Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pielgrzymka, pandemia i ślub

Ich plany weselne pokrzyżowała pandemia koronawirusa, ale nie chcieli przekładać zaślubin przed Bogiem, bo bez tego nie wyobrażają sobie wspólnego życia i miłości.

krzysztof.krol@gosc.pl Ona jest fizjoterapeutką, która kocha śpiewać. On – prawnikiem, pasjonatem czytania książek. Jak radzą sobie w czasie epidemii? – Jestem towarzyska, więc dla mnie to trudny czas nie tylko zawodowo, ale też prywatnie, ponieważ nie mogłam spotykać się z rodziną i przyjaciółmi – mówi Urszula Wilk z domu Szocik.

– Z charakteru jestem raczej domatorem, więc epidemia nie doskwiera mi tak mocno – uśmiecha się Mateusz. Co więc połączyło z pozoru bardzo różne osoby? Oczywiście miłość, ale także pielgrzymka.

Zaczęło się od Grodowca

Swoją pierwszą pielgrzymkę Mateusz odbył jako dziecko w wózku pchanym przez mamę. – W moim rodzinnym mieście jest tradycja pieszego pielgrzymowania we wrześniu do sanktuarium Matki Bożej Jutrzenki Nadziei w Grodowcu. To dystans około 20 km – wyjaśnia głogowianin.

– Z całą rodziną szliśmy tam każdego roku, niezależnie od pogody. Jednak prawdziwe pielgrzymowanie zaczęło się, gdy moje starsze rodzeństwo w 2001 roku wybrało się pierwszy raz na pielgrzymkę na Jasną Górę. Słuchając ich opowieści, również chciałem się wybrać na szlak. Pierwszy raz udało mi się pójść dwa lata później, kiedy miałem 12 lat, a w następnym roku po raz kolejny. Wtedy nastąpiła kilkuletnia przerwa i dopiero po drugiej klasie liceum z dwoma kolegami postanowiliśmy, że pójdziemy na Jasną Górę modlić się o pomyślne zdanie matury – dodaje.

Ula niemal całe życie mieszkała w Grodowcu, nad którym góruje sanktuarium Matki Bożej Jutrzenki Nadziei. Każdego roku widziała setki pielgrzymów zmierzających do tego miejsca. – Moja mama przyjmowała pielgrzymów. Chyba z tego powodu obudziło się we mnie pragnienie, aby samej ruszyć na szlak – wyjaśnia. – Chodziłam więc w pielgrzymkach z Głogowa do Grodowca. Jednak te 20 km to było zbyt mało i gdy już osiągnęłam odpowiedni wiek, postanowiłam spróbować czegoś więcej. W 2006 roku pierwszy raz poszłam na Jasną Górę. Potem było jeszcze osiem pielgrzymek do Częstochowy. Ponadto moi przyjaciele z pieszej pielgrzymki zorganizowali kilka lat temu pielgrzymkę rowerową na Jasną Górę i zaproponowali mi udział w niej w charakterze kierowcy i obsługi medycznej. Byłam z nimi już trzy razy – dodaje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama