Nowy numer 49/2020 Archiwum

Zabiegani z przyjaźni

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a nawet w biegu. Dla nich można choćby pobiec na Jasną Górę, i to w trzy dni!

Postawili sobie jasny cel: uproszenie łaski zdrowia dla chorej na nowotwór Eweliny, żony ich duchowego brata ze Stowarzyszenia Katolicka Wschowa. Decyzja spontaniczna, to i na przygotowania nie było dużo czasu, bo tylko dwa tygodnie. Każdy z uczestników wziął na siebie konkretne zadanie. – Jeden robił zaopatrzenie na drogę, drugi organizował auto i koszulki, trzeci zajął się sferą duchową, czwarty opracował trasę i przygotował zaopatrzenie medyczne, piąty kierował, szósty nagrywał, a siódmy wspierał obecnością – wylicza inicjator przedsięwzięcia Jakub Ślipko. – Oczywiście organizacyjnie wsparli nas również przyjaciele, którzy chcieli, ale niestety nie mogli pobiec, oraz ks. Paweł Mydłowski – dodaje.

Łzy napłynęły mi do oczu

Na pokonanie 300-kilometrowej trasy mieli dokładnie trzy dni. I okazało się, że to wystarczyło. – Na trasie i poza nią oczywiście zachowywaliśmy wszelkie środki ostrożności związane ze stanem epidemii – wyjaśnia wschowianin. – Najważniejszym wydarzeniem każdego naszego dnia była Msza św. Zatrzymywaliśmy się również na wspólny Różaniec, Anioł Pański i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Oczywiście wszystko w intencji Eweliny – dodaje.

O pielgrzymce mąż Eweliny – Arek Kuźniacki – dowiedział się podczas spotkania z Kubą i jego żoną Ewą, gdy rozmawiali na temat nowenny pompejańskiej. – Kuba nagle wypalił, że po Bożym Ciele biegnie do Częstochowy w intencji Eweliny. Trudno opisać emocje, jakie towarzyszyły mi w tym momencie, ale byłem ogromnie wzruszony. Łzy napłynęły mi do oczu – zwierza się Arek. – Mamy z żoną to szczęście od Pana Boga, że w życiu postawił nam na drodze tak wspaniałych ludzi. Poznaliśmy ich w Kościele i jesteśmy wdzięczni Panu Bogu za ten dar – dodaje.

Lekcja miłości od przyjaciół

Bliżej terminu pielgrzymki Arek dowiedział się, że z Jakubem pobiegną Maciej i Błażej, Andrzej będzie asekurował cały dystans na rowerze, a Krzysztof poprowadzi auto. – Ponownie poczułem wielkie wzruszenie i ogromną wdzięczność – podkreśla Arek. – Na czas pielgrzymki Ewelina wyszła ze szpitala, a to jest zawsze krótki czas na wspólne chwile. Każdy etap leczenia to pięć tygodni rozłąki. Z tego względu początkowo miałem towarzyszyć pielgrzymom tylko modlitwą, ale razem z żoną stwierdziliśmy, że dołączę do nich na początku, jadąc na rowerze, i ostatecznie wyszło z tego 50 km – uśmiecha się wschowianin, który był też na ostatnim odcinku do Częstochowy. – Bardzo przeżyłem chwilę, gdy dotarliśmy na Jasną Górę. Dopełnieniem była Msza św. przed obrazem Matki Bożej. To wydarzenie jest dla mnie i mojej żony wielką lekcją miłości ze strony naszych przyjaciół. Pan Bóg w trudnym czasie choroby obdarza nas wieloma łaskami – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama