• facebook
  • rss
  • Gorzka lekcja dla władzy

    dodane 25.05.2017 00:00

    Tadeusz Dzwonkowski mówi o nieuniknionej konfrontacji i gorzkiej lekcji dla władzy.

    Krzysztof Król: 30 maja 1960 roku mija kolejna rocznica obrony Domu Katolickiego w Zielonej Górze. Dlaczego to miejsce tak przeszkadzało ówczesnej władzy?

    Tadeusz Dzwonkowski: Dom Katolicki był faktycznym centrum kultury chrześcijańskiej w mieście. Tutaj nie tylko prowadzono katechezy dla dzieci, ale prezentowano sztuki teatralne z przesłaniem chrześcijańskim (np. „Rozdroże miłości” J. Zawieyskiego). Poza tym, na zaproszenie proboszcza, występowały także chóry parafialne, urządzano jasełka, zorganizowano punkt pomocy charytatywnej dla przyjezdnych z Rosji w latach 1957–1958, etc. Warto jednak podkreślić, że tutaj mieściła się także redakcja „Słowa Powszechnego” – Oddział Stowarzyszenia PAX. W efekcie w Domu Katolickim kształtowano młodego człowieka i umacniano wiarę w Boga wśród dorosłych. Tymczasem były to cele i działania sprzeczne z doktryną komunistów, która zakładała, że wiara w Boga jest wrogim balastem „burżuazyjnej” przeszłości. Zdawali sobie oni sprawę z tego, że wiara niesie wolność i daje nadzieje, czyli uniemożliwia całkowite podporządkowanie jednostki wszelkiej władzy. Z tych powodów Kościół, jako wspólnota dążąca do Boga, był niezwykle groźny. W epoce Gomułki w zasadzie pogodzono się z tym, że starsi obywatele PRL pozostaną nadal członkami Kościoła, ważne były jednak dzieci i młodzież – główni użytkownicy Domu Katolickiego. W tej sytuacji konfrontacja była nieunikniona. Kolejnym imperatywem prowadzącym do konfrontacji były ambicje lokalnych polityków. Utyskiwano np., że zielonogórzanie masowo uczęszczają na nabożeństwa, ale nie biorą udziału w imprezach organizowanych przez władze. Ponadto w tym konkretnym przypadku swoistym katalizatorem była rywalizacja w obozie władzy o względy przedstawicieli władz centralnych. Przecież formalnie chodziło tylko o dwie salki katechetyczne.

    Kim był ks. Kazimierz Michalski dla ówczesnych zielonogórzan?

    Przede wszystkim oddanym kapłanem. Miał wielki dar wiary i charyzmę. Pochodziła ona z jego siły woli i charakteru, oczywiście w jakimś sensie ukształtowanego przez pobyt w obozach koncentracyjnych, m.in. w Dachau. Miał odwagę. Niewątpliwie był też patriotą. Należy podkreślić, że wbrew twierdzeniom władz był przeciwnikiem tej formy manifestacji, jaka miała miejsce 30 maja 1960 roku. Zdawał sobie sprawę, że władze dysponują zbyt wielkimi środkami. Uważał, że legalny protest – petycja oraz rozstrzygnięcie na drodze sądowej – może przynieść sukces.

    Ilu ludzi zatrzymano? Ilu skazano? Jakie otrzymali kary?

    Ostateczna liczba zatrzymanych nie jest znana. Ogólnie w różny sposób ukarano około 320 osób. Kary były zróżnicowane, od kary grzywny po karę pięciu lat pozbawienia wolności. W kilkunastu przypadkach były to kary drakońskie. Władza wykorzystała ten akt nieposłuszeństwa do pokazania swojej sił. Nawet jak na ówczesny system prawny, kary nie były adekwatne do czynów. Zresztą manipulowano świadkami. Można powiedzieć, że w czerwcu 1960 roku złożono najwięcej fałszywych zeznań w dziejach miasta. Zeznawali przede wszystkim milicjanci i aktywiści, fałszywie oskarżając każdego, kto był „pod ręką”. Nie chodziło tutaj nawet o „sprawiedliwość socjalistyczną”, ale o zastraszenie mieszkańców. Każdy miał być przekonany o potędze władzy.

    Jakie znaczenie miały Wydarzenia Zielonogórskie w Polsce i jakie w regionie?

    Wydarzenia były następstwem polityki władz. Skończyły się porażką zielonogórzan, ale i gorzką lekcją dla władzy, która zaczęła zdawać sobie sprawę z konieczności zmiany polityki. Niestety, na szczeblu regionalnym zmiana ta została dokonana tylko w sferze gospodarczej. Wówczas to zaczęto rozbudowywać miasto i budować nowe osiedla mieszkaniowe. Zlikwidowano wiele uciążliwości w sektorze zaopatrzenia ludności, m.in. w wodę, energię elektryczną. W sferze społecznej zwiększono intensywność indoktrynacji. Rozbito środowisko katolików. Kilkuset zielonogórzan uznano za chuliganów, a niektórych pozbawiono możliwości zatrudnienia. Zaczęto przyspieszać awans nowego pokolenia, w dużej części ateistów. Zarówno w regionie, jak i w Polsce skutecznie zdołano wymazać społeczną pamięć o Wydarzeniach Zielonogórskich. Niewątpliwie przez następne dziesięciolecie stanowiły one swoiste memento dla władz. Na doświadczeniach zielonogórskich wychowywano nowe kadry aparatu represji.

    Przez wiele lat bohaterowie zmagań byli prześladowani i nazywani chuliganami. W końcu zaczyna się o nich mówić jako o bohaterach. Chyba ta historia powinna trafić do podręczników...

    Mam nadzieję, że w końcu tak będzie. Przecież były to jedne z największych protestów przeciwko polityce władz PRL.

    Wydarzenia Zielonogórskie

    Był poniedziałek 30 maja 1960 roku. Mieszkańcy Zielonej Góry wyszli na ulicę, aby przeciwstawić się milicji, która chciała zająć Dom Katolicki zielonogórskiej parafii pw. św. Jadwigi. Zbierający się tam od rana mieszkańcy miasta wystąpili w obronie swojego kościoła parafialnego, proboszcza ks. Kazimierza Michalskiego i wiary. Ostatecznie po zaciętych starciach z milicją i oddziałami ZOMO demonstracja została rozbita, a Dom Katolicki przejęty. Był to jednak jeden z największych protestów w PRL, jakie miały miejsce od czerwca 1956 do grudnia 1970 roku. Szacuje się, że około godziny 14.00–15.00 na samym placu było mniej więcej 5 tys. ludzi, a nie wiadomo, ilu było jeszcze w zaułkach na przyległych ulicach. Zatrzymano i aresztowano ok. 320 osób. Zapadły niewspółmierne do winy wyroki, czasami wyłącznie za pobyt w miejscu wydarzeń.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół