Nowy numer 47/2020 Archiwum

Małżeńska sykomora

„Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu!” – usłyszał celnik Zacheusz od Jezusa Chrystusa. Mówi o tym Ewangelia. A co usłyszeli małżonkowie uczestniczący w rekolekcjach w Otyniu?

Bardzo ważne i potrzebne rzeczy. Niektórzy żałują, że dopiero teraz. – Do dziś jestem w stanie wymienić lewobrzeżne dopływy Wisły, bo o tym mnie uczyli w szkole, ale żałuję, że nie słyszałem tego, czego dowiedziałem się tutaj. Nie musielibyśmy się borykać z różnymi sprawami i można by było je załatwić jakoś prościej, łatwiej – mówi Sławomir Baszko.

Z Anglii i po dwóch ślubach

Sławomir i Iwona zaledwie pół roku temu wrócili z Anglii do Zielonej Góry. Po 12 latach małżeństwa i 12 latach emigracji. Wrócili ze względu na dzieci: 10-letniego Antka i 8-letnią Rozalię. – Chcieliśmy wychowywać je normalnie, w stabilnych moralnie i społecznie warunkach – mówią rodzice. – Widzieliśmy, jak tamta moralność destrukcyjnie wpływa na dzieci. A tu są w szkole katolickiej. W domu słyszą, że Bóg jest, i w szkole też, a my po pół roku już trafiliśmy na rekolekcje. Ładnie się to wiąże – oceniają. Rekolekcje poleciła im nauczycielka z zielonogórskiego „katolika”. Sama też w nich kiedyś uczestniczyła. Są bardzo zadowoleni z usłyszanych i przeżytych treści. – Z dużą łatwością mówili tam o sprawach trudnych, o tym, co wnosimy w małżeństwo ze swoich domów rodzinnych, jak to wpływa na nasze dzisiaj, i o tym, jak rozmawiać z dziećmi. Najpiękniejsza była modlitwa o uwolnienie i długa adoracja, podczas której to, czego nie można zmienić z naszego człowieczego poziomu, mogliśmy oddać Panu – wspomina Sławomir. Zaraz po powrocie wprowadzili pierwsze zmiany w rodzinie. – Usiedliśmy z dziećmi i powiedzieliśmy: ustalamy, że każde z was będzie miało z każdym z rodziców jedną godzinę sam na sam w tygodniu, i to wy będziecie mogli wymyślać, co chcecie robić: spacer, rower, gry. Chodzi o to, by była spełniona zasada uwagi kierunkowej dla każdego dziecka. Reakcja dzieciaków była rewelacyjna. Są przeszczęśliwe – opowiadają rodzice. Mateusz i Kamila Drążewscy z Nowej Soli najpierw zawarli związek cywilny, a dopiero po kilku latach kościelny. – Taka była droga naszego dojrzewania – mówi Kamila.

– Ale od jakiegoś czasu moi rodzice wyczuwali, że potrzebujemy pomocy i że pomoc ludzka to za mało. Sami brali już udział w tych sesjach i zachęcili nas: jedźcie, zobaczcie. Nie buntowaliśmy się, bo dojrzeliśmy to tego, że potrzebujemy wsparcia z góry, że sami sobie nie poradzimy – opowiada.

Podpowiedź rodziców była znakomita, a Bożej mocy Mateusz i Kamila doświadczyli zwłaszcza podczas modlitwy wstawienniczej nad ich małżeństwem. Na rekolekcje pojechali z dwójką pociech: trzyletnim chłopcem i o sześć lat starszą dziewczynką. – Nie chcieli wychodzić z Rekolekcyjnej Strefy Dziecka, a my byliśmy spokojni, wiedząc, że ktoś wspaniale się nimi zajmuje. Gdy tylko wróciliśmy, córka wzięła nasz rodzinny kalendarz i sama zakreśliła datę. Tak więc nie mamy wyjścia. Jedziemy tam znowu! – śmieje się mama.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama