Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Fotografia z rodzinnego albumu

– Rodzina w języku kazachskim znaczy „gniazdo dusz”. Te słowa usłyszałam niedawno podczas Mszy ślubnej naszej najstarszej córki Marianny. Oddają one bardzo pięknie, czym jest rodzina i nasza tożsamość – zauważa Marta Małkus ze Wschowy.

Ślub córki stał się dla pani Marty okazją do wspomnień sprzed 84 lat – ze ślubu dziadków. A jest co wspominać! Zacznijmy więc od początku. Helena Kasperska urodziła się we Włoszakowicach 13 maja 1914 roku, natomiast Jan Krzemiński 29 marca 1909 roku w Praszce koło Wielunia jako syn Stanisława i Petroneli z d. Bielawska. Oboje poznali się we Włoszakowicach i pobrali 10 czerwca 1935 roku. – Z czasem wyjechali do Łodzi, gdzie dziadek pracował na poczcie, babcia prowadziła dom i opiekowała się małymi dziećmi, Reginą (ur. 1936) i Zdzisławem (ur. 1938). Mieszkali w kamienicy przy ulicy Przędzalnianej – wyjaśnia pani Marta.

Dziadek nie doczekał

Lato 1939 roku pani Helena z dziećmi spędzała w domu rodzinnym w gospodarstwie we Włoszakowicach, gdzie przyjechała na wakacje. – Dziadek Jan jako pocztowiec był zwolniony z powołania do wojska. Kiedy rozpoczęła się okupacja, przyjechał do Włoszakowic i rozpoczął pracę w Lesznie jako murarz. Czas wojny był niespokojny. W okupowanych Włoszakowicach Niemcy zabierali Polaków do przymusowej pracy w polu – wyjaśnia pani Marta. – Babcia Helenka z samego rana z dziećmi opuszczała mieszkanie, chowała się przed Niemcami. Szukała schronienia daleko od wsi, u przyjaciółki, która mieszkała pod lasem. Wracała dopiero wieczorem, kiedy także Jan był już w domu. Moja mama wspomina ten czas jako trudny, pełen lęków, braku poczucia bezpieczeństwa ze strony Niemców, szczególnie grup młodzieży z Hitlerjugend, które zaczepiały i prowokowały polskie dzieci. Mimo wojny i ciężkiej pracy dziadek Jan codziennie uczył swoje dzieci w domu, zadawał im także zadania z języka polskiego, matematyki i rysunku do wykonania w ciągu dnia, kiedy sam wyjeżdżał do pracy. Narażał się także, zdobywając jedzenie w okolicy, np. u rybaków w Dominicach – dodaje.

Niestety, nie doczekał końca wojny. – W drugiej połowie 1944 roku Niemcy zaczęli szykować się na nadejście zbliżającego się frontu. Jan został skierowany do przymusowych prac przy okopach w Lesznie-Gronowie. Miał pod opieką grupę kobiet. Pewnego dnia wstawił się za nimi i głośno powiedział, że nie można rozliczać ich z wykonanej pracy jak mężczyzn, że są kobietami i nie mają tyle siły – opowiada Marta Małkus. – Następnego dnia aresztowało go gestapo. Początkowo był zatrzymany i przesłuchiwany w Lesznie, a później przewieziony do obozu karno-śledczego w Żabikowie. Przebywał w nim od 26 sierpnia do 7 października 1944 roku. Tam zmarł, pewnie zamęczony, bo miejsce to słynęło z tortur, poniżeń i udręki więźniów – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL