Nowy numer 49/2020 Archiwum

Rower ojca Arkadiusza

Franciszkanin, pasjonat kolarskich ultramaratonów i konstruktor tandemu z bambusa, opowiada o swoich marzeniach i osiągnięciach.

Ojciec Arkadiusz Dąbek posługuje w  zielonogórskiej parafii pw. św. Franciszka z Asyżu. To tu, we franciszkańskim klasztorze, powstało jego niezwykłe dzieło.

Pomysł na cztery osoby

– Chciałem, żeby towarzyszył mi któryś z zakonnych braci – wspomina franciszkanin. – Ale odmówili. Żartem więc zapytałem, czy gdyby w klasztorze był tandem, to poszedłby ktoś ze mną. Odpowiedzieli ze śmiechem, że wtedy tak, bo „ty byś kręcił, a my byśmy tylko siedzieli”. Pomyślałem więc, że zespawam dwa stare rowery, które miałem u rodziców, i nie będzie wymówki. Pojechałem na urlop właśnie z taką myślą. W internecie natrafiłem jednak na zdjęcia rowerów czteroosobowych. To było dopiero coś! Można by pojechać z całą grupą braci! Pomyślałem i… ogłosiłem na Facebooku zbiórkę starych, niepotrzebnych jednośladów. Wiele osób mi pomagało, ale materiału na czteroosobowy rower i tak zabrakło. Zacząłem więc zastanawiać się, z czego innego można by go zrobić. Ku mojemu zdumieniu przeczytałem o ramach z bambusa. Myślałem, że to żart. Ale to była prawda. Z czasem doszedłem do wniosku, że sam mogę to zrobić, i to jeszcze tanio, bo bambus – materiał lekki i wytrzymały – jest o wiele tańszy niż rurki metalowe. Zależało mi też, aby 4,5-metrowy rower był modułowy, żeby można było go spakować do bagażnika. Poza tym gdyby się nie udał, zawsze da się go skrócić. I tak zacząłem. Praca, wykupywana w przerwach od obowiązków, zajęła mi pięć miesięcy.

Bambusowy ścigacz

Skąd takie umiejętności? – Przed wstąpieniem do zakonu skończyłem technikum, uczyłem się obróbki skrawaniem, pracy na frezarkach i tokarkach numerycznych, potem pracowałem trzy lata w Sanockiej Fabryce Autobusów „Autosan” i skończyłem studia inżynierskie na rzeszowskiej politechnice. Mam więc pewną wiedzę i doświadczenie. Poznanie technologii klejenia żywic epoksydowych też nie stanowiło trudności. Majsterkowanie zawsze było moją pasją. A motywacja była wielka. Wiedziałem, że będzie to atrakcja nie tylko dla braci, ale i dla młodzieży. Chciałem też promować kolarstwo – opowiada ojciec Arkadiusz. Skoro powstał rower, potrzebne były próby terenowe.

– Najpierw testowałem sam. Potem jeździliśmy we dwójkę. Okazało się, że konstrukcja jest wytrzymała. Nawet z zakręcaniem było lepiej, niż sądziłem. Ale przy czterech osobach zaczęły się problemy. Skupiłem się na tym, aby rama wytrzymała pół tony, i rzeczywiście rower nie uginał się w dół, ale tracił na sztywności bocznej. Potrzeba było dodatkowych wzmocnień, a te modyfikacje byłyby zbyt poważne. Ostatecznie skróciłem rower do wersji dwumiejscowej. Mam więc zupełnie użyteczny tandem. Udało mi się nawet pojechać nim do rodziców − do Sanoka w Bieszczady, aby pojeździć z kuzynem. We dwóch można rozwijać naprawdę duże prędkości. 10 km po płaskim terenie przejechaliśmy ze średnią prędkością 47 km/h!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama