Nowy numer 38/2021 Archiwum

Ostatnie pożegnanie Księdza Profesora przejdź do galerii

Mszy św. żałobnej w intencji zmarłego ks. prof. Zdzisława Chlewińskiego 30 czerwca w kościele seminaryjnym w Gościkowie-Paradyżu przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Kapłan diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i wybitny profesor KUL-u spocznie w Lublinie.

Emerytowanego kapłana diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i wieloletniego profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego żegnano w paradyskiej siedzibie Wyższego Seminarium Duchownego, gdzie był wykładowcą psychologii i spędził ostatnie lata życia, aż do śmierci 24 czerwca. – Stajemy dziś w gronie kapłańskim jako wychowankowie, którzy mieliśmy to szczęście poznać osobiście, rozmawiać, ale przede wszystkim korzystać z mądrości, którą w sposób pokorny i skromny ksiądz profesor dzielił się ze studentami – mówił na wstępie Mszy św. bp Tadeusz Lityński. – Dziś dziękujemy Panu Bogu za to życie, za wszelką kapłańską posługę, pracę naukową i wychowawczą, za dzieło, które odbieramy jako szczególny dar nie tylko dla Kościoła w diecezji i w naszej ojczyźnie, ale i poza jej granicami – dodał.

Ostatnie pożegnanie Księdza Profesora   Ks. prałat prof. dr hab. Zdzisław Chlewiński (1929 - 2021) był kapłanem diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, profesorem nauk humanistycznych, pedagogiem i psychologiem o specjalności procesy poznawcze i psychologia eksperymentalna. Krzysztof Król /Foto Gość

Homilię wygłosił ks. dr Bogusław Grzebień, wykładowca seminarium. Przedstawił w niej sylwetkę zmarłego. – Ksiądz profesor napisał książkę o wspomnieniach ze swojego dzieciństwa, opisując trudny los, który spotkał nie tylko jego rodzinę, ale też wielu mieszkających wówczas na Wileńszczyźnie – mówił kaznodzieja. – Opisywał tragiczne losy mordowanych ludzi, losy sprzedawanych ludzi i w tym wszystkim, na co patrzył wokół, rodziło się powołanie, by być pomiędzy ludźmi. Później kiedy los go postawił na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim jako profesora, był pomiędzy ludźmi i dla ludzi. A kiedy był już tu, w seminarium, odwiedzali go ludzie z całego świata – dodał. Obecność księdza profesora w seminarium była ważna dla mieszkających tu alumnów. – Klerycy pomagali mu wejść po schodach czy znosili na wózku inwalidzkim. Wielu mu pomagało i opiekowało się nim jak swoim ojcem, a on dzielił się swoją mądrością. Choć skromny, zawsze był pełen humoru – mówił ks. Grzebień. – Kiedyś klerycy przenosili po schodach szafę, a on przystanął obok i zapytał, czy w czymś może pomóc. A przecież sam już wtedy ledwo chodził – przypomniał anegdotę i podziękował też paniom, które w ostatnich latach opiekowały się słabnącym coraz bardziej księdzem profesorem.

Kaznodzieja nawiązał też do nazwy Paradyża, która pochodzi od łacińskiego słowo „paradisus”, co znaczy „raj”. – Pan Bóg postawił go w tym miejscu, gdzie wielu z nas przygotowywało się i odchodziło z raju do życia. Jego droga wyglądała odwrotnie: przyszedł tu, do raju, by stąd odejść do domu Ojca. Niewielu ma takie szczęście, by kończyć swoje seminarium życia w seminarium w Paradyżu – mówił.

« 1 2 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama