Nowy numer 45/2018 Archiwum

Jak paciorki różańca

Gdy przyjeżdżali tu przesiedleńcy ze Wschodu, wielu z nich nie miało różańców. Albo nie zdążyli ich zabrać ze swoich domów, albo zaginęły im w podróży. Ale to nie był problem – wystarczyło z polnych kwiatów powiązać dziesiątki, modlić się do Maryi, a potem złożyć u Jej stóp pachnące bukiety.

W oknach domu stoją doniczki z bujnymi czerwonymi kwiatami. Drzwi otwiera uśmiechnięta pani Elżbieta. W jednym z pokoi stoi czarny fortepian, bo gospodyni jest emerytowaną nauczycielką muzyki. Gra na instrumencie pozostała jej wielką pasją. Drugi pokój jest kolorowy – różnobarwne kłębki wełny, druty i wyczarowane przez zgrabne palce pani Elżbiety robótki.

Wielopokoleniowa modlitwa

To kolejny talent pani pedagog. Z okna po drugiej stronie ulicy widać zadrzewiony, jesienny ogród wymagający nieustannej pielęgnacji i gospodarskiej ręki. – Gdy pracując w ogrodzie, słyszę o 12.00 dzwony bijące na Anioł Pański, przerywam i odmawiam modlitwę. O poranku jest mniej czasu na dłuższe skupienie, więc wieczorem rezerwuję sobie czas na rozważanie tajemnic różańcowych – opowiada Elżbieta Zienkiewicz. Pani Elżbieta po śmierci mamy podjęła się w jej miejsce modlitwy w róży różańcowej. Wspominając dzieciństwo, opowiada, jak wspólnie z rodzicami klękała każdego wieczora do modlitwy różańcowej. Później tak samo robiła z własnymi dziećmi. Nie było nic nadzwyczajnego w tym, że każdego dnia wszyscy domownicy, trzy pokolenia, wspólnie się modlili. Rodzice odeszli do wieczności, dzieci wyjechały na studia, założyły nowe rodziny, a pani Elżbieta wiernie odmawia tajemnice Różańca. – Pamiętam, jak przyjeżdżał w odwiedziny wujek, ks. Aleksander Zienkiewicz, Sługa Boży, wrocławski duszpasterz akademicki. Kiedy zbliżał się wieczór, wujek wszystkich zapraszał do modlitwy – wspomina nauczycielka muzyki. Rodzice pani Elżbiety przez lata wspólnie się modlili. Po śmierci mamy tata miał swój rytuał – szedł samotnie na cmentarz, w skupieniu modlił się, przesuwając w palcach paciorki różańca.

Jedyna robota

Kilka ulic dalej mieszka Elżbieta Smardz, która z kokieteryjnym uśmiechem dyskretnie zdradza, że ma już 92 lata. Od najmłodszych lat modli się na różańcu i trudno jej dokładnie sobie przypomnieć, od jak dawna jest w róży różańcowej. Z pewnością od dziesiątków lat. Przed laty pani Elżbieta prowadziła z mężem duże gospodarstwo rolne. Zajmowali się hodowlą zwierząt, uprawą zboża, więc pracy w domu, przy wychowaniu dzieci i w gospodarstwie było mnóstwo. Jedynym momentem na modlitwę różańcową była noc. – Teraz modlić się to jedyna dla mnie robota. Wcześniej modliłam się w nocy, często budziłam się nad ranem i czułam w ręku paciorki różańca. Czasami myślałam, że mam może pestki od wiśni, a okazywało się, że to paciorki – mówiła pani Elżbieta. Wartości modlitwy nauczyła się w rodzinnym domu. – Przed wojną modlitwa była na pierwszym miejscu. Mieszkaliśmy blisko kościoła, mój dziadek był kościelnym, dlatego zawsze pilnował, żeby wszyscy na czas byli na nabożeństwach. Przypominam sobie, jak w grudniu na Roraty kobiety przychodziły do kościoła już o 6 rano, chociaż niektóre musiały przejść ponad 3 km. My mieliśmy blisko, więc przybiegaliśmy na ostatnią chwilę, ale kościół był zawsze nabity, nie było wolnego miejsca. Podobnie na niedzielnych Mszach św. czy nieszporach – wspominała pani Elżbieta. Również teraz dziewięćdziesięciolatka z wyjątkowym zapałem poświęca się modlitwie różańcowej.

Spotkali się pod figurą

Po przeciwnej stronie Wschowy mieszkają w bloku państwo Jadwiga i Jerzy Ratajczakowie. Są szczęśliwym małżeństwem od 43 lat. Ich znajomość rozpoczęła się od wymiany korespondencji. Na list od Jerzego Jadwiga odpowiedziała bez wahania – spodobał jej się sposób, w jaki pisał. Po wymianie kilku listów spotkali się. Pan Jerzy przyjechał z Bytomia do Wschowy, na komendzie MO dowiedział się, jak trafić do domu ukochanej, i późnym wieczorem dzielnie szedł na spotkanie. Jadwiga z sąsiadem wyjechali Jerzemu naprzeciw. – W świetle reflektorów zobaczyłam jakąś postać i od razu byłam pewna – to on. I faktycznie. A gdzie się pierwszy raz zobaczyliśmy? Aż trudno uwierzyć! Pod figurą Matki Bożej – wspomina pani Jadwiga. Jeszcze kilka spotkań, poważnych rozmów i okazało się, że młodzi mają podobne spojrzenie na wiele spraw, wspólne marzenia. Jerzemu nie pozostało nic innego jak poprosić narzeczoną o rękę. Oświadczyny zostały przyjęte z entuzjazmem, odbył się ślub, wesele. Przez pierwsze 10 lat wszystko układało się pomyślnie i prawie bezproblemowo. Młodym małżonkom urodziły się dzieci, budowali wspólnie rodzinne szczęście. Jednak okazało się, że na drodze beztroskiego życia stanęła choroba. Pan Jerzy odziedziczył genetyczne schorzenie układu krążenia. Przed 33 laty, w drodze na zabieg do szpitala w Zielonej Górze, pan Jerzy poczuł się źle. Musiał wysiąść z pociągu w Głogowie, poszedł na pogotowie, a tam stracił przytomność. Natychmiast podjęto reanimację i dzięki przytomnemu zachowaniu personelu medycznego mężczyzna znalazł się na oddziale intensywnej terapii. Rozległy zawał serca, tygodnie nieświadomości. Ponad rok wracał do zdrowia. – Wtedy przestałam się bać śmierci. Modliłam się tylko do Ducha Świętego o siłę, żebym mogła wychować dzieci, ale przede wszystkim, żeby być zawsze przygotowaną przed Bogiem na odejście, bo to może zdarzyć się w każdej chwili – wspomina pani Jadwiga. Choroba wieńcowa zaatakowała po raz kolejny, tym razem w domu. Najbliżsi reanimowali pana Jerzego, przyjechał lekarz. Medycy niezmordowanie walczyli o jego życie. I tym razem udało się. Była kolejna rehabilitacja, ale wieńcówka zaatakowała trzeci raz. Konsylium lekarskie zdecydowało, że dla ratowania życia należy amputować panu Jerzemu nogę, po 5 latach drugą. Sytuacja stawała się beznadziejna, na domiar złego pani Jadwiga zachorowała na nowotwór. Konieczne okazały się skomplikowane operacje. Mimo tych wszystkich trudnych przeżyć, małżonkowie nie stracili optymizmu, energii i wyjątkowej siły do życia. Czują, że są pod opieką Maryi od pierwszego spotkania. – Lekarze już wielokrotnie nie dawali mi najmniejszych szans na przeżycie, a za każdym razem udawało się. Bóg (Główny Ordynator) zdecydował inaczej, może ma dla mnie jeszcze jakieś ważne zadanie – mówi pan Jerzy. Wyjątkowe wydaje się szpitalne przeżycie pana Jerzego. Leżał nieprzytomny na oddziale intensywnej terapii, podłączony do urządzeń podtrzymujących życie i jak wspomina, przy jego łóżku pojawiła się może czternastoletnia dziewczynka, ubrana w turkusowy, jasnoniebieski płaszcz. Pan Jerzy widział bardzo wyraźnie, jak spokojnie na niego patrzyła.

Różaniec z polnych kwiatów

Spotkanie z paroma wyjątkowymi osobami z dziewiątej róży różańcowej wschowskiej parafii pw. św. Stanisława Biskupa udało się dzięki zelatorce Danucie Preisner, odwiedzającej członków róży pod wezwaniem św. o. Pio. W każdą pierwszą sobotę miesiąca ks. Dariusz Ludwikowski, proboszcz, odprawia w intencji Żywego Różańca Mszę św. Wtedy też odbywa się zmiana tajemnic, a jednocześnie jest to okazja do spotkania. Jednak duża część modlących się na różańcu nie ma już sił przyjść do kościoła, dlatego rolą zelatorki jest dotarcie do tych osób. – Spotkania i rozmowy są dla mnie bardzo ważne. Mam wrażenie, jakbym odwiedzała bardzo bliskie mi osoby. Znamy się od dawna, jeszcze z naszej młodości, więc mamy do siebie zaufanie – powiedziała pani Danuta, dla której modlitwa różańcowa jest uwielbieniem Jezusa w Maryi, Jego ukochanej Matce. Każda róża różańcowa, w której modli się 20 osób (we wschowskiej parafii jest ich kilkanaście), obsypuje Matkę Zbawiciela płatkami róż, kładzie u stóp Maryi różane bukiety. – Moja mama opowiadała mi, że po przyjeździe ze Wschodu nie miała ze sobą różańca i nie było szans, żeby kupić nowy. I wtedy, pracując w polu, zrywała polne kwiatki i wiązała je w dziesiątki, aby mieć swój kwiecisty różaniec – wspominała Danuta Preisner.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy