• facebook
  • rss
  • Organista globtroter

    dodane 06.07.2017 00:00

    – Podróżując w różne zakątki świata, przekonuję się, że nie trzeba mieć dużo, żeby być szczęśliwym. Można nie mieć prawie nic i każdego dnia uśmiechać się do drugiego człowieka – mówi Zygmunt Miecznik.

    krzysztof.krol@gosc.pl Lubię swoją pracę i życzę każdemu, aby robił to, co lubi – mówi Zygmunt Miecznik. A na co dzień jest organistą w sanktuarium pw. Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. To nie jest jednak jego rodzinne miasto. Swoje korzenie ma w Budkowicach na Opolszczyźnie.

    To właśnie w tamtych stronach po skończeniu Instytutu Muzyki Kościelnej w Opolu wyjechał najpierw do Holandii i Niemiec, gdzie pracował jako organista. – Do Świebodzina trafiłem, będąc na urlopie w Polsce. W jego trakcie przeglądałem fora internetowe i zobaczyłem ogłoszenie o pracy dla organisty. Był podany numer telefonu, więc od razu zadzwoniłem. W słuchawce odezwał się – obecnie już nieżyjący – ówczesny proboszcz, ks. Sylwester Zawadzki. Porozmawialiśmy, powiedział mi, że oddzwoni, bo wcześniej przede mną zgłosił się ktoś inny. Nie minęło pięć minut i zadzwonił do mnie z zaproszeniem do Świebodzina. Przyjechałem dokładnie 14 lutego 2009 roku i jestem tu do dziś – opowiada Zygmunt Miecznik.

    Jednak wyższy o trzy metry

    Swoją pierwszą dalszą podróż odbył w ósmej klasie podstawówki. Pojechał do Taizé we Francji. – Ta podróż zainspirowała mnie, aby wybrać się w kolejną i kolejną. Praktycznie na Starym Kontynencie zostało mi tylko kilka krajów, w których nie byłem. Zostawiłem to jednak na emeryturę – śmieje się Zygmunt i dodaje: – A na razie wziąłem się za państwa, po których w starszym wieku ciężko podróżować. Pierwszym celem dalekiej podróży były Brazylia, Argentyna i Paragwaj. – Zawsze staram się poznawać kilka państw. Od bardzo bogatych miejsc, przez takie, gdzie panuje nawet głód i żyje się w bardzo trudnych warunkach – wyjaśnia świebodzinianin. Podróż sprzed dwóch lat rozpoczęła się w Rio de Janeiro. – Oczywiście jako mieszkaniec Świebodzina musiałem pojechać zobaczyć tamtejszą figurę Jezusa. I rzeczywiście jest niższa o trzy metry – śmieje się Zygmunt. – Ale to zupełnie inne wrażenie. W Świebodzinie od razu widać, że statua rzeczywiście jest tak duża, a w Rio z dołu wydaje się malutka. Dopiero gdy się wjedzie na górę kolejką, przez dżunglę, widać, jej ogrom. Żeby ją zobaczyć z bliska, też trzeba mieć trochę szczęścia, bo na górze Corcovado bardzo szybko zmienia się pogoda. Mnie się udało, bo przyjechałem akurat wtedy, gdy była świetna widoczność. 15 minut później przyszły takie chmury, że wszystko zniknęło – opowiada podróżnik. Kolejnym etapem podróży było São Paulo – największe miasto Ameryki Południowej. – I bardzo niebezpieczne, dlatego po zmroku starałem się nie zapuszczać w boczne uliczki. Stamtąd jednak zapamiętam katolicką procesję ulicami miasta, która robiła wielkie wrażenie. Mnóstwo ludzi ubranych odświętnie szło z figurkami i obrazami. To był prawdziwy przykład takiej południowoamerykańskiej żywiołowej pobożności – opisuje Zygmunt.

    Wyjątkowi mieszkańcy wyspy Bali

    Tylko do Brazylii Zygmunt Miecznik wybrał się w pojedynkę. Zdjęcia wrzucane na Face- booka powodowały, że kompanów do kolejnych wypraw nie brakowało. A następna daleka podróż zawiodła go do Malezji, Singapuru i Indonezji. Zaczęło się od wizyty w Kuala Lumpur, czyli stolicy Malezji. – To bardzo nowoczesne miasto. Trafiłem tam w czasie najważniejszego muzułmańskiego święta, które upamiętnia ofiarę Abrahama. Na ulicach były pustki, mogłem spokojnie zwiedzać miasto. Wszedłem do meczetu, gdzie oczywiście wymagany był odpowiedni stój. Musiałem mieć długie spodnie, nakrytą głowy i wejść do świątyni boso – opowiada organista. Duże wrażenie w Kuala Lumpur zrobiły na świebodzińskim podróżniku bliźniacze wieże Petronas Towers, które mają 452 metry wysokości, a piętra 41 i 42 połączone są mostem o długości 58 metrów. Od 1998 do 2004 roku były to najwyższe budynki świata. Ale nie tylko to robiło wrażenie. – Gdy wyjechałem poza centrum, byłem dla tamtejszych mieszkańców na tyle egzotyczny, że chcieli nawet sobie ze mną robić zdjęcia – śmieje się Zygmunt. – W Singapurze, równie nowoczesnym mieście, miałem po raz pierwszy okazję spróbować dziwnych potraw w postaci jakichś robaczków. I muszę powiedzieć: „Polecam!”. Bardzo smaczne. (śmiech) Potem odwiedziłem Indonezję, a konkretnie wyspę Bali, i to miejsce ze wszystkich dotychczasowych egzotycznych podróży podoba mi się najbardziej. Przede wszystkim ludzie są tam niewiarygodnie ciepli i mili, zawsze pomocni i wiecznie uśmiechnięci. Indonezja jest największym krajem muzułmańskim na świecie, ale samo Bali jest regionem hinduistycznym. Starałem się objechać całą wyspę i podczas podróży wiele dowiedziałem się o tamtejszej kulturze i wierzeniach. Chociażby o tym, że po śmierci prochy człowieka wrzucane są do wody. Mówi się wtedy takie słowa: „Z wody powstałeś i do wody wracasz”. Od razu nasuwa się analogia do naszej religii i słów: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.

    Szczyt Adama na Sri Lance

    Zupełnie innego świata doświadczył na Bliskim Wschodzie, a konkretnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. – Dubaj będzie mi się już zawsze kojarzył z niesamowitym zapachem unoszącym się ze straganów z przyprawami lub perfumami. Oczywiście uwagę przykuwa też architektura miasta, które powstało na pustyni. Jest tam przecież największy budynek świata. Nawiasem mówiąc, budowniczym tego budynku do połowy wysokości, czyli do 500 metrów, był jeden z mieszkańców naszego powiatu, a konkretnie Rzeczycy – Josef Fabbro. Miałem okazję spotkać się z nim i jego żoną Aliną na kolacji i posłuchać opowieści o życiu w Emiratach Arabskich – wspomina Zygmunt Miecznik. W Abu Dhabi, stolicy Emiratów, imponujące wrażenie robi meczet szejka Zayeda. Skąd nazwa? Inicjatorem budowy świątyni był szejk Zayed bin Sultan Al Nahayan, pierwszy prezydent kraju, który jest nazywany ojcem Emiratów. – W środku uwagę przykuwa siedem gigantycznych żyrandoli wykonanych z milionów kryształów Svarovskiego – opowiada Zygmunt. Po drodze był jeszcze nowoczesny, choć przywiązany do arabskich tradycji Katar, a potem najciekawsza z całej podróży Sri Lanka. – Polecam każdemu podróż pociągiem. Przyroda jest wspaniała. Można zobaczyć przeróżne krajobrazy, od morza i oceanu po wysokie góry. Oczywiście jedzie się przez plantacje herbaty. W jednej z miejscowości była nawet ławeczka Thomasa Liptona, który miał w wchodzić tam na górę i podziwiać swoje plantacje – opowiada Zygmunt i kontynuuje: – Byłem też na Szczycie Adama, położonym 2243 m n.p.m., który uważany jest za miejsce święte przez wyznawców kilku religii. Na samej górze znajduje się podłużne zagłębienie o długości 1,5 m, uznawane za odcisk stopy: bogini Śiwy przez hinduistów, Buddy przez budystów, Adama przez muzułmanów i św. Tomasza Apostoła przez indyjskich chrześcijan. Warto podkreślić, że mimo wielu religii na Sri Lance ludzie żyją w symbiozie.

    Kto się w opiekę

    Jest już kolejny plan podróży. – Mam już z dziewczyną, kuzynką i jej mężem zabukowane bilety do USA. Tym razem to będą Nowy Jork, Filadelfia i Waszyngton, ale chodzi mi po głowie już kolejna wyprawa – na Kubę – uśmiecha się świebodzinianin. – Pieniądze do podróżowania są konieczne, ale jak się dużo wcześniej wszystko zaplanuje, to nie potrzeba ich aż tak wiele, jakby mogło się wydawać. Jeśli ktoś ma dużo pieniędzy, to wybiera biuro podróży, gdzie organizatorzy o wszystko się zatroszczą. Oczywiście najdroższą częścią wypraw są bilety lotnicze, ale często można trafić na bardzo tanie loty. Osobiście nie lubię zorganizowanych wyjazdów i pasjonuje mnie samo planowanie, bo dzięki temu poznaję dany kraj. Bez wątpienia sporym ułatwieniem jest znajomość języków obcych. Mówię po angielsku, niemiecku, rosyjsku, holendersku i francusku, a teraz zacząłem się uczyć języka arabskiego – dodaje. Organista ze Świebodzina gorąco zachęca do poznawania świata. – Mawia się, że podróże kształcą, i to prawda. Jeżdżąc po świecie, można się przekonać, że z każdego miejsca wynosimy coś dla siebie, zmieniamy dotychczasowe spojrzenie na świat i lepiej rozumiemy drugiego człowieka. Warto podróżować, by na własnej skórze przekonać się, jak świat wygląda naprawdę, a jest on często całkiem inny od tego opisywanego w mediach – podkreśla i dodaje: – Nie ma się czego bać, bo wszystko jest możliwe, kiedy wystarczająco mocno się czegoś pragnie. Oczywiście niepewność podczas wyprawy w nieznane jest zawsze, ale nie na darmo w swojej pracy śpiewam: „Kto się w opiekę odda Panu swemu”. Cały czas doświadczam Bożej opieki – podkreśla na zakończenie.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół