Nowy numer 3/2021 Archiwum

O raju nie da się zapomnieć

Dr Wojciech Weryszko opowiada o rodzinnych stronach, latach powojennych i pielęgnowaniu tradycji.

Krzysztof Król: W tym roku mija 75 lat od przesiedlenia mieszkańców Polesia na tereny zachodniej Polski. Niestety z powodu pandemii musieliście odwołać konferencję na ten temat. Chcąc poznać Waszą historię, warto obejrzeć film nakręcony przez Towarzystwo Miłośników Polesia i Białkowa pt. „Polesie – raj utracony”. Faktycznie to był raj?

Dr Wojciech Weryszko: Tak. Raj utracony. Polesie tak właśnie zostało zachowane we wspomnieniach, jako raj. Życie toczyło się tam w zgodzie z naturą. To pory roku dyktowały obowiązki w polu i zagrodzie. Nawet już po przesiedleniu do Białkowa niektórzy rodzice mawiali do swych dzieci zatrudnionych w PGR-ach: „Zobaczcie, wy pracujecie nawet w niedziele i nie nadążacie, a my świętujemy nie tylko w niedziele, ale i w inne święta, a ze wszystkim nadążamy”. Natura ze swym zdrowym klimatem, śpiewem ptaków czy groźnym wyciem wilków była tuż za stodołą krytą strzechą. Domy były małe, drewniane, ale przytulne i zdrowe, suche i ciepłe zimą. Nie tak jak dziś w Białkowie. Ale ta tęsknota za rajem utraconym była podszyta lękiem przed sowiecką Rosją, która jeszcze wiele lat po wojnie walczyła na Polesiu ze wszystkim, co miało związek z polskością. A polskość to przede wszystkim była wiara katolicka.

Dokąd trafili Poleszucy?

Najpierw 23 czerwca 1941 roku Polacy z takich wiosek jak Petelewo czy Rehacze (Rogacze) mieli być wywiezieni na Sybir. Atak Niemiec na ZSRR z 22 na 23 czerwca 1941 roku pokrzyżował sowieckie plany. Ale w 1944 roku stare lęki i rany otworzyły się ponownie. Dlatego też Polacy z Polesia zdecydowali się na wyjazd do Polski, gdy tylko powstała ku temu możliwość po porozumieniach jałtańskich i poczdamskich. Wyjeżdżali z nadzieją, że wrócą. Część po drodze odłączyła się w Poznaniu i skierowała w okolice Tuczna, Strzelec Krajeńskich i Koszalina. Ale większość jechała do końca, do ostatniego przystanku przed granicą. Nie wiadomo dlaczego. Tu im kazano szukać sobie wsi. Nasi, gdy ujrzeli Białków z kościołem pośrodku, od razu zdecydowali się pozostać i zaczęli zajmować domy wokół kościoła: Petelowcy od strony północnej, Radkiewicze – od południowej. W Białkowie osiedlili się w zasadzie wszyscy mieszkańcy Petelewa i Rehaczów oraz pojedyncze rodziny z Uhlan, Siehniewicz, Podjabłyni, Placencji, Michnowicz, Sielca, Utran i Chomiczów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama