To będzie – jak głosi tytuł – smutny komentarz. W momencie, gdy go piszę, stan rekrutacji na oba kierunki studiów prowadzone na naszym Wydziale Teologicznym w Szczecinie: teologię i nauki o rodzinie nie napawa radością. Przypuszczam, że – niestety – podobnie będzie także w momencie, gdy będziecie ten komentarz czytać. Obym się mylił! Nie ma chętnych na studiowanie teologii – ani świeckich, ani przyszłych duchownych. Powodów zapewne jest wiele. Jednym z nich jest na pewno kryzys wizerunkowy instytucji Kościoła, na co młodzi ludzie są bardzo wyczuleni. Przyznaję, że mnie osobiście – wyrażę to nieco kolokwialnie – Kościół kręci o tyle, o ile. Kręci mnie za to Pan Bóg, kręci mnie Chrystus. Niestety, polski dyskurs publiczny zdominowany został kwestią Kościoła, a nie Pana Boga. Umysły dyskutantów rozpalają przewidywania kolejnych nominacji biskupich, a nie fakt, że coraz więcej ludzi umiera bez sakramentów świętych, a nowa ewangelizacja dawno się zestarzała. Tymczasem w mediach donoszą o renesansie wiary we Francji czy w krajach skandynawskich. Ciekawe, kiedy ten renesans dotrze do nas? Ktoś może mi zarzucić, że tego komentarza i tak czytać nie będą ewentualni kandydaci na studia teologiczne. Może i nie. Ale będą czytać inni. I może dobrze byłoby sobie postawić pytanie: kiedy ostatni raz Pan Bóg zaprzątał nasze myśli i nasze rozmowy?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł