Nowy numer 3/2021 Archiwum

Prawdziwe życie wymaga zaangażowania

Kleryk Oskar Sosna zachęca do pomocy w placówkach medycznych, bo miejsca takie jak szpitale czy Domy Pomocy Społecznej czekają na nasze konkretne wsparcie.

Krzysztof Król: Skąd ta decyzja, by pomagać w szpitalu przy chorych na COVID-19?

Kl. Oskar Sosna: Odpowiedziałem na apel wielu ludzi, którzy głośno mówili o potrzebie pomocy w placówkach covidowych. Czułem, że powinienem się zgłosić. Jako oblat szczególnie mam odpowiadać na naglące potrzeby ubogich. W pierwszych latach istnienia naszego zgromadzenia (w XIX w.) kilku z moich współbraci poniosło nawet śmierć, zarażając się od chorych, którym z poświęceniem posługiwali. Do zaangażowania się miałem sprzyjające okoliczności, ponieważ w tym roku przeżywam staż pastoralny w domu zakonnym Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Gorzowie Wielkopolskim i nie mam wykładów. Mój przełożony o. Piotr Osowski OMI spytał, czy nie chciałbym zgłosić się do pomocy. Już samo to pytanie uznałem z radością za zgodę. Domownicy przejęli moje obowiązki oraz wspierają mnie modlitwą. Przez pośrednictwo ks. Tomka Duszczaka, który jest duszpasterzem chorych i służby zdrowia w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, trafiłem do Torzymia.

Towarzyszył strach?

Nie. Kiedy przestrzega się zaleceń sanitarnych, to naprawdę nie ma się czego bać. Bardziej czułem podekscytowanie związane z nową posługą.

Co wchodzi w zakres obowiązków?

W czasie dyżuru pracuję na jednym z trzech pięter szpitala. Na każdym z nich leczy się około 25 pacjentów. W większości są to osoby starsze. Jako opiekunowie po pierwsze dbamy o zaspokojenie ich potrzeb fizjologicznych. Część z nich trzeba nakarmić, a innych dobrze usadzić czy ułożyć. Zmieniamy im bieliznę, piżamę, pościel itp. Niektórym chorym pomagamy zażyć leki. Oprócz tego pomagamy pielęgniarce w podstawowych badaniach. Wspieram też techników w wymianie butli z tlenem, którego używa większość pacjentów. Zdarza się, że idę do przyjęć tzw. „pozytywnych” albo odprowadzam „negatywnych” do ich bliskich czy żołnierzy transportujących pacjentów np. z DPS-ów. Często, gdy ktoś umrze, jestem wołany do pomocy, aby przenieść ciało do czarnego worka. Te sytuacje wykorzystuję, aby nad zmarłym się pomodlić, zamknąć mu oczy, zrobić znak krzyża na czole czy skrzyżować ręce. W miarę możliwości z personelem medycznym staramy się otoczyć zmarłego modlitwą i oddać go w ręce kochającego Boga. Oczywiście nie pracuję non stop. Jest czas na odpoczynek, rozmowę z koleżankami, kolegami i pacjentami z oddziału. Ten czas bardzo sobie cenię. We wspólnocie łatwiej i owocniej przeżywa się taką posługę. Wieczorem, w miarę możliwości, uczęszczam na Mszę św. i oddaję cały ten czas i ludzi Bogu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama