziałem się, ilu ludzi mi kibicowało, wspierało mnie, modliło się za mnie i innych uczestników fioletowej trasy – przyznaje z uśmiechem. – Od 17.00 po przejściu mostu w Cigacicach zaczął się dla mnie najtrudniejszy finałowy etap. Prawdziwa próba charakteru. Z każdym krokiem czułem, że uchodzi ze mnie energia, jakby powolne umieranie. Ten kryzys trwał do końca! Do ostatniego metra miałem obawy, że coś się wydarzy, padnę i nie uda mi się dojść do ostatniej stacji – dodał.

Chciałem spotkać się z Bogiem

W zupełnie innym kierunku (ze Świebodzina do Rokitna) na o ponad połowę krótszej trasie (48 km) szli pacjenci pana Wacława, których namówił na EDK. – Do 20–30 km było w miarę, później zaczęła się górka. I potem każdy kilometr to była męczarnia. Było zwątpienie, rezygnacja, ale była też motywacja, bo cel tak blisko, a ludzie z ośrodka koło mnie. Najgorsze były ostatnie 3 km, kiedy każdy krok powodował ból, jakby się szło po drodze usłanej cierniami – przyznaje Justyna (29 lat).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL