Nowy numer 48/2020 Archiwum

Stare i nowe

W ostatnim odcinku naszych spotkań odwiedzimy kościół pw. św. Michała Archanioła w Sławie, gdzie grają organy słynnej firmy Schlag und Sohne.

Firma z dolnośląskiej Świdnicy zbudowała te organy w 1913 roku. To instrument pneumatyczny. Ma 21 głosów, dwa manuały i sekcję pedałową o charakterystycznym głębokim brzmieniu głosów. Szlachetna barwa głosów fletowych świadczy zaś o tym, że to organy epoki romantyzmu.

Najpierw stały w miejscowym kościele protestanckim. Do katolickiego przeniesiono je w 1946 roku. Translokacja organów jest zawsze ryzykowna. Nie wiadomo, jak instrument zagra w nowym miejscu. Ale tym razem organy zachowały swe brzmienie, w czym pomaga akustyka kościoła. Po remoncie w 2015 roku to jeden z najlepiej zachowanych instrumentów Schlaga w diecezji. Organista Stefan Jankowski zaczynał od akordeonu i muzyki rozrywkowej, ale od 10 lat gra tu w niedziele. – Rano, po godzinkach, przed Mszą św. śpiewamy różne pieśni liturgiczne. Próbuję wprowadzać te mniej znane: starsze i nowe – opowiada.

A co jest „krzyżem” organisty? – Zimno! Zimą łatwo się przeziębić – nie ma wątpliwości. Pomaga za to nowoczesność. – Teksty pieśni, a nawet zdjęcia, można przesłać z komputera na ekran – demonstruje sprzęt i oprogramowanie. – Ale teczkę z nutami trzeba nosić – dodaje. Niełatwo więc o naśladowców. – Jeśli już ktoś gra na liturgii, to młodzież z oazy. Ale głównie na gitarach – wyjaśnia. Niewielu młodych zna nuty, a tych uczących się gry na różnych instrumentach jakoś do organów nie ciągnie. – Ale myślę, że ktoś to będzie kontynuował – mówi z nadzieją.

Najdroższe dla najważniejszej

Adam Olejnik, Zakład Organmistrzowski „Ars Organum”, Głogusz k. Sulechowa – Wspomnę dziś wielkich organmistrzów związanych z naszym regionem. Najpierw Samuela Gottloba Meinerta. Jego dwa późnobarokowe instrumenty mamy w podzielonogórskich miejscowościach: Świdnicy (1795) i Zatoniu (1799) – są to najstarsze organy naszego regionu. Szczególnym budowniczym organów był też Samuel Ludwig Hartig. Urodził się w 1790 r. w Nowej Soli.

Pierwsze organy Hartiga powstały w 1822 r. w Klępsku, a ostatnie – 46 lat później w Otyniu. Kolejna postać to Wilhelm Sauer z Frankfurtu n. Odrą. Swe największe 56-głosowe, trzymanuałowe organy zbudował dla kościoła św. Jadwigi w Krośnie Odrzańskim. Szkoda, że dziś są niesprawne. Organy to w gruncie rzeczy trwały instrument. Na ogół ich uszkodzenia spowodowane są dewastacją, brakiem pielęgnacji lub niekompetencją osób je naprawiających. A przecież to organy są najkosztowniejszym wyposażeniem kościoła. Warto więc o nie dbać, bo służą one najważniejszemu – liturgii.

Złoty czas improwizacji

Ks. Mateusz Szerwiński, Diecezjalna Komisja Muzyki Liturgicznej i Organów Kościelnych – We wczesnej literaturze organowej znajdujemy dużo drobnych utworów (preludia, preambula), będących wstępami do śpiewów liturgicznych. Zwykle były to improwizacje, które z czasem zapisywano. Dziś to właśnie improwizacja organowa przeżywa swój złoty okres. Są organiści specjalizujący się tylko i wyłącznie w improwizacjach, jak np. prof. Wolfgang Seifen.

Często publiczność na koncertach może podać dowolny tytuł pieśni kościelnej, i na jej temacie artysta oprze improwizację. Organista musi w tym celu doskonale poruszać się w różnych stylach muzycznych, ale to właśnie muzyka tworzona na żywo ukazuje kunszt wykonawców i wyjątkowość instrumentu. Do czołówki polskich improwizatorów należą prof. J. Gembalski, M. Markuszewski, K. Mossakowski czy A. Popławski, ale na szczególną uwagę zasługuje F. Presseisen z Krakowa, który podjął się interesującego projektu improwizacji organowej do niemych filmów. Z improwizacją stykamy się także podczas liturgii, gdy organista wykonuje np. wstęp do pieśni.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama