Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Wiktoria znaczy zwycięstwo!

– Zawsze trzymaliśmy się razem i jeden drugiego szanowaliśmy. Wiara w Boga i rodzina zawsze były dla nas najważniejsze – podkreśla Wiktoria Skokowska ze Strzelec Krajeńskich.

Pani Wiktoria jest rówieśniczką Niepodległej. Urodziła się 22 czerwca 1918 roku w miejscowości Krzywce k. Żytomierza (to teren dzisiejszej Ukrainy). Niestety, polsko-sowiecki pokój ryski zawarty w 1921 roku pozostawił te tereny poza wschodnią granicą II Rzeczypospolitej, a mieszkający tam Polacy doświadczyli prześladowań.

Ratujcie naszą rodzinę!

Pomimo upływu lat pani Wiktoria ma wciąż dobrą pamięć. Jej opowieści świadczą o tym, że życie jej nie oszczędzało. – Na początku dobrze nam się powodziło. Ojciec miał ziemię, młyn, gospodarstwo i był bardzo wierzący – opowiada. – Ale to przeszkadzało bolszewikom, którzy zakładali kołchozy. Ojciec był dla nich kułakiem, czyli wrogiem klasowym, i z tego powodu nas grabili. Pamiętam, miałam wtedy 5–6 lat, jak napadli nas w nocy. Powiedziałam od razu do siostry: „Schowajmy się w podpiecku” – i tak zrobiłyśmy. Resztę rodziny powiązali i wrzucili do skrytki na warzywa pod podłogą. Widziałyśmy, jak bolszewicy chodzą po domu i wszystko wynoszą. A jak już sobie poszli, to wyszłyśmy z ukrycia i spod podłogi wydobywał się jęk, płacz i krzyki: „Ratunku, ratunku!”. Pamiętam, że to było już nad ranem, a za oknami było szaro. Okazało się, że oni te drzwiczki zabili gwoździami, więc od razu wybiegłyśmy na zewnątrz i zaczęłyśmy wołać: „Pomocy! Ratujcie naszą rodzinę!”. Sąsiedzi zaraz się zbiegli i uwolnili wszystkich – dodaje.

Ojca już nie zobaczyłam

Po tym wydarzeniu ojciec pani Wiktorii musiał się ukrywać na okolicznych strychach, w stodołach, gdzie się tylko dało. – Ale on miał swoje lata i po pewnym czasie tego ukrywania przyszedł do domu i powiedział, że jedną noc spędzi w domu, bo jest już bardzo zmęczony tym chowaniem się. Pech chciał, że akurat wtedy przyjechało NKWD i zabrało ojca. Powiedzieli, że pojedzie na przesłuchanie i wróci, ale jak go zabrali, to już więcej go nie widziałam – opowiada ze łzami w oczach pani Wiktoria. – Na Syberię zabrali też dwóch moich braci oraz siostrę. Najpierw wzięli jej męża, który był nauczycielem. To był zdolny człowiek. Pamiętam, jak zrobił kiedyś słuchawki do radia i zawołał mnie: „Chodź, posłuchasz w radiu, jak się prawi w Warszawie”. Nie wiedziałam, co to jest, ale założyłam je na uszy i wszystko było słychać. Ale tacy ludzie też przeszkadzali bolszewikom i zabrali go do łagru – dodaje. Władzy przeszkadzało o wiele więcej osób. – Chodziliśmy do kościoła oddalonego o 5 km. A jak wywieźli księży, to i tak ludzie spotykali się na nabożeństwach. Jednak nigdy nie mogliśmy czuć się bezpieczni, bo słyszeliśmy: „Zabierzemy was na Syberię i tam będziecie się modlić” – opowiada pani Wiktoria.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL