Nowy numer 39/2022 Archiwum

Najważniejsi są ludzie

W Lubuskiem ruszyła druga edycja rajdu „Moja mała Ojczyzna”. Uczestnicy odkrywali piękno i historię naszego regionu.

Inicjatywa wywodzi się z misji Międzynarodowego Rajdu Katyńskiego „Kocham Polskę i Ty ją kochaj”. – Pomysł pojawił się na 20. Rajdzie Katyńskim, który w pandemii nie mógł wyruszyć poza granicę naszego kraju.

Pojechaliśmy więc dokoła Polski, odwiedzając miejsca związane z Katyniem – wyjaśnia Katarzyna Wróblewska, prezes Fundacji Rajd Katyński i komandor rajdu „Moja mała Ojczyzna”. – Okazało się, że inicjatywa, która miała być czymś zastępczym, zrobiła wśród motocyklistów wielką furorę. Wielu na nowo odkryło piękno polskiej ziemi. Tak naprawdę istnieje potrzeba pokazywania Polakom ich własnej ziemi. Wtedy wymyśliłam rajd lżejszy w formie, na który ojcowie czy matki mogą zabrać swoje pociechy i ruszyć w Polskę – dodaje.

Reklama historii Polski

Tegoroczny rajd odbywał się od 30 lipca do 7 sierpnia na ziemi lubuskiej. Bazę stanowił Świebodzin, z którego motocykliści ruszali codziennie w innym kierunku. – To ziemia z niesamowitą historią i trudnym doświadczeniem. Niezwykle urokliwa i warto, aby ludzie ją poznali i chcieli tutaj wracać ze swoimi rodzinami – tłumaczy komandor. – W tym roku wszystko odbywa się pod hasłem: „Ziemia lubuska – miłość, smak i tajemnica”. Miłość, bo wciąż chcemy się jej uczyć i czerpać ją od tutejszych mieszkańców. Smak, bo chcemy poznać specyfikę tutejszej kuchni, ale także piękno tej ziemi. Na koniec – tajemnica, bo nie brakuje na tym terenie tajemnic – dodaje.

W rajdzie wzięli udział motocykliści z różnych stron Polski. Niektórzy przyjechali aż spod Łodzi. – Od paru lat jesteśmy związani z Rajdem Katyńskim – wyjaśnia Ola Leśkiewicz. – To niesamowita sprawa, bo uczestnicząc w nim, robimy w pewnym sensie reklamę historii Polski. Kiedy ludzie widzą kilkanaście motocykli podjeżdżających pod historyczny pomnik, jak chociażby dziś pod pomnik „Inki”, czyli Danuty Siedzikówny, w Krzeszycach, to zaczynają się interesować: Kto to? Po co? To piękny sposób promowania historii – dodaje.

Uczestnikom rajdu towarzyszył ks. Piotr Franek z Kapłańskiego Klubu Motocyklowego „God’s Guards”. – Zaczęliśmy Mszą św. w Rokitnie i skończymy Mszą św. w Rusinowie, gdzie zaprosiłem motocyklistów na odpust. Rajd ma też charakter religijny – wyjaśnia nieformalny opiekun duchowy wydarzenia. – Oczywiście na trasie zwiedzania nie zabraknie Paradyża – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy