Nowy numer 49/2020 Archiwum

Z Chorwacji do Polski

Aby wszystko było „jak najlepiej dla Pana Jezusa” – to misja siostry Agaty Zuanič ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, zakrystianki w Rokitnie.

Pracę w zakrystii trzeba rozumieć i kochać. Prosty korporał, na którym kapłan stawia kielich i patenę z Ciałem i Krwią Chrystusa, czy puryfikaterz do oczyszczania naczyń podczas liturgii to nie są zwykłe kawałki płótna.

– Można by pomyśleć, że wystarczy je wrzucić do pralki i od razu wyprać. Ale tam mogą przecież zostać cząstki Ciała Pańskiego i ślady Krwi Pańskiej. Najpierw więc trzeba bieliznę kielichową namoczyć na noc w wodzie, a potem wodę wylać w godne miejsce. I dopiero wtedy prać i prasować korporały i puryfikaterze – tłumaczy s. Agata. Czyste mają być też szaty księży i służby liturgicznej. – Czasem przychodzi jakiś ministrant z pielgrzymki i ma komżę całą wygniecioną. Mówię wtedy, że dam mu naszą, wyprasowaną i czystą. Bo jak może pójść tak służyć przy ołtarzu? Przecież gdyby tu był jakiś człowiek bardzo ważny, prezydent czy ktoś taki, to każdy chciałby być w wyprasowanym ubraniu, pod krawatem itd. A tu służymy Panu Jezusowi. On właśnie ma być bardzo ważny – przekonuje.

Splot spraw

Sanktuarium tętni życiem. – Tu trzeba być zawsze gotowym na wszystko – uśmiecha się s. Agata. Zakrystiance pomaga wikariusz ks. Przemysław Żurakowski, a latem klerycy. – To nie jest tak, że można mieć stały program dnia. Tu może być różnie. Na przykład dziś była Msza już o 7.00, bo przejeżdżała pielgrzymka rowerowa ze Szczecina na Jasną Górę. Różne wydarzenia i grupy wymagają innego przygotowania. Czasem pracujemy do późnej nocy. Musimy być do usług pielgrzymów, bo oni przychodzą do Matki Bożej, a my, pracujący w sanktuarium, mamy im pomóc jak najlepiej się modlić i czuć u naszej Matki – tłumaczy. Zakrystia to też współpraca z ludźmi. – Pomagają przy kwiatach, przy sprzątaniu albo chcą przydać się w czymkolwiek, coś zrobić dla Pana Jezusa. Trzeba pomóc im się zaangażować. Uśmiechem i dobrym słowem. W sanktuarium splatają się sprawy Boże z ludzkimi. – Kiedyś widziałam człowieka, który się modlił. Było mu ciężko. Zrobiło mi się go żal – wspomina s. Agata. – Przyszła mi do głowy pewna myśl: podeszłam do niego i zrobiłam mu krzyżyk na czole. Bardzo mi dziękował i mówił, że właśnie tego potrzebował. Widać ta myśl to było natchnienie od Pana Jezusa. Ten pan zrobił potem własnoręcznie różańce dla każdej z sióstr w naszej wspólnocie. Ludzie przychodzą też do zakrystii, by na przykład zamówić Mszę św. i opowiadają swoje historie, czasami bardzo trudne, i proszą o modlitwę. W tych intencjach z moimi siostrami modlimy się o 15.00, w Godzinie Miłosierdzia – dodaje. W rokitniańskim domu zgromadzenia mieszkają cztery siostry. – Jedna z nas pracuje w kuchni, a dwie starsze siostry nas omadlają, abyśmy miały siłę do pracy – tłumaczy s. Agata, która jest też przełożoną wspólnoty.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama