Nowy numer 44/2020 Archiwum

Pandemia nie zabrała nam serca

Ks. Stanisław Podfigórny zauważa, że w czasie epidemii koronawirusa powinniśmy mieć otwarte oczy na drugiego człowieka.

Krzysztof Król: Nasza diecezja już sporo przekazała na pomoc szpitalom. Ile dokładnie?

Ks. Stanisław Podfigórny: Dokładnie 429 tys. złotych. Najpierw bp Tadeusz Lityński zdecydował o przekazaniu 130 tys. złotych na szpitale i hospicja ze zbiórki przeprowadzonej w całej diecezji w ramach Światowego Dnia Chorego. Później księża z całej diecezji, w ramach jałmużny wielkopostnej, ofiarowali kwotę 176 tys. złotych. Kapłani mają świadomość, że na co dzień parafie funkcjonują dzięki trosce finansowej wiernych.

W tej sytuacji, gdy wierni naszej diecezji są w szpitalach, księża oprócz modlitwy w ich intencji nie mogli postąpić inaczej, jak tylko stanąć przy wiernych również z darem materialnym. Jest też trzecia akcja: #WdzięczniMedykom. To projekt ogólnopolski, do którego podeszliśmy regionalnie i zebraliśmy dokładnie 122 tys. 868 złotych i 10 groszy. Zebrane pieniądze przekazaliśmy po równo czterem szpitalom z oddziałami zakaźnymi. Natomiast pieniądze zebrane od księży trafiły do 15 pozostałych szpitali na terenie naszej diecezji. Pandemia dotyka wszystkich nas, i to jest piękne, że nie zamykamy się na drugiego człowieka.

Od początku pandemii szczególnie pomagacie samotnym seniorom. W jaki sposób?

Część osób starszych ma swoje rodziny i sąsiadów, którzy o nich dbają, ale jest wiele osób pozostawionych samym sobie. Szczególnie trudno o nich zadbać w większych miastach, gdzie jest duża anonimowość. Przed świętami przygotowaliśmy przeszło 600 paczek żywnościowych na Wielkanoc dzięki pomocy sieci Lidl, Biedronka, Nestle, a także dzięki wpłatom diecezjan w ramach akcji Bezdotykowa Paczka na Święta. Oprócz tego w Zielonej Górze prowadzimy trzy razy w tygodniu dowóz ciepłych posiłków i paczek żywnościowych do naszych seniorów. Dziś taką pomoc otrzymuje 75 osób. Podobną akcję, razem z władzami miasta, uruchamiamy od 4 maja w Głogowie przy parafii Królowej Polski, gdzie parafialna Caritas prowadzi Kuchnię Brata Alberta dla bezdomnych. To coś więcej niż pomoc żywnościowa. Docieramy do ludzi, którzy są samotni, bo po prostu nikogo z bliskich nie mają. Dzięki temu wiedzą, że szczególnie w tym czasie Kościół o nich nie zapomina i nie są zdani na łaskę losu. Mieliśmy taką sytuację, że jedna pani nagle odmówiła przyjmowania posiłków. Okazało się, że zmarła jej córka, z którą mieszkała. Było jej tak strasznie ciężko, że przestała jeść. Jedna, druga, trzecia rozmowa telefoniczna i ta pani zaczęła normalnie funkcjonować. Rozmowa, szczególnie dla osób samotnych, jest bezcenna, dlatego uruchomiliśmy specjalny telefon dla seniorów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama