Dwa lata temu nowotwór zabrał mu córkę Natalię, a rok temu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, żonę Bożenę. – Byłem zdruzgotany i czułem, że staczam się do jakiejś czarnej dziury. Zostałem sam w czterech ścianach i po prostu nie wiedziałem, co zrobić. Poczułem, że muszę się z nich wyrwać i coś ze sobą zrobić – zwierza się Sławomir Szylkin z Zielonej Góry.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








