GN 47/2020 Archiwum

Księże, nudna ta Msza!

Sport i liturgia. Okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego. I rację miał św. Paweł, pisząc: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”.

Ze sportem ks. Tomasz Sałatka był związany praktycznie od zawsze. Już w szkole podstawowej uprawiał różne dyscypliny. – Trzy lata temu, jadąc samochodem, usłyszałem w radiu o triatlonie w Wolsztynie.

Pomyślałem sobie, że może to dobre wyzwanie dla mnie, i zacząłem regularnie biegać, jeździć na rowerze i pływać – opowiada proboszcz parafii pw. św. Józefa w podzielonogórskim Zaborze. – Rok trenowałem i w ubiegłym roku wystartowałem w Mietkowie. Musiałem przepłynąć 850 metrów, przejechać 40 km na rowerze i przebiec 10 km. Byłem też na dystansie o połowę krótszym w Sławie. Oczywiście zanim wystartowałem, korzystałem z rad specjalisty – dodaje.

Potem Ironman

Szybko okazało się, jak ważne jest tu doświadczenie. – Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła w trakcie pływania, to wysoka fala – trzeba umiejętnie nabierać powietrza. Trzy razy zakrztusiłem się wodą, co, jak się okazuje, jest dość powszechne u początkujących triatlonistów – zauważa proboszcz z Zaboru. – Z jazdą na rowerze i bieganiem nie było większego problemu. Oczywiście staram się do tego podchodzić roztropnie, bo zacząłem biegać dopiero po czterdziestce – dodaje. Ale do pokonania triatlonu nie wystarczy dobrze pływać, biegać i jeździć. – Podczas zawodów trzeba ciągle się dożywiać i dobrze nawadniać. Najczęściej pijemy, gdy chce nam się pić, a okazuje się, że to za późno podczas zawodów długodystansowych. Kwestia odżywiania jest też ważna, bo trzeba zredukować masę, nie przez odchudzanie, ale raczej przez racjonalne żywienie. W przeciwnym razie przy wysiłku organizm będzie spalał mięśnie – wyjaśnia ks. Tomasz. Trzeba także umiejętnie rozłożyć wysiłek. Proboszcz z Zaboru przekonał się o tym na ostatnim triatlonie. – Pływanie i jazda rowerem poszły mi bardzo dobrze, ale na bieganiu wszystko musiałem „oddać” i poszło dramatycznie – przyznaje ze szczerością. – Traktuję to jako zbieranie doświadczenia, żeby za dwa lata poradzić sobie w Ironmanie. Tu jest 3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i maraton – 42,195 km biegu. To wszystko domaga się systematyczności i trzeba znaleźć czas na aktywność fizyczną sześć razy w tygodniu, a przy obowiązkach duszpasterskich wcale nie jest to takie łatwe. Korzystam też z rad trenera, ponieważ chcę uniknąć błędów. Przykładowo na początku myślałem, że po każdym wysiłku będę skonany, a okazuje się, że większość treningów w tygodniu jest spokojna, a tylko jeden bardziej intensywny – dodaje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama