Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie spróbujesz, nie dowiesz się

Co powiedzieliby nowo wyświęceni księża komuś, kto poważnie zastanawia się nad wyborem kapłaństwa?

Chociażby to: – Jeśli czujesz, że kapłaństwo to też twoja droga, nie da się tego sprawdzić inaczej, jak tylko na nią wchodząc – podkreśla ks. Dawid Klepusewicz. – Jeśli nie spróbujesz, to się nie dowiesz i całe życie możesz żyć w przekonaniu, że nie jesteś i już nigdy nie będziesz na swoim miejscu – dodaje ks. Paweł Mikołajczak.

Ten ogień wciąż płonie

Do trzeciej klasy gimnazjum nie było go w Kościele. Od niedzielnej Mszy św. ważniejsza była piłka nożna. Wszystko zmieniły przygotowania do bierzmowania. Tak rozpoczyna się historia ks. Łukasza Bajcara z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Szprotawie. – Na jednym z takich spotkań usłyszałem, jak moja koleżanka należąca do oazy zaczęła dzielić się osobistym spotkaniem z Bogiem. Było to dla mnie coś zupełnie nowego, chciałem mieć w sobie to pragnienie życia i ten sam ogień, który widziałem w jej oczach. W wakacje wyjechałem na rekolekcje oazowe. Te dni przewróciły do góry nogami całe moje dotychczasowe życie. Ogień, który do tej pory płonął w cudzych oczach, rozpalił się w moim sercu – zwierza się ks. Łukasz. – Poznanie Boga zaowocowało poznaniem Jego zamiarów dotyczących mojej przyszłości. Kolejne trzy lata przyjaźni z Jezusem utwierdzały mnie w tym, że On zaprasza mnie, by przez kapłaństwo stać się jeszcze bardziej podobnym do Niego – dodaje. Czy przekraczając mury seminarium, musiał powiesić piłkarskie korki na kołku? Nic bardziej mylnego! – W piłkarskich rozgrywkach seminaryjnych wygrywaliśmy z Krakowem, Łodzią czy Poznaniem. Dotarliśmy do finałów Mistrzostw Polski. To niezwykłe. Sportowo w seminarium spełniłem się bardziej, niż grając w klubie – zauważa neoprezbiter. – Dokonało się tutaj jednak coś znacznie ważniejszego. W Paradyżu dojrzewało we mnie to młodzieńcze pragnienie, by poświęcić Bogu wszystko, co mam. Najcenniejsze, co zabieram ze sobą w kapłaństwo, to przyjaźń z Jezusem i przekonanie, że ogień, który zapłonął we mnie prawie dziesięć lat temu, wciąż płonie – dodaje.

Zgoda na odkrycie

Ksiądz Paweł Mikołajczak z parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP we Wschowie podkreśla, że jego powołanie to proces. Na jego kształtowanie mieli wpływ zarówno ludzie, których spotkał, jak i konkretne sytuacje. – Zanim przyszedłem do seminarium, miałem szczęście poznać dobrych księży, którzy zapalili we mnie zainteresowanie liturgią i różnymi zagadnieniami teologicznymi – wyjaśnia neoprezbiter. – Duży wpływ na kształtowanie się mojego powołania miała też grupa Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży przy parafii św. Stanisława Biskupa we Wschowie. To środowisko młodych ludzi, myślących podobnie jak ja, było dużym wsparciem, którego wtedy potrzebowałem. Od dłuższego czasu byłem też w tej parafii ministrantem. Dodając do tego dobre warunki do rozwijania się powołania w rodzinnym domu, mogę stwierdzić, że był to dość podatny grunt, gotowy do zasiania przez Pana Boga ziarenka swojego wezwania, które z czasem zaczęło kiełkować. Mam też oczywiście taki jeden moment, który niezmiennie widzę jako Boże wezwanie, ale dużo ważniejsze jest dla mnie to, ile pewności bycia na swoim miejscu daje mi każda posługa duszpasterska. Bo odkrycie, że Bóg wzywa, to jedno, ale zgoda na podążanie tą drogą to czasem zupełnie co innego – dodaje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama