Nowy numer 25/2022 Archiwum

Do znudzonych śpiewem suplikacji

Ostatnie dwie Wielkanoce przeżywaliśmy w cieniu pandemii. Z rozmaitymi obostrzeniami i limitami. Za pierwszym razem – wręcz drakońskimi, właściwie uniemożliwiającymi udział w liturgii niemal wszystkim wiernym.

Rok temu – już znacznie mniej dotkliwymi, ale wciąż jeszcze przeszkadzającymi w swobodnym świętowaniu. Teraz mamy w końcu Wielkanoc bez obowiązkowych maseczek, dystansu, limitów wiernych w kościołach.

Można by powiedzieć, że wróciliśmy do normalności. A jednak nie do końca. Cień pandemii został natychmiast zastąpiony innym złowrogim cieniem – cieniem wojny. Co prawda toczy się ona za granicą, ale na tyle blisko, że budzi uzasadniony niepokój. Świętujemy więc Wielkanoc, lecz już trzeci rok z rzędu obok paschalnego „Alleluja” śpiewamy również suplikacje. Rok i dwa lata temu wołaliśmy o wybawienie „od powietrza”. Teraz – „od wojny”. Co gorsze? Wróg niewidzialny czy widzialny? Przyroda czy człowiek? Biblijny król Dawid, gdy miał wybierać między głodem, wojną i zarazą, wybrał jednak zarazę. Chociaż był fachowcem, jakich mało w wojennym rzemiośle, powiedział: „Niech wpadnę raczej w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie, ale w ręce człowieka niech nie wpadnę” (1 Krn 21,13). W czasie zarazy nie byliśmy zbyt wytrwali w śpiewaniu suplikacji. Niektórym szybko się znudziły i woleli je zamienić na jakieś weselsze pieśni. Także i teraz nie wszędzie wezwanie do śpiewania suplikacji podjęto. Jasne, że pokutować nikt nie lubi. Może jednak warto to robić. W końcu są znacznie gorsze utrapienia niż śpiewanie suplikacji. I żeby na nas nie przyszły, warto trochę pomęczyć się śpiewaniem.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama