Nowy numer 38/2021 Archiwum

Maryjne zawierzenie motocyklistów w Grodowcu

Grodowiecki Zlot Motocyklowy odbył się 25 lipca po raz 8. W sanktuarium Matki Bożej Jutrzenki Nadziei były Msza św., błogosławieństwo kierowców i pojazdów oraz grill.

Liturgii przewodniczył ks. Marcin Kliszcz, kustosz sanktuarium. - Wiemy dobrze, że na drodze nigdy nie jesteśmy sami - mówił w homilii. - Nawet jeśli się nam tak wydaje, to nagle się pojawia ktoś inny, czasami znienacka. Warto uczyć się więc wzajemnej życzliwości - zwracał się do kierowców samochodów, motocyklistów, rowerzystów i pieszych. - Ale to dotyczy każdego. To wzajemna życzliwość i dobroć, gotowość do ustąpienia drogi, zrobienia miejsca dla drugiego - podkreślał, zachęcając do gestów dobroci i przyjaźni nie tylko na drodze.

Akt zawierzenia Matce Bożej Jutrzence Nadziei w imieniu motocyklistów odczytał Krzysztof Betka, lider Klubu Motocyklowego "Cuprum Riders". W słowach zawierzenia wybrzmiała świadomość, że życie jest drogą, a zlot taki jak ten to przystanek w drodze do wieczności. Motocykliści przed obliczem Pani Grodowieckiej dziękowali za przejechane kilometry, prosili o błogosławieństwo na dalszą drogę i pomoc w tym, aby nie opuścić nigdy nikogo, kto na tej drodze znajdzie się w potrzebie. Przed zakończeniem Mszy św. K. Betka podziękował za 8 lat istnienia klubu i za wspólne pielgrzymowanie. - Czas odpocząć. To mój ostatni zlot w tej roli - mówił, zapowiadając przekazanie klubowej kierownicy.

Maryjne zawierzenie motocyklistów w Grodowcu   Ks. Tomasz Gierasimczyk /Foto Gość

Po Mszy św. było błogosławieństwo motocykli. Przyjechali właściciele harleyów, yamah, hond oraz motocykli zabytkowych, a nawet sentymentalnych, bo chyba tak można powiedzieć o poczciwych wueskach i motorowerze marki Romet. - Ta pielgrzymka to już nasza tradycja - mówi Leszek Zacharzewski. Głogowianin przyjechał trajką, czyli motorem na trzech kołach. - To maszyna własnej produkcji, trajka składana ze złomu - mówi. - Dawcą silnika był opel astra. Pojemność 1,6 litra pojemności. Napęd jest ten sam, co w samochodzie, tylko reszta jest zmieniona. Jechałem tym 180 km/h. Strach jechać! Ręce i głowę może urwać! - opowiada konstruktor.

« 1 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama