GN 2/2021 Archiwum

Jak to co? Kochać mnie!

Mówią, że czują się tu jak w domu. Kolejny banał? Ale dla nich taki dom to zarazem okno na świat.

W tym roku uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej przy parafii pw. św. Maksymiliana w Gorzowie Wlkp. mieli uczcić ćwierć wieku istnienia swej przystani. Niestety, wszystko pokrzyżowała pandemia, która mocno ogranicza też codzienną działalność warsztatu. Ale na świętowanie jeszcze przyjdzie czas, a na razie warsztat ma odnowioną siedzibę, którą 7 grudnia poświęcił bp Tadeusz Lityński.

Nie wyobrażam sobie życia

Od początku placówkę prowadzi Stowarzyszenie Rodzin Katolickich. Pierwszym kierownikiem była wspominana do dziś śp. Stefania Hejmanowska. – Przez te ćwierć wieku przewinęło się tu ok. 200 uczestników. Mam nadzieję, że przez kolejne lata będzie ich dużo, dużo więcej – mówi Tadeusz Horbacz, kierownik WTZ. Przyznaje, że tutaj uczy się pokory. – Nie myślałem, że będę pracował z ludźmi niepełnosprawnymi intelektualnie. Przyznam, że nawet się bałem, a dziś nie wyobrażam sobie bez tego życia – dodaje.

Kronika 25 lat WTZ to mnóstwo wydarzeń – występów, wycieczek, imprez czy zawodów sportowych, ale przede wszystkim codzienna żmudna praca w pracowniach. – Nasi uczestnicy nabywają tu wielu różnych umiejętności potrzebnych w życiu. Uczą się przygotowywać posiłki, przyszywać guziki, malować, haftować, przybijać gwoździe i obsługiwać komputer. W dziewięciu pracowniach poznają swoje możliwości i odkrywają talenty. Rozwijają swoje mocne strony i wzmacniają sfery zaburzone – wyjaśnia Tadeusz Horbacz.

Przez siedem godzin w ciągu dnia 45 niepełnosprawnych korzysta z zajęć w pracowni rękodzieła, umiejętności społecznych oraz pracowni rehabilitacyjnej, technicznej, krawieckiej, plastycznej, wikliniarsko- -teatralnej, kulinarnej i komputerowej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama