• facebook
  • rss
  • Poznałam punka, teraz jest kapucynem

    dodane 10.04.2014 00:15

    – Nie zawsze Ewangelia jest przyjmowana i nie zawsze potrafię ją dobrze głosić. Kiedyś bardzo to przeżywałam, dziś mam większy dystans, bo zrozumiałam, że mam siać, a tym, który daje wzrost, jest Bóg – mówi Magdalena Drozd.

    Magdalena mieszka w Głogowie. Z wykształcenia jest teologiem i psychoterapeutą chrześcijańskim. Należy do Odnowy w Duchu Świętym, a także do Szkoły Nowej Ewangelizacji. – Jako psychoterapeuta pracuję od dwóch lat. Wcześniej studiowałam teologię, bo chciałam się nauczyć głosić Ewangelię. Psychoterapię wybrałam po to, by pomagać ludziom. Te dwie przestrzenie łączą się w Szkole Nowej Ewangelizacji, do której należę i w której ewangelizuję – mówi Magdalena.

    Nie strzelać w próżnię

    Jej „przygoda” z ewangelizacją zaczęła się w Szkole Nowej Ewangelizacji w Gubinie i na Przystanku Jezus, najpierw w Żarach, później w Kostrzynie nad Odrą. Tam się m.in. formowała, uczyła mówić o Bogu i angażowała się w pomoc w lazaretach. Jak sama mówi, to kształtowanie się jest procesem, który cały czas trwa. – Na Przystanku Jezus spotykam różnych ludzi. Kiedy w wielkim zmęczeniu mówimy o Bogu, o tym, że On jest blisko człowieka, że go kocha, że przychodzi do grzeszników, to widzimy, że ludzie bardzo żywo reagują na Ewangelię – mówi Magdalena. – Myślę, że właśnie Jezus tak działał. Nie „strzelał” Ewangelią w próżnię, nie głosił pięknych haseł, ale mówił do człowieka o życiu – dodaje. Na Przystanku Jezus, ale też i poza nim, potrzebujących pomocy, duchowego i psychoterapeutycznego wsparcia nie brakuje. Magdalena mówi, że zarówno w ewangelizowaniu, jak i w pracy zawodowej są piękne i trudne sytuacje. Jedno z takich tragiczno-radosnych wydarzeń jest dla niej szczególnie ważne. – Któregoś wieczoru do lazaretu przyprowadzono piętnastolatkę. Nie było wiadomo, co wzięła, jaki to był narkotyk. Walczyliśmy, by nie zasnęła i nie wpadła w zapaść, udało się. Następnego dnia, gdy dziewczyna spała, przyszedł jej starszy brat, który jej szukał. Był bardzo przestraszony. Był punkiem i żył tą „filozofią”. Pomimo to zaczęłam z nim rozmawiać o jego trudnych sytuacjach życiowych i o Bogu – mówi Magdalena. – Zaproponowałam mu, byśmy się razem pomodlili. Miałam wrażenie, że on tylko na to czekał. Później co roku przyjeżdżał na Przystanek Jezus, by być z naszą wspólnotą. Minęło kilka lat, straciliśmy kontakt. Po pewnym czasie on mnie odnalazł w internecie i okazało się, że jest kapucynem w diecezji toruńskiej – dodaje z radością.

    Dla Boga nie ma tabu

    Po Przystanku Jezus do domu wspólnoty w Gubinie trafiali ludzie, którym chcieliśmy pomóc. – Głoszona Ewangelia przemieniała ich życie, dawała bodziec do zmiany i nadzieję. Potrzebni byli mądrzy psychoterapeuci, którzy zrozumieliby duchowość i psychikę człowieka. Okazało się, że znaleźć takich specjalistów nie jest łatwo. W kilka osób stwierdziliśmy, że będziemy się kształcić w tym kierunku, by umieć pomóc ludziom, których Pan Bóg stawia na naszej drodze – mówi ewangelizatorka. Magdalena zajmuje się psychoterapią integratywną w ujęciu chrześcijańskim.

    – Jej podstawą jest rozumienie człowieka według antropologii chrześcijańskiej, czyli to, że człowiek jest całością, a nie tylko ciałem, emocjami, psychiką czy duchem, i że każda z tych sfer wzajemnie na siebie wpływa – tłumaczy. – W psychoterapii chrześcijańskiej nie ma tematów tabu. Duchowość, seksualność, emocjonalność nie są pomijane, bo dla Boga nie ma tabu.

    Mocny fundament

    Życie Ewangelią, pomoc innym, bycie we wspólnocie to dla Magdaleny sposób na życie. Nie zawsze jednak tak było. Zanim zaczęła mówić o Bogu, sama przeżyła trudne doświadczenia, które z czasem ukształtowały w niej silną postawę i mentalność zaangażowanej chrześcijanki. – W 1995 roku dowiedziałam się, że umarł mój tata. To było tuż przed parafialnymi rekolekcjami. Emocjonalnie i fizycznie poczułam się opuszczona przez mojego tatę, z którym miałam trudne relacje. Właśnie podczas tych rekolekcji usłyszałam o miłości Boga jako Ojca. Słowa o kochającym Bogu mocno mnie dotknęły – wspomina Magdalena. – Wtedy zrozumiałam, i do dziś mam tę świadomość, że nie jestem sama. Wiem, że jest Ktoś, kto mnie prowadzi, kocha i walczy o mnie, kto nadaje sens memu życiu. Otrzymałam wtedy mocny fundament, który ciągle kształtuje moje życie – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół