• facebook
  • rss
  • Ważny posag od rodziców

    dodane 14.08.2014 00:15

    „Spraw, o Boże, za przyczyną męczeństwa św. Andrzeja, abyśmy wytrwali w pełnieniu woli Twojej wszędzie i zawsze, chociażby w największej biedzie i najprzykrzejszym opuszczeniu” – to fragment modlitwy z przedwojennego obrazka ze św. Andrzejem Bobolą.

    Rodzice przekazali mi przede wszystkim wiarę. Nauczyli mnie ukochania ojczyzny, domu, bliskich i otoczenia. Pamiętam, jak szliśmy do kościoła, tato zawsze nas pytał: „Jakie postanowienie dziś macie?” – wspomina pani Stanisława Chęcińska z Łagowa, która pochodzi z ziemi Adama Mickiewicza. Tam są korzenie całej jej rodziny ze strony matki Pauliny i ojca Bazylego. Urodziła się w 1924 roku. Razem z rodzicami i starszym bratem Janem mieszkała w miejscowości Kućki, gmina Traby, powiat Wołożyn, województwo nowogródzkie. – Moja miejscowość to nie była nawet wieś, ale kolonia. Tam nie było szkoły i uczyłam się we wsi Gruszyńce, a potem do 1939 roku chodziłam do gimnazjum w Oszmianie. Nauczyciele bardzo wymagali, ale byli bardzo sprawiedliwi i ogromnie zaangażowani – rozpoczyna swoją opowieść pani Stanisława. – Mieliśmy ponad 40-hektarowe gospodarstwo. Jak to na wschodzie, było bydło, trzoda, kury, indyki, gęsi, owce oraz m.in. żyto, pszenica, len, ziemniaki. Mama tym wszystkim administrowała, a tato, odkąd pamiętam, pracował w urzędzie gminy – kontynuuje.

    Wójt, mąż zaufania i poseł

    Tato pani Stanisławy był bardzo zaangażowany społecznie i politycznie. W 1921 roku zamieszkał w Kućkach. Przez kilka kadencji był wójtem gminy Traby. W Sejmie II kadencji Rzeczypospolitej, w latach 1928–1930, pełnił funkcję zastępcy posła, natomiast w latach 1930–1935 sprawował mandat z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. „W czasie sprawowania mandatu poselskiego nie pobierał wynagrodzenia w kasie gminnej, przeznaczając pieniądze na budowę wiejskich szkół i stypendia dla dzieci; prezes »Kasy Stefczyka«, »Społem«, aktywny działacz organizacji społecznych i kulturalnych na terenie gm. i pow., opiekun Szkoły Rolniczej w Łazdunach i Borunach” – czytamy na stronie internetowej biblioteki sejmowej. Bazyli Kuc po rozpoczęciu wojny został powołany na Komendanta Terenowej OC. Wkrótce po wkroczeniu Armii Czerwonej został uwięziony w Wołożynie, następnie w Lidzie, skąd wywieziono go do łagru w Uchcie w republice Komi, gdzie pracował przy wydobyciu ropy naftowej. Został zwolniony z więzienia po układzie Sikorski–Majski, nie mogąc służyć w wojsku ze względu na stan zdrowia, oddelegowano go jako „męża zaufania” Delegatury Ambasady RP do Pawłodaru. Brat pani Stanisławy także trafił do niewoli już na początku wojny. – W 1939 roku uczestniczył wraz z młodzieżą w obronie Wilna. Dostał się do niewoli, potem uciekł i służył w wojsku. Spotkaliśmy się dopiero w 1946 roku już na Ziemiach Zachodnich, w Sulęcinie – opowiada łagowianka.

    Zmęczony ojciec

    Pani Stanisława została deportowana 13 kwietnia 1940 r. do obwodu pawłodarskiego w Kazachstanie. – Do Pawłodaru dojechaliśmy dopiero w maju. Tam, jak na perskim targu, przyjeżdżali sowieccy gospodarze, kierownicy kopalń, kołchozów, fabryk i wybierali nas sobie jak niewolników – wspomina pani Stanisława. – Trafiliśmy do cegielni. Był tam jeden barak, w którym mieszkali Polacy z pierwszego transportu. Nie było ani wody, ani toalety. Musieliśmy się sami o wszystko zatroszczyć. Dziękuję mamie, że pomagaliśmy w polu przy zwierzętach, choć byli pracownicy, bo jak nas na Sybir wywieźli i trzeba było ciężko pracować, to było mi łatwiej – dodaje. Później pani Stanisława z mamą Pauliną trafiły do kopalni złota Majkainu-Zołoto. Tam spotkały się z ojcem. W 1942 roku razem przenieśli się do Pawłodaru, gdzie ojciec pracował w Delegaturze. Bazyli Kuc został jednak aresztowany 30 stycznia 1943 r. za działalność kontrrewolucyjną i skazany na 10 lat pozbawienia wolności oraz 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. – Jak tatusia aresztowali, to mnie parę razy brali na przesłuchanie do NKWD w Pawłodarze. Pokazywali mi wycieńczonego ojca i mówili: „O, ty taka sama będziesz!”. Robili wszystko, żeby niszczyć i poniżać ludzi – mówi pani Stanisława. Bazylego Kuca udało się wyciągnąć z więzienia 21 maja na kilka miesięcy przed śmiercią. Został pochowany na cmentarzu komunalnym w Pawłodarze. – W 1998 roku pojechałam tam i odnalazłam mogiłę taty – wspomina. Na Ziemie Zachodnie pani Stanisława przyjechała w 1946 roku. Rok później wyszła za mąż i zamieszkała w Łagowie. – Dziś to mój dom. Pięknie tu, jest niesamowita przyroda – mówi łagowianka. – Ale do dziś wspominam nowogródzkie ziemie. Najpiękniej było wiosną i jesienią. Uwielbiałam, jak krowy najedzone szły z pola i porykiwały, albo jak po łące biegły konie – dodaje w zadumie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół