• facebook
  • rss
  • Siadam w ławce i jest mi dobrze

    dodane 11.05.2017 00:00

    Nasza diecezja do 100. rocznicy objawień fatimskich przygotowywała się już od 2011 roku. Do Rokitna na modlitewne czuwania przybywały poszczególne dekanaty i wszystkie parafie, ale warto wspomnieć o jednej zupełnie oddolnej inicjatywie.

    krzysztof.krol@gosc.pl Pielgrzymki odbywały się w pierwsze soboty. Wszystko po to, aby – odpowiadając na wskazówki z objawień fatimskich – wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi i jednocześnie podejmować zobowiązanie do praktykowania tego nabożeństwa w swoich parafiach. – Ideę podsunął i zaproponował ówczesny ordynariusz bp Stefan Regmunt w roku 2010.

    Później, gdy pielgrzymki do Rokitna odbyły już wszystkie dekanaty, obecny pasterz diecezji bp Tadeusz Lityński zdecydował o kontynuowaniu tego dzieła, by czas do 100. rocznicy objawień był w diecezji wypełniony modlitwą do Niepokalanej – tłumaczy ks. Andrzej Oczachowski, który opracował specjalny modlitewnik na potrzebę pielgrzymek. Warto wspomnieć o jeszcze jednej szczególnej inicjatywie – co miesiąc grupa pątników wyrusza z Międzyrzecza do Rokitna. – Idea pieszej pielgrzymki w każdą pierwszą sobotę miesiąca, przez cały rok, jest inicjatywą oddolną parafian z Łagowa, a szczególnie Rajmunda Mikulskiego, którego nazywamy „ojcem założycielem”. Uczestniczą w niej parafianie z Łagowa, Sulęcina, Świebodzina, Żar, Zielonej Góry, ostatnio także z Międzyrzecza. Bywały miesiące zimowe, kiedy szło nas 8–10 osób, bywają grupy 30–40-osobowe czy nawet 70-osobowe, jak to było w kwietniu tego roku – mówi ks. Oczachowski, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Łagowie. Każda pielgrzymka jest inna, wyjątkowa i niepowtarzalna. – Były pielgrzymki w 15-stopniowym mrozie, w deszczu i we mgle takiej, że wież rokitniańskiego kościoła nie było widać niemal do samej wioski. Były w upalne lipcowe soboty, z dokuczliwymi owadami – meszkami. Pielgrzymi po sześciu z górą latach wędrowania mówią, że lepszy jest luty niż lipiec. W lutym to nawet można się rozgrzać przy ognisku na półmetku, a potem doskonałą kalwarosą w Rokitnie [herbata z konfiturą z owoców półdzikiej róży z Kalwarii Rokitniańskiej – przyp. aut.]. Dla czcicieli Niepokalanego Serca Maryi to pielgrzymowanie ma wymiar eschatologiczny, czyli nie przewidujemy jej zakończenia – uśmiecha się jej duchowy przewodnik. Każdy pątnik to osobna historia. Od 4 lat w pielgrzymce chodzi Irena Buśkiewicz ze Stoku (parafia pw. św. Jana Chrzciciela w Łagowie). – Powiedziałam sobie w 2013 roku, że pójdę tylko 5 razy. Poszłam te 5 razy i chodzę do dzisiaj. W maju mijają dokładnie 4 lata, odkąd tak chodzę – opowiada pani Irena. – Chodzę, bo mam taką potrzebę. Gdy poszłam pierwszy raz, bardzo to przeżyłam. Wcześniej widziałam Matkę Bożą Cierpliwie Słuchającą tylko na zdjęciach albo w telewizji. Ale zobaczyć Maryję tam, w Rokitnie, to zupełnie co innego. Gdy człowiek przychodzi i staje przed Jej obrazem, czuje niesamowite szczęście i pokój. Tego nie da się opisać słowami. Teraz mam takie postanowienie, że będę chodzić dopóty, dopóki starczy mi sił. W Rokitnie czuję się jak w domu u Mamy. Siadam w ławce i jest mi dobrze. Tam bym mogła siedzieć i siedzieć, i po prostu modlić się. Warunki po drodze są bardzo różne, ale to nic nie przeszkadza, gdy idziemy razem w grupie i modlimy się. Na tej pielgrzymce pogłębiam swoją wiarę i dostaję siłę do życia – dodaje. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół