• facebook
  • rss
  • Oaza. Lubię to

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 27/2012

    dodane 05.07.2012 00:15

    Zdziwią się ci, którzy przed laty wieszczyli śmierć oazy. Oazowicze zaangażowani są w ogromne projekty ewangelizacyjne, zwołują się na spotkania na Facebooku i coraz częściej mówią po słowacku, ukraińsku, a nawet chińsku.

    Krakowskie Błonia, 18 sierpnia 2002. ostat- nia pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Gdy po modlitwie „Anioł Pański” tłum młodych zaczął spontanicznie śpiewać „Barkę”, do mikrofonu podszedł jeden z księży prowadzących spotkanie i głosem nieznoszącym sprzeciwu rzucił: „Oaza niech się uciszy”. Nie poskutkowało. „Oaza niech się uciszy” – powtórzył. I wówczas głos zabrał sam papież: „Chcę powiedzieć, że właśnie ta oazowa pieśń wyprowadziła mnie z ojczyzny przed dwudziestu trzema laty. Miałem ją w uszach, kiedy słyszałem wyrok konklawe. Z tą oazową pieśnią nie rozstawałem się przez wszystkie te lata”. Minęło 10 lat. Czy oaza się uciszyła? Przebudzenie? „Duch wieje, kędy chce".

    Tego dnia chciał wiać w warszawskich Siekierkach. Gdy Antonello Cadeddu i Enrique Porcu – włoscy kapłani posługujący na co dzień w slumsach São Paolo nakładali na ludzi ręce, w dusznym kościele zerwał się wiatr. Chorzy wstawali z miejsc, a ludzie w depresji płakali. Ze szczęścia. Ktoś, kto znalazłby się w kościele, mógłby pomyśleć, że to czuwanie Odnowy w Duchu Świętym. Tymczasem Kongres Ewangelizacyjny zorganizował… Ruch Światło–Życie. Większość z kapłanów, którzy modlą się w tłumie, to oazowicze. Czy ks. Blachnicki tęskniący za nowym wylaniem Ducha przewraca się w grobie? Jeśli tak, to z radości. Tańczy brazylijską sambę” – pisałem 14 czerwca 2010 r.

    Chorzy odzyskują zdrowie. Kobiety katujące się po doświadczeniu aborcji słyszą, że ich dzieci modlą się właśnie za swe mamy. Demony wychodzą z wielkim rykiem. To, co zobaczyłem na Tyskich Wieczorach Uwielbienia, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Czuwanie przygotowała diakonia modlitwy Ruchu Światło–Życie” – pisałem 27 października następnego roku. Na ostatnich Tyskich Wieczorach Uwielbienia wielotysięczny tłum nie mieścił się w ogromnym kościele Karoliny Kózkówny.

    Spora grupa na zewnątrz oglądała akcję liturgiczną na monitorach. Oaza uczestniczyła również w zorganizowanych z wielkim rozmachem ewangelizacjach w Koszalinie (pisaliśmy o niej przed miesiącem) czy Łodzi (grupa animowana przez ks. Michała Misiaka). Dlaczego Ruch Światło–Życie coraz częściej angażuje się w wielkie ewangelizacyjne projekty? – Myślę, że to duchowe przebudzenie jest konsekwencją modlitwy z 2009 roku – uważa ks. Adam Wodarczyk, moderator generalny Ruchu

    . – Modliliśmy się słowami Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Czuliśmy, że trzeba powtórzyć te słowa, przeżyć je jeszcze raz. Zorganizowaliśmy w Warszawie pielgrzymkę Ruchu Światło–Życie, zaprosiliśmy inne wspólnoty. 6 czerwca 2009 r. na placu Piłsudskiego postawiono ogromny papieski krzyż. Modlił się z nami śp. prezydent Lech Kaczyński. Poszliśmy tam z wiarą, prosząc, by powtórzyło się to, co wydarzyło się 30 lat wcześniej. Myślę, że to, co dzieje się z oazą w Polsce i na świecie, jest konsekwencją tego wołania. Jeśli się z wiarą o coś prosi, to to się dokonuje.

    W 2008 roku modliliśmy się o to, by Ruch zaczął posługiwać w Chinach, a już rok później do Krościenka przyjechała pierwsza ekipa z tego kraju. W ubiegłym roku w Chinach wystartowała jedna oaza letnia, w tym roku już trzy. W Chinach prowadziłem szkolenia dla zainteresowanych Ruchem Światło–Życie księży i sióstr zakonnych. Uczestniczyło w nich aż 150 osób! W tym samym czasie oaza zaczęła się również rozwijać na Filipinach. Struktury Ruchu działają również w Turkmenistanie czy Pakistanie. Oazowicze z Pakistanu Gdy przed dwoma laty odwiedziłem centrum oazy w Krościenku, w kaplicy na Kopiej Górce modlili się oazowicze z Kenii, Mołdawii, Pakistanu i Chin.

    Łamali sobie języki, wymawiając: Kro-szcze-nko nad Du-naj-czem. Nazwy pobliskiej Szczawnicy nie odważali się nawet wypowiadać. Rozpoczął się pogodny wieczór. Oazowicze z Kenii rytmicznie wybijali rytm na bębenkach. Wszyscy ruszyli do tańca. Tylko Pakistanka Naomi stała z boku. – Obraziła się? – zachodzili w głowę organizatorzy. Okazało się, że Naomi jako niezamężna kobieta nie może tańczyć z obcymi mężczyznami. Razem ze stojącym obok niej Yaqoobem, oazowiczem z Pakistanu, na co dzień angażuje się w pomoc najsłabszym i najuboższym. Gdy w 2009 roku muzułmanie spalili około 250 domów chrześcijan w Koriyan i Gojra, organizowali żywność, ubrania i przybory szkolne dla tamtejszych dzieci. – W połowie marca prowadziłem rekolekcje w Kaliszu – opowiada ks. Wodarczyk. – Rzuciłem: „Jedynym kontynentem, na którym nie zaszczepiła się jeszcze oaza, jest Australia, Pomódlmy się w tej intencji…”. Po miesiącu dostałem mejl od jakiegoś księdza. Nie znaliśmy się.

    Prosił, bym pomógł mu założyć strukturę Ruchu Światło–Życie… w Australii. Poleciałem. I powstała kilkudziesięcioosobowa wspólnota. „Chcieliśmy się spotykać – usłyszałem – ale nie wiedzieliśmy jak. Nie mieliśmy programu. Oaza dała nam konkretną propozycję formacji”. Na spotkaniu podeszło do mnie młode małżeństwo z wysp Samoa. Kobieta mówi: „Znam trzy słowa po polsku”. Myślałem, że wypali jakieś „dzień dobry” czy „dziękuję”, a ona powiedziała „Jezu, ufam Tobie”. „Te słowa – wyjaśniła – ratują mi życie”. I pokazała ramię, na którym wytatuowała sobie tę dewizę. Oaza rozwija się w krajach, gdzie chrześcijanie przelewają za wiarę krew. To nowy rys założonego przez ks. Blachnickiego Ruchu. Usłyszałem historię pewnego małżeństwa, które przyjechało do Australii z Indii. Przez lata byli prześladowani za wiarę. Opowiadali mi takie rzeczy, że włosy stawały dęba. Uzbrojeni oprawcy wdarli się do ich domu. Rodzina uciekła do ostatniego pokoju – do sypialni. Wisiał w niej ogromny obraz „Jezu, ufam Tobie”.

    Zepchnięto ich (dwoje dorosłych i dwójkę dzieci) pod ten obraz. Do sypialni wtargnęło dziesięciu oprawców. Wyciągnęli karabiny. Opierająca się o obraz Jezusa Miłosiernego przerażona rodzina żegnała się z życiem i robiła błyskawiczny rachunek sumienia. Nagle po dwóch, trzech minutach wszyscy bandyci opuścili broń i jeden po drugim wyszli z pomieszczenia. „Jezus podarował nam życie” – opowiadała mi wzruszona kobieta. „Udało się nam wyemigrować do Australii. Nie dostawaliśmy tu prawa stałego pobytu. Nie było szans na to, by nam je przyznano. W akcie desperacji pomodliliśmy się do Jana Pawła II i niespodziewanie po tygodniu przyszło pozwolenie”. Ks. Blachnicki osiadł w Karlsbergu między innymi dlatego, że odczytywał to jako wezwanie, by rozwijać ruch za granicą.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół