GN 47/2020 Archiwum

Służba u Pana Boga

„Mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” – słyszymy we fragmencie o synu marnotrawnym. Ktoś powie, że Ewangelia jest nieżyciowa. Jest życiowa, i to jak!

We wniosku o przyznanie dla Ireneusza Majchrzaka odznaczenia „Zasłużony dla diecezji zielonogórsko-gorzowskiej” proboszcz parafii pw. św. Józefa w Zielonej Górze ks. Leszek Kazimierczak napisał m.in.: „Wierzący, praktykujący, troszczący się o więzi rodzinne, posiada powszechny szacunek i uznanie wśród parafian, oddany Kościołowi”. Pan Majchrzak od 23 lat jest w tej parafii kościelnym. Nie byłby nim jednak, gdyby nie Bóg, rodzina i wielu dobrych ludzi, którzy pomogli mu wrócić.

Nie chciała nam dać rozwodu

Spotykamy się oczywiście w zakrystii. – Jak pan tu trafił? – Pan Bóg to ma swoje plany – odpowiada pan Irek z szerokim uśmiechem. Urodził się i wychował w Sulęcinie. – Gdy chodziłem do szkoły średniej, to jeden z księży namawiał mnie i moich rodziców, abym poszedł do seminarium – wspomina. Wybrał jednak inną drogę. Po skończeniu szkoły wyjechał za pracą do Zielonej Góry. Tu poznał swoją przyszłą żonę, z którą zawarł sakrament małżeństwa w 1979 roku. – Miałem wspaniałą żonę, miałem cudowne dzieci i miałem dobrą pracę. Gdzieś po 15 latach małżeństwa wszystko się zawaliło, bo zacząłem pić. Oczywiście, jak to zwykle bywa, zaczęło się niewinnie, od drobnych imprez, a z czasem było coraz większe popijanie, aż do regularnego upijania się. Cały czas myślałem, że to kontroluję i sobie z tym szybko poradzę, ale niebawem okazało się, że wcale niczego nie kontroluję. Przez swoje pijaństwo, które trwało 5 lat, zapomniałem o rodzinie, dzieciach i straciłem pracę – zwierza się zielonogórzanin.

Nie pomagały prośby i łzy chorej mamy oraz chorego taty, a także żony i dzieci, bo alkohol wtedy był dla niego najważniejszy. O mały włos straciłby nie tylko pracę, ale też rodzinę. – Żona miała tego powoli dość i założyła sprawę rozwodową. Proszę sobie wyobrazić, że na drugiej rozprawie sędzina nie chciała nam dać rozwodu, ale dała mi miesiąc, abym zmienił swoje życie. To było dla mnie otrzeźwienie. Chciałbym podziękować pani sędzinie, bo ona dała mi szansę i uwierzyła we mnie. Pamiętam, że nawet powiedziała, że jest pewna, że dam sobie radę – opowiada.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama